Nowy numer 50/2018 Archiwum

Będzie dobrze

Czasem Bóg zamiesza w życiu jak kucharka w garnku. W życiu tej rodziny miesza często.

Ja i moja choroba to jeszcze nic, ale że mój mąż przeżył wypadek motocyklowy, to był naprawdę cud – mówi Krystyna Walusz z Góry Świętej Anny. W dzieciństwie chorowała na chorobę Perthesa. Przez pięć lat w ogóle nie chodziła. Rok spędziła w gipsie od pasa w dół. Lekarz mówił, że raczej nie będzie już chodzić i resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim. A mąż Krzysztof? Wypis z OIOM-u, na którym po wypadku przez 11 dni był w śpiączce, zawiera 22 rodzaje uszkodzeń, złamań, ran i problemów medycznych. – Mówili nam, że nie przeżyje, a jak przeżyje, to rok spędzi w szpitalu. To była dla nas próba wiary – przyznaje Krystyna.

Po zderzeniu

– Niczego od momentu wypadku nie pamiętam – mówi Krzysztof Walusz. – Wiem, że uderzyłem w samochód, który wyjechał z pobocza i mnie nie zauważył. On trafił na „martwy punkt” w polu widzenia, a u mnie była za duża prędkość – opisuje wypadek w Rożniątowie.

Krzysztof z kuzynką Cristiną jechał na motorze marki Suzuki. Po zderzeniu z samochodem zostali wyrzuceni w powietrze i wylądowali na posesji obok miejsca wypadku. Pierwszy raz życie Krzysztofowi uratował kolega ze szkoły średniej, który przybiegł na miejsce wypadku wraz z innymi mieszkańcami. Ściągnął mu kask z szybko puchnącej głowy. Potem jego życie ratowali lekarze w opolskim WCM. – Jak go zobaczyłam w szpitalu, był lodowaty i siny – wspomina żona Krystyna. Przez 11 dni, w czasie których mąż był w śpiączce, żyła jak w transie. – Przez pierwsze trzy dni nic nie jeść. Po nocach nie spałam, dzieci też, płakały bardzo. W nocy dostawałam z nerwów takiego szczękościsku, że rano nie mogłam otworzyć ust – mówi. Potem skomplikowana 8-godzinna operacja twarzy i czaszki Krzysztofa. Oglądamy zdjęcia rentgenowskie: głowa Krzysztofa naszpikowana płytkami, drutami przeszywającymi twarz. Usta miał ściśnięte specjalnymi klamrami. Kiedy się obudził, nie wiedząc, co się dzieje, nie mogąc mówić, zaczął się szarpać, wyrywać. Trzeba było przywiązać ręce do łóżka. Rodzina nie wiedziała, w jakim stanie będzie Krzysztof po wybudzeniu, lekarze przygotowywali na najgorsze. – Mówili, że o ile przeżyje, to nie będzie widział, na początku nie wiedzieliśmy nawet, czy nie będzie „roślinką” – mówi Krystyna. – Kiedy się wybudziłem, akurat była Koronka do Miłosierdzia. Mama modliła się do Jana Pawła II i zobaczyła, że zrobiłem ruch palcem. Wiedziała, że to znak, że wszystko będzie dobrze. Już czuła spokój – opowiada Krzysztof. Jego twarz po operacji nieco się zmieniła. Malutkie dzieci – Dominik i Alicja – nie poznały go, kiedy wrócił do domu. Po wypadku i operacjach Krzysztof Walusz widzi tylko w dwóch wymiarach (stereoskopia), nie odczuwa smaków – odróżnia tylko słodkie, kwaśne, słone. Nie czuje zapachów. – Już tak niestety nie przeżywa się różnych rzeczy, nie odczuwa, to jest strata, życie trochę inne – mówi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy