Nowy numer 43/2020 Archiwum

Na progu niewidzialnego świata

Przez tydzień wspólnota Barki i jej przyjaciele wędrowali po Łemkowszczyźnie.

W Jaśliskach wzięli nas za ekipę reżysera Jana Komasy kręcącą film „Boże Ciało”, która dzień wcześniej zamieniła tamtejszy sławny galicyjski ryneczek w plan zdjęciowy. W Zawadce Rymanowskiej Klaudiusz zwany „Balikiem” chciał zabrać do Barki kilka belek drewna. W Czarnem pasterz Florian tłumaczył nam, na czym polega szczęśliwe życie pasterza (właściwie nie musiał tłumaczyć – był cały szczęśliwy). W Chyrowej gospodyni wypłakała nam szczerze ból swojego życia. W Świątkowej Małej pani Maria powiedziała, że po łemkowsku umie już tylko śpiewać, ale mówić – nie. W drodze na Cergową zgubił nam się szlak, jednak idąc wprost pod górę, dotarliśmy na szczyt.

W pustelni św. Jana z Dukli woda ze źródła przywróciła nam siły i świeżość. W Czeremsze modliliśmy się nad grobem Janet Fuchiny, córki Łemków, która urodziła się i zmarła w Stanach Zjednoczonych, ale kazała się pochować w rodzinnej wsi, której już nie ma. W Lipowcu brodziliśmy w chaszczach zarastających dawny PGR. W Olchowcu pan Tadeusz w starej łemkowskiej chyży opowiadał nam o tym, jak przebiegały łemkowskie oświadczyny pod drzewem, które miało 356 lat. W Chyrowej pani kościelna mówiła nam, jak nie pozwoliła grupie Węgrów odbić (wywieźć) łaskami słynącego obrazu Matki Bożej z cerkwi, którą się opiekuje. W Nieznajowej przechodziliśmy przez stojące samotnie na łące drzwi – symbol dawnej wsi i jej mieszkańców. W Długiem modliliśmy się na cmentarzu, gdzie spoczywa 207 żołnierzy walczących w I wojnie światowej za rosyjskiego cara Mikołaja II i 27 za cesarza Austrii Franciszka Józefa I.  Tak minęło sześć dni wędrówki-pielgrzymki po Beskidzie Niskim. Na szczerej radości ze wspólnoty, na modlitwie i rozmyślaniu (hasło: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym” rozwijali abp Ryś i o. Szustak), zachwycie pejzażami długich dolin, łagodnych wzgórz, kwitnących łąk, przekraczaniu brodów Wisłoki, oczarowaniu pięknem zachowanych cerkwi łemkowskich. Na zadumie nad ludzkim losem – kiedy mijaliśmy opustoszałe, wysiedlone w czasie niechlubnej akcji „Wisła” (1947–48), łemkowskie wioski: Nieznajową, Czarne, Radocynę, Czeremchę, Długie.

W te okolice Jasła i Gorlic pod przewodnictwem założyciela i kapelana Barki ks. Józefa Krawca wybrała się grupa „Barkowiczów” (Mariusz, Adam, Klaudiusz). Byli tam także ks. Marcin Jakubczyk z Sądu Diecezjalnego, s. Aldona Skrzypiec SSpS – pielęgniarka anestezjologiczna w USK, Justyna, kandydatka do zakonu misjonarek Miłości, Kornelia, wychowawczyni w młodzieżowym ośrodku wychowawczym w Krupskim Młynie, i niżej podpisany. Po raz pierwszy nie poszedł w tę wiosenną pielgrzymkę Antoni Tercha – zmarły przed dwoma miesiącami przyjaciel Barki, dobry duch i motor wielu jej przedsięwzięć. W każdym razie – szło dziewięciu bardzo różnych ludzi, którzy nie musieli przed sobą nikogo udawać. – W tym pięknym „razem” zawiera się tajemnica Kościoła. W grupie ludzi, którzy idą i wiedzą, dokąd idą. Dla mnie największym przeżyciem był marsz przez opustoszałe wioski i drzwi prowadzące do nich – powiedział ks. Józef Krawiec. Były to drzwi otwierające widok także na świat niewidzialny: który zginął, ale który jednak jest.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama