Nowy numer 46/2018 Archiwum

Widzę światło, cienie, kontury

Jak się nic nie dzieje, to przynajmniej zawsze kury jajka niosą... Niezwykły Michał Sawczuk.

Rano jak się budzę, to pies mi tu chrapie obok. Jakoś się cieszę tym wszystkim. Za oknem ptaki śpiewają. Cieszę się takim życiem, jakie jest. Mogło być zdecydowanie gorsze – mówi Michał Sawczuk. – Przez Michała stajemy się lepsi, będąc z nim, czerpiemy coś dla siebie. Przez jego pośrednictwo jesteśmy bliżej Pana Boga – mówi Krzysztof Sawczuk, tata Michała, leśniczy w Kolonowskiem i szafarz Komunii św. – Zawsze mówię: Michał, najważniejsze, że jesteś. Że jesteś! Nieważne, czy działasz w pełni. Ale jesteś ze mną. Rozmawiamy, śmiejemy się, cieszymy i smucimy razem – mówi mama Lucyna. – Tylko mi wstydu nie przynieście – słyszymy głos Michała z drugiego pokoju. Żartuje, często żartuje, śmieje się krótkimi, niegłośnymi wybuchami. Choroba, którą zdiagnozowano krótko przed maturą, stopniowo odbiera mu możliwości działania: najpierw stracił władzę w nogach, potem w lewej ręce, a w końcu wzrok. Złośliwy guz rdzenia kręgowego.

Zonk

Michał leży na łóżku, kotka syberyjska – królowa domowego zwierzyńca kręci się obok. Nad łóżkiem w ramkach cztery czarno-białe zdjęcia. Na dwóch z nich szczupły młodzieniec z dużymi oczyma, w hipsterskim kapelusiku i okularach „lennonkach”. Michał przed. – Całkiem wzroku nie straciłem. Widzę światło, cienie, kontury postaci. Kobietę od mężczyzny odróżnię – mówi. Kiedy zachorował, mama zrezygnowała z pracy. Cały czas jest przy nim. Przychodzi też rehabilitantka. – Zaczęło się w liceum. Czułem jakieś osłabienie, jakieś mrowienie, pierwsze badania i nagle…zonk. Kurczę, o co chodzi? Pierwsze przerażenie. Potem szpitale, jedna operacja, rehabilitacja, druga operacja, rehabilitacja. Jeszcze normalnie funkcjonowałem, po schodach chodziłem, potem poczułem ucisk i poszłooo. To przez to, że on – guz – zmienił się z dwójki na trójkę. Wzrok straciłem, potem udar nie wiadomo skąd. Radioterapia, chemioterapia, ostatnio tomoterapia. Nie ma co wracać, tego czasu nie cofnę. Inni mają o wiele gorzej. A ja mam nadzieję, że z tego wyjdę. Ciągle wierzę w technikę medyczną, że to się jeszcze może udać. Miałem mieć wszczepiane w rogówkę komórki macierzyste, ale dostałem sterydy i na razie operacja musi poczekać – informuje Michał. – Najgorsze było zastanawianie się, skąd to się wzięło… – mówi Lucyna Sawczuk.

Nie dostał breloczka

– Czy… cieszysz się życiem? – pytam nieśmiało po godzinie rozmowy, w czasie której Michał żartuje raz po raz, zaskakuje mnie pozytywnym podejściem do swojej sytuacji. – No pewnie! – wybucha natychmiast, jakby dziwiąc się pytaniu. – Mogło być znacznie gorzej. Śmierć jakby chciała, to by już przyszła. To była taka operacja, że jeden fałszywy ruch i człowieka nie ma – tłumaczy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy