Nowy numer 50/2018 Archiwum

Dopóki nam ziemia kręci się...

Gdzie jest granica wymogów sensownych i wymogów destrukcyjnych?

O czym można pisać, siedząc w salonie Reanult, czekając na koniec rocznego przeglądu mojej "meganki"? Oj, leciwa ona, jak i jej właściciel. Ale oboje jakoś funkcjonujemy. A czasy teraz... Mój Boże, jak te czasy się zmieniły. Byłem proboszczem, jak i teraz, na wsi. Miałem komarka. Wystarczało na krótsze wypady do miasta, a nawet na dłuższe wyprawy w pobliskie góry. Później spadł mi z nieba fiat 126p, zwany maluchem. W stosunku do wspomnianego motoroweru to była epoka różnicy. Przeglądów serwisowych właściwie nie było. Serio. Był jeden przegląd, który można nazwać permanentnym. Dobrze, jak "coś" mnie spotkało kilka kilometrów od domu. Gorzej, jeśli w Hamburgu. Naprawa i części tam były na poczekaniu, tyle że pieniądze na poczekaniu były inne. No ale za taki luksus płaciło się nieomalże chętnie.

Ale to tylko tło innego problemu. Cywilizacyjnego. Otóż, w "tamtej" epoce, mieszkając na wsi, do miasta jechało się raz na tak zwany jakiś czas. Średnia była kilkutygodniowa. Bo był aktywny ogródek, było stadko kur, większe kaczek, na wsi były świniobicia (z których część zawsze przypadała proboszczowi). Nawet pies i goście mieli się czym pożywić. I oko nacieszyć: "Jakie masz piękne kaczki!".

Do tego czy innego urzędu jechało się dwa–trzy razy w roku, do kurii może i rzadziej. Obowiązywała reguła: "Pan Bóg wysoko, biskup daleko". Co miało znaczyć: jeśli nie będziesz sam sobie radził, to zginiesz. Nie ginęliśmy. Ani proboszcz, ani – mutatis mutandis – parafianie. Oni podatek płacili u sołtysa (przecież wieś to byli rolnicy), proboszcz podatku nie płacił – państwo nie chciało, ale w zamian nie przyznawało nam emerytur. A i tak emeryci dobrze się mieli.

Można by więcej na te i pokrewne tematy. Ale jako tło zasadniczego tematu wystarczy. A ów temat wyznacza pytanie: co i w jakim tempie jeszcze się w świecie musi zmienić, by wszystko uległo totalnemu paraliżowi? Albo inaczej: jak długo możemy jeszcze cieszyć się jako tako nieskrępowanym życiem? Oczywiście, inaczej wygląda obraz życia i jego skomplikowania z perspektywy wiejskiego proboszcza, inaczej z perspektywy mieszkańca miasta, a jeszcze inaczej metropolii.pl.

Ja idę jeszcze dalej w moich wątpliwościach i pytaniach. Bo kiedyś, w epoce komarka, miałem czas po prostu być, być sobą, być księdzem, być z młodzieżą, modlić się z nią, łazić po górach, powygłupiać się, tarzając w borówczyskach i wracając do domu przepełnionym i wlokącym się pociągiem. Teraz, mimo wszystkich udogodnień (uznaję to, a jakże), moi młodsi koledzy są w zupełnie inne sytuacji. Także z powodu wszystkich ograniczeń narzucanych przez wymogi bezpieczeństwa wymyślane przez władze oświatowe, sanitarne, ppoż., antypedofilskie i jakie tam jeszcze. Gdzie jest granica wymogów sensownych i wymogów destrukcyjnych? Gdy czytam ostatnie instrukcje dotyczące bezpieczeństwa pożarowego kościołów, tylko słowo "destrukcyjne" mi się nasuwa (być może racji nie mam). Świątynie w parafiach mniejszych (zatem i z budżetem mniejszym) trzeba będzie zamknąć i najlepiej zburzyć. Czego nie zdziałała "komuna", teraz dokończy "demokracja" – cudzysłów potrzebny w obu miejscach.

Mnie osobiście niektóre sprawy już przestają interesować i wkurzać. Coraz bliższa mi jest perspektywa przejścia w stan spoczynku. Ale świat będzie istniał i żył dalej. "Пока Земля ещё вертится... Dopóki nam ziemia kręci się, póki jest tak czy siak" – śpiewał kiedyś Bułat Okudżawa. "Panie zielonooki, mój Boże jedyny, spraw, dopóki nam ziemia toczy się, zdumiona obrotem spraw, dopóki czasu i prochu wciąż jeszcze wystarcza jej – daj każdemu po trochu... I mnie w opiece swej miej".

Przez minutę liczyłem samochody przejeżdżające skrzyżowanie za oknem. Co najmniej 25. Czyli w czasie godziny co najmniej 1500, od małych po ogromne. I to w prowincjonalnej Nysie, gdzie tranzytowy ruch wyprowadzono na obwodnicę. Dokąd oni wszyscy się spieszą? Ja niebawem jeszcze dwa razy przez to skrzyżowanie dziś przejadę. A na spacer z psem to i tak nie będę miał kiedy...

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • kret
    21.04.2018 13:36
    Taka nasza dola kiedy już w życiu doczesnym mamy z górki....patrzeć z tęsknotą za siebie...ale co do zakupów samochodem o 300 metrów od domu to zgadzam się z przedmówcą,że kiedyś mniej się kupowało( czytaj jeździło) i siatki taszczyło się na piechotę albo rowerem do domu, kiedyś grupę można było zorganizować w parę godzin, dzień...dzisiaj procedury wyjazdowe z nieletnimi stępiają chęci młodych i starszych zapaleńców wyjazdowych, kiedyś zaglądało się w wolnym czasie na drugi kraj miejscowości ew. do sąsiada na pogawędki....teraz aby odpocząć,nabrać sił na poniedziałek trzeba pakować rodzinę do samochodu i gdzieś pędzić w...nieznane ...kiedyś starczało posłuchać żywych ludzi, dzisiaj musi wystarczyć wirtualna rozmowa z rodziną za granicą...a przepisy p-poż?a nowe przepisy ochrony danych RODO?...jak spotykałby się i karmił i nauczał Jezus Chrystus w dzisiejszych czasach spragnionych szczęścia ludzi???Znalazłby sposób więc myślmy optymistycznie o przyszłości ludzkości....
    doceń 5
  • Stefan1
    21.04.2018 16:26
    Niech ksiądz wspomni sobie czasy religii na probostwie, w salce katechetycznej. Atmosfera inna, zapewne dzieci lepiej nastawione do nauki religii. I prawda - ten czas księdza mile spędzany w takim gronie słuchaczy. Od zawsze wspominam religię z ks. Bartoszkiem, Józkiem - jak u nas się mówi o szanowanym kapłanie. Był czas na religię kopaną - tak przy grze w piłkę słyszeliśmy to i owo od ks. Józefa na temat zachowania czy podejściu do drugiego człowieka. I ksiądz miał czas i my, dzieci poświęcaliśmy więcej czasu dla kościoła od dzisiejszej młodzieży. Ksiądz wspomina Komarka a ja pamiętam ks. Bartoszka jak na naszą prośbę pokazywał nam chłopcom swoją Jawę. Nie wiem jaki to był model ale tą czerwień ze wstawkami chromu pamiętam. Tak, to były inne czasy, lepsze czasy dla kościoła i dla nas młodych z mądrymi księżmi, z kapłanami z "prawdziwego zdarzenia". Cóż, wspominając tamte czasy z kościołem jeszcze bardziej człowiek widzi te różnice na gorsze w polskim kościele. Ale z tych znanych z tamtych lat został jeszcze abp. Nossol i ten wspominany -m ks. Bartoszek, gdzieś na rezydencji w Tarnowskich Górach.
    doceń 8
  • Stary Belfer
    22.04.2018 11:35
    No tak, sprawa przesądzona. Odchodzę na "nauczycielskie świadczenia kompensacyjne" - czyli wcześniejszą emeryturę. Człowiek jeszcze by popracował, ale ilość wymogów destrukcyjnych wymyślonych i z rewolucyjnym zapałem wdrażanych przez ministrę Zalewską uniemożliwia dalszą sensowną pracę. W swej naiwności myślałem, że ilość głupoty wdrażanej przez ministry Hall i Szumilas przekroczyła poziom krytyczny. Otóż okazuje się, że nie. Im jestem starszy, tym bardziej jestem przekonany, że tępota kolejnych reformatorów oświatowych jest niemalże niewyczerpywalna. To jakaś analogia do ilości ciemnej materii i ciemnej energii wszechświata.
    Stary Belfer z prowincjonalnej Nysy woli odejść niż dać się sprowadzić do roli niewolnika, a co najwyżej wiejskiego głupka, którym każdy może pomiatać.
    doceń 9
  • wanda
    23.04.2018 12:21
    A ksiądz nie myśli przejść na emeryturę póki kościół ma jeszcze jako takie poważanie? Coraz częściej słychać oskarżenia i nawoływania do marginalizowania kościoła szczególnie przez młodych?
    doceń 4

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy