GN 50/2018 Archiwum

Czytaj z Jego ust

– Poznać tych ludzi, wejść w ich historię to dar od Pana Boga – przyznaje o. Jacek Drabik, opowiadając o spotkanych Kubańczykach.

Kiedy wpadł mi w oko cytat: „Życie nie po to jest, by się spieszyć. Życie po to jest, by się nim cieszyć”, pomyślałem, że on bardzo dobrze podsumowuje to, co zobaczyłem na Kubie. Tam, chociaż większość ludzi każdego dnia walczy o przetrwanie, czas biegnie spokojniejszym rytmem. Chociaż ludzie mają bardzo ciężko, to cieszą się życiem – na „Duchowej sofie” opowiadał o. Jacek Drabik SJ, który III probację w Towarzystwie Jezusowym przeżył właśnie na Kubie. – W rozmowie z ojcem prowincjałem zaproponowałem ten kraj, bo chciałem, żeby doświadczenie probacji było dla mnie wyzwaniem, żeby mnie kosztowało wysiłek wejścia w nową rzeczywistość – wyjaśnia.

Karaibska wyspa

Swoją opowieść rozpoczyna od projekcji filmu „Suite Habana”, w którym przeplatają się sceny codziennego życia kilku mieszkańców stolicy największej wyspy na Morzu Karaibskim.

– Tamta rzeczywistość jest zupełnie inna niż nasza. Większość ludzi żyje tam w taki sam sposób – walczy o przetrwanie każdego dnia, praktycznie walczy o życie i o to, by zrealizować swoje marzenia. Średnie zarobki Kubańczyka to 30 euro miesięcznie. To bardzo mało. Więc jeśli ktoś jedzie na Kubę i nie wychodzi poza hotel, plażę i miejsca dla turystów, to prawdziwego życia Kubańczyków nie zobaczy. W hotelach jest wszystkiego pod dostatkiem. Kiedy na całej Kubie nie można było w ogóle dostać owoców, co tłumaczono huraganem, to w hotelach były wszystkie do wyboru, w dużych ilościach – mówi o. Jacek Drabik. W opowieść o Kubie i o Hawanie wplata wspomnienia o ludziach, z którymi się spotykał, którymi się opiekował, których historie życia poznawał. – Kubańczycy są życzliwi, otwarci i hojni. Doświadczałem tego, jak bieda ich łączy, jak wzajemnie sobie pomagają, jak niewiele mają, a mimo to dzielą się z innymi. Wśród nich odkrywałem, że Bóg ciągle się dla mnie trudzi i o mnie się troszczy, że nie ma takiego momentu, że odpoczywa. On jest obecny w codzienności, w której jestem, nieprzypadkowo stawia na mojej drodze konkretnych ludzi, z którymi mogę przeżyć jakiś trudniejszy moment – dzieli się.

Mój raj

Tak mówi o La Edad de Oro – szpitalu, przytulisku, w którym żyją ludzie niepełnosprawni, ciężko chorzy: – Z tymi ludźmi przez pół roku bardzo mocno się związałem, wśród nich – przy łóżku, przy wózku, przy uśmiechu, przy spojrzeniu – zostawiłem kawałek swojego serca. To miejsce niesamowicie mnie porusza i myślę, że będzie poruszało do końca życia – przyznaje o. Drabik. – Warunki tam są straszne. Posługiwaliśmy w tym miejscu w czterech probanistów: Brazylijczyk, Włoch, Meksykanin i ja. Kiedy weszliśmy do pierwszej sali, jakbyśmy weszli do grobu. Wszystko, co najgorszego możecie sobie wyobrazić, tam w tej sali było. A kiedy po 8 godzinach wychodziliśmy, było jak po zmartwychwstaniu. Wracaliśmy stamtąd totalnie wykończeni, ale z niecierpliwością czekaliśmy, kiedy znów tam pójdziemy – opowiada.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy