Nowy numer 50/2018 Archiwum

Od Bacha do faweli

Grała w katedrze św. Piotra, ale wybrała życie w argentyńskich slumsach.

Siostra Maria Kabot SspS pochodzi z Popielowa, ale od 34 lat żyje w Argentynie w prowincji Misiones. Co kilka lat przyjeżdża do rodziny w Siołkowicach Starych i opowiada o swojej pracy.

Wirtuoz w dżungli

– Gdy byłam dzieckiem, przyjechali do Popielowa werbiści, potrzebowali kogoś do śpiewania… Tak się zaczęło. Potem poszłam do ich seminarium w Nysie, a gdy zamknęli je komuniści, przeniosłam się do Raciborza – wspomina misjonarka. Ukończyła też wrocławską szkołę organistowską, a potem, będąc już werbistką, także Katolicki Uniwersytet Lubelski, by kilka miesięcy później wyjechać na misje do Argentyny. – I co? Tam nikt nie znał nut, zupełnie inne rytmy – mówi wychowanka ks. prof. Karola Mrowca CM i ks. prof. Ireneusza Pawlaka, wybitnych muzykologów, których nazwiska można znaleźć przy licznych pieśniach i Mszach w „Drodze do nieba”.

– Wyjeżdżając na misje, wszystko to zarzuciłam. Tam, gdzie trafiłam, była co najwyżej gitara. Pierwszy rok był straszny, brak muzyki, inny język. Byłam na rozdrożu – opowiada. – Wreszcie na rekolekcjach zadałam sobie pytanie, kim chcę być: muzykiem czy zakonnicą. Odpowiedziałam: siostrą. I bez żalu spaliłam swoje książki z harmonii, nuty, bo stwierdziłam, że nigdy mi już nie będą potrzebne. Zostawiłam sobie jedynie 12 zeszytów Bacha na organy. Wybrałam inne powołanie, trzeba się go trzymać – wtedy jest pokój w duszy. I poszłam do slumsów, faweli, z gitarą, ucząc się śpiewanych tam piosenek, składałam sobie nutki, grając tak jak oni. I nie żałuję. Tylko czasem, gdy biskup prosi o jakieś utwory po łacinie, piszę do nich partytury. Jednak Pan Bóg nie pozwala zakopać talentów, które dał. Po 15 latach s. Marię wezwano do Rzymu, gdzie została… organistką w bazylice św. Piotra i w bazylice św. Pawła. – Na początku byłam niezadowolona, bo odwykłam od gry i musiałam sobie wszystko przypominać, ale później pomyślałam: kto z nas, ówczesnych absolwentów, miał okazję grać w tym miejscu? Jednak wkrótce wróciłam do Argentyny – podsumowuje ten rozdział życia.

Ewangelia w rodzinach

Nie zagłębiając się w skomplikowane relacje społeczno-polityczne, stwierdza tylko, że w latach 70. i 80. ubiegłego wieku Argentyna bardzo rozwijała się religijnie. – Wielu księży wyjeżdżało do Chile na kursy katechetyczne, była katecheza rodzinna. Pracowałam na peryferiach centralnego miasta 15 lat, przed wyjazdem do Rzymu, z niemieckim księdzem, werbistą – opowiada o pracy misyjnej s. Maria. – On codziennie odprawiał Mszę św. i pisał katechezy. W opracowaniu ich pomagały mu dwie nauczycielki, które dobrze znały miejscowy język – guarani.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy