Nowy numer 50/2018 Archiwum

Opole w obłoku tajemnicy

Dowiemy się, dlaczego na dworcu lepiej nie zdradzać tajemnic. I poznamy historie mrożące krew w żyłach. Wiele intrygujących miejsc i faktów znajdziemy w najnowszym bedekerze.

Mam w domu pięć pokoi wypełnionych starymi drukami, czasopismami, gazetami. Tam jest kopalnia wiedzy o Śląsku, o Opolu. Tam są historie tak wspaniałe, że o każdej kamienicy można by coś ciekawego napisać – powiedziała prof. Joanna Rostropowicz podczas spotkania na temat nowego opolskiego bedekera. Wraz z prof. Anną Pobóg-Lenartowicz i Natalią Barczyk jest współautorką wzbudzającego ogromne zainteresowanie i gorącą dyskusję nowego przewodnika pt. „Magiczne miejsca Opola”. Jest to bedeker nietypowy, niesztampowy, inny niż inne, dotychczasowe (nieliczne zresztą). Opisujący – obok „klasyków” opolskich zabytków, w których oczywiście skupia się głębia i treść opolskiej historii (kościół franciszkanów i kaplica Piastowska, katedra, wieża Piastowska, ratusz, Ostrówek) – miejsca i obiekty zgoła nieoczywiste.

– Chcieliśmy spojrzeć na Opole zupełnie innymi oczyma. Tytułowe magiczne miejsca oznaczają jakąś tajemnicę, coś z dreszczykiem. Dzisiaj takie ujęcie jest bardzo popularne, wzbudza powszechne zainteresowanie. Jeśli babcia ma iść z wnuczkiem na spacer i pokazać mu coś interesującego, to musi to być coś wyjątkowego, a nawet strasznego – powiedziała prof. Anna Pobóg-Lenartowicz, tłumacząc tytułową „magiczność” miejsc. A zatem – ruszamy zobaczyć kilka z nich. Zaznaczmy jeszcze raz – to nie są miejsca najważniejsze. Ale ciekawe!

W ślad za Myrtkiem

Jeśli jesteście przyjezdnymi, którzy podróżują koleją, zanim opuścicie dworzec Opole Główne w pogoni za magią miasta, sprawdźcie najpierw fenomen akustyki hali głównej dworca. Z jednego jej końca słychać słowa wypowiedziane nawet niezbyt głośno w przeciwnym jej kącie. Ba, ponoć nawet słowa szeptane. Jest to zatem jakaś przestroga i ostrzeżenie dla pragnących składać czułe bądź tajne wyznania akurat na opolskim dworcu. A teraz – w miasto. Może najpierw pooglądamy piękne rzeźby Thomasa Myrtka (1888–1935) zjawiające się w miejscach przeróżnych? Z pewnością najpiękniejsze (to subiektywna opinia piszącego) są rzeźby sześciu smukłych panien – nieco przybrudzonych przez gołębie – usadowionych na elewacji obecnego liceum nr 5 (róg Reymonta i Kościuszki). To sześć uczennic, a każda z nich zajmuje się czym innym. Trzecia od lewej ma ręce założone, próżnuje, ale pierwsza z lewej zasłużyła sobie na taki komplement prof. A. Schellenberga, wrocławskiego historyka sztuki: „Górnoślązaczka ta, cudowna w swoim spokoju, w cichym zamyśleniu, wzruszająca promieniejącą z niej powagą, jest mistrzowskim dziełem (…), pozostanie symbolem górnośląskości na nadchodzące stulecia”. Oddajemy się przez chwilę rozważaniom nad tym, co jest symbolem górnośląskości, i ruszamy dalej. Inne rzeźby Myrtka, przedwcześnie zmarłego na malarię w Atenach, znajdziemy nad brzegiem Młynówki, przy popularnej naleśnikarni Grabówka. To czworo dzieci, z których dwoje siedzi na świnkach, a dwoje na rogu obfitości. To zupełnie zrozumiałe – pierwotnie zdobiły budynek Kasy Oszczędności. Innego „Myrtka” można zobaczyć na skwerze (róg Ozimskiej i Plebiscytowej). To kamienna rzeźba – protest przeciw wojnie. Wykonana w roku 1924…

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy