Nowy numer 49/2020 Archiwum

Przepis na chińskie marzenie

– Tak niewiele wiedziałem o Państwie Środka… Ten kraj zrobił na mnie ogromne wrażenie – opowiada Radzimir Burzyński, podróżnik ze Zdzieszowic.

Marzenie o podróży do Chin zrodziło się w bardzo niepozornych okolicznościach. – Kilka lat temu, załatwiając jakąś sprawę na Politechnice Opolskiej, spotkałem kolegę, którego dawno nie widziałem. Akurat szedł na lekcję chińskiego i zabrał mnie ze sobą – wspomina Radzimir. – Początkowo więcej śmialiśmy się, niż uczyliśmy, ale z czasem zacząłem dostrzegać, jakie profity mogą płynąć ze znajomości chińskiego – przyznaje. I dodaje, że razem z nauką chińskiego, którą potraktował jako ambitne wyzwanie, pojawiło się marzenie, by do Chin pojechać.

Świat na wyciągnięcie ręki

Młody obieżyświat, nim dotarł do Państwa Środka, zjeździł Europę, podróżował po Indiach, był w Gruzji i w Ameryce Południowej, a także w północnej Afryce. W podróżach spędził wiele miesięcy, ale czas równie intensywnie wykorzystuje, będąc w Polsce. Był już m.in. wojewódzkim liderem Szlachetnej Paczki, szefem sekcji wolontariatu w Centrum ŚDM w diecezji opolskiej czy liderem Ekstremalnej Drogi Krzyżowej w Opolu.

Do tego dochodzi praca, bo na marzenie o Chinach najpierw musiał zarobić. – Pracowałem przy produkcji w Holandii. Miałem cel, więc mimo że nie była to praca moich marzeń, cieszyłem się nią. Nieraz współpracownicy pytali mnie, jak ja to robię, że nie narzekam. Wtedy po prostu dzieliłem się z nimi moim marzeniem – opowiada Radzimir Burzyński. Na maszynie miał przyklejoną kartkę z chińskimi słówkami, a w czasie wolnym zaglądał do podręczników i przygotowywał się do egzaminu.

Kazachstan, Kirgistan i Chiny

Te trzy kraje znalazły się na trasie jego blisko 5-miesięcznej podróży. – Na etapie planowania wyjazdu okazało się, że ze względu na EXPO w Kazachstanie LOT uruchomił nowe połączenie. Bilety były na tyle tanie, że podróż do Chin postanowiłem rozpocząć właśnie od tego kraju – wyjaśnia podróżnik. Ale zaraz dodaje, że bardziej niż Kazachstan urzekł go Kirgistan. Stąd na zdjęciach, które przywiózł z wymarzonej podróży do Chin, jest też wiele zapierających dech krajobrazów kirgiskich: jezioro Ala-Kul, formacje skalne w kanionie Skazka czy drzewa wyrastające z krystalicznej wody jeziora Issyk-Kul. Radzimira oczarował nie tylko Kirgistan, ale też Kirgizi. – Przed tą podróżą założyłem sobie, że niezależnie od okoliczności będę się starał spotkać z drugim człowiekiem. Przejeżdżając przez górzysty Kirgistan, spotkałem wiele wspaniałych osób, na które mogłem liczyć. Starsze pokolenie jest dumne ze swego kraju, ceni wartości, a młodsze – chce jak najszybciej uciec za granicę. Poznałem też wiele bardzo zdeterminowanych kobiet, które nie tylko radzą sobie z trudnymi warunkami życia, dbają o swoje rodziny, ale też mają pomysły na zarabianie pieniędzy i je realizują – opowiada. Wspomina poznanych na trekkingu Ukraińców, którzy są świadkami Jehowy. Młodego Kirgiza, który chce przyjechać do Europy. I dodaje, że spotkania z Kazachami były zdecydowanie „surowsze”. Ale opowiada między innymi o starszej pani, która świetnie mówiła po angielsku, a na prośbę o miskę przyniosła mu też zupę.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama