Nowy numer 42/2019 Archiwum

Rozbierzemy tę górę na atomy

Wiara, poświęcenie, determinacja. Opolska Grupa Ratowniczo-Poszukiwawcza w Alpach włoskich.

Jeśli jest jakieś urządzenie, które pozwoli nam odkryć coś pod rumowiskiem, to będziemy z nim biegać tam i z powrotem. Rozbierzemy tę górę na atomy. Bo ksiądz Krzysztof nie mógł wyparować, rozpłynąć się w powietrzu. Jeśli on tam jest, to w naszym interesie jest go znaleźć. Nasza determinacja jest ogromna. Nie zakończyliśmy akcji. Ona nadal trwa. My ją tylko przerwaliśmy. Ratownik nie może się poddać. Jeśli się raz poddamy, to będziemy się poddawać cały czas... – powiedział Leszek Kois, szef ekipy, która w końcu lipca bezskutecznie poszukiwała w Alpach śladów po zaginionym w sierpniu ub.r. ks. Grzywoczu.

Ośmioosobowa grupa ratowników z Opolskiej Grupy Poszukiwawczo–Ratowniczej (OGPR), która stanowiła trzon ekipy poszukującej zaginionego księdza w ubiegłym roku, tym razem szukała śladu po nim po włoskiej stronie szczytu Bortelhorn (wł. Punta del Rebbio) w Alpach Lepontyńskich. Tydzień poszukiwań nie przyniósł żadnego efektu. – Po stronie włoskiej góra jest o wiele trudniejsza niż po stronie szwajcarskiej. Z wielu przyczyn: czy to lodowca, czy samego podejścia. Od miejsca parkingowego do szczytu jest 5–6 godzin dość mocnego dreptania. Plus wymagający sprzęt, poczynając od raków, żeby wejść na lodowiec – opowiada Leszek Kois. Poszukiwania rozpoczęły się 21 lipca, zakończyły 27. – Zaskoczyło nas bardzo, że na całym terenie tegorocznych poszukiwań w ogóle niczego nie znaleźliśmy. Nawet jednej czapki, kijka, niczego. A po stronie szwajcarskiej w ubiegłym roku znajdowaliśmy dość sporo elementów turystycznego wyposażenia, które oglądała rodzina ks. Krzysztofa – czy one należą do niego, czy nie. A po stronie włoskiej – nic. Nawet żadnej puszki po napoju – mówi Kois. W trakcie poszukiwań był moment, kiedy ratownikom mocno zabiły serca. – Ratownicy w pewnej chwili zobaczyli pod głazem na lodowcu fragment kijka. Zaczęliśmy podkopy, przesuwanie głazu itd. Okazało się niestety, że to jest skrytka geologa. Ale to coś mówi o naszej determinacji. Przesuwaliśmy głazy, żeby coś znaleźć – opowiada szef ekipy poszukiwawczej. – Jesteśmy uparci i zdeterminowani. Nasze rodziny to akceptują. Rozumiem, że gdybyśmy na tym zarabiali, ktoś mógłby nam zarzucić, że robimy to dla pieniędzy. Ale my wydajemy na tę akcję swoje pieniądze. Ratownicy musieli za to zapłacić, wziąć bezpłatne urlopy i jeszcze przekonać rodziny, że w lipcu na tydzień wyjeżdżają. Mało tego – narażali swoje zdrowie, a nawet życie, ponieważ chwilami było tam bardzo niebezpiecznie. Na szczęście nasze rodziny to rozumieją, wiedzą, że to jest dla nas prawdziwa pasja – mówi Leszek Kois. – Dziś już wiemy, że szukamy tylko ciała zmarłego. Szukamy dla rodziny ks. Krzysztofa i jego bliskich, bo to jest dla nich wciąż niezamknięty rozdział. Znamy rodziny osób zaginionych, wiemy, jak ważne jest dla nich odnalezienie ciała i godny pogrzeb. Ale szukamy ks. Krzysztofa też dla siebie samych. Jest w nas niedosyt. Bo przecież poszukiwania zawsze się jakoś kończą. Albo znajdują się zwłoki, albo jest jakaś informacja. Natomiast w tym przypadku jest tak duża niewiadoma, że frustruje nas to na tyle, że my tam pojawimy się znowu. Mamy nowe pomysły na przeszukanie terenu – mówi Leszek Kois. Jednym z tych pomysłów jest wykorzystanie silnych, ramowych wykrywaczy metalu. – Bo skoro był plecak, były kijki, elementy metalowe, to takie wykrywacze mogą pomóc. Myślimy zwłaszcza o przeszukaniu rumowiska, które zeszło lawiną w noc po zaginięciu ks. Krzysztofa w tym rejonie – zapowiada Kois. Opolscy ratownicy myślą także o wykorzystaniu georadarów, ale najpierw chcą zasięgnąć opinii specjalistów w tej dziedzinie W czasie tegorocznych poszukiwań ratownicy robili także zdjęcia o wysokiej rozdzielczości, które będą szczegółowo analizowane. – Robiliśmy zdjęcia np. półek skalnych, na które nie byliśmy w stanie się dostać wspinaczkowo. Będziemy te zdjęcia analizować centymetr po centymetrze. Obejrzymy całe zbocze góry. By znaleźć cokolwiek: kijek, plecak, czapkę. Bo przecież nie można się rozpłynąć w powietrzu – puentuje Leszek Kois.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL