GN 50/2018 Archiwum

Niemiłe skojarzenia

Historia nauczyła nas zbyt wiele.

Czy trzeba przypominać Katarzynę II? Właściwie była to Zofia Fryderyka Augusta księżniczka zu Anhalt-Zerbst-Dornburg, ur. w roku 1729 w mieście zwanym wówczas Stettin, dziś Szczecin. Żona wielkiego księcia, później cesarza rosyjskiego Piotra III, a po dokonaniu zamachu stanu samodzielna cesarzowa Rosji w latach 1762-1796.

My raczej carycą ją zwiemy, często zapominając, że nie Rosjanką była, a Niemką z Anhaltu. Jej portret zawisł w gabinecie świeżo kreowanej kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Był rok 2005. Nie wiem, czy jest tam do dziś. A jeśli nawet nie, to i tak deklaracja została złożona.

Zofia Fryderyka czyli Katarzyna II rządziła Rosją żelazną ręką. Angelę Merkel kanclerz Kohl już wcześniej nazywał „das Mädchen” czyli „dziewczynka”. Mówiono o niej nawet „Żelazna Dziewczynka”.

Nie wiem, czy można pochodzenie obu pań nazwać podobnym oraz czy jednakowe były ich polityczne cele i metody. Niemniej jednak jakieś zbieżności istnieją. I nasze, polskie skojarzenia także. Niemiłe skojarzenia.

Gdy pierwszy raz wjeżdżałem na terytorium Niemiec, dawno temu to było, uderzyła mnie owalna tablica z herbem i napisem „Freistaat Bayern - Wolne Państwo Bawaria”. Nie tylko Bawaria takim tytułem się szczyci. Wychowany i myślący "demoludowo" - byłem zdziwiony.

Państwo to Niemcy - myślałem, a Bawaria to niemiecka kraina. Później zrozumiałem więcej. A tak całkiem dobitnie pojąłem w rozmowie z młodym podówczas księdzem z Bawarii. Pytam go: Jesteś Niemcem? „Jestem Bawarczykiem”. Nie słyszysz, o co pytam? Czy jesteś Niemcem? Machnął ręką, jakby opędzał się od natrętnej muchy, i powiedział: „Noo... też”.

Co zrozumiałem? Otóż to, że zakorzenieni w swój kraj, który zwą „Heimat” (Czesi mówią „domov”), co oznacza kraj rodzinnego domu, utożsamiają się z tą większą czy mniejszą krainą. Z jej krajobrazem, lokalną mową, zwyczajami, świętami, patronami, zapachem łąk i lasów, smakiem swojskiego piwa i wina...

W Polsce nie jest to takie silne. Owszem, w jakiejś mierze tak. Podhalańscy Górale to nie Kaszubi, a Ślązacy to nie Kujawiacy. Deklaracja „Polak” silniej wiąże nas niż ma to analogiczne miejsce w Niemczech. Pewnie dlatego (ale nie tylko dlatego) łatwo było pani Merkel powiedzieć to, co powiedziała w poprzednią środę w Berlinie. Cóż takiego? Ni mniej, ni więcej to, że „dziś państwa narodowe muszą, czy raczej powinny, być gotowe do przekazania swojej suwerenności, oczywiście zgodnie z ustaloną procedurą”.

No cóż. Przerabialiśmy to już w latach 1772-1795 z carycą anhalckiego pochodzenia Katarzyną w jednej z głównych ról. Jakiś czas później zaproponowano Polakom królestwo, nazwano je nawet Królestwem Polskim. Nazwa w istocie była historyczną i polityczną drwiną. Suwerenem nie był wszak naród Polski, a car moskiewski w roli króla... A suwerenność nam zabrano już w roku 1772. Dlatego, gdy słyszę o pomyśle kanclerz Merkel, słabo mi się robi.

Bo komuż to mielibyśmy przekazać swoją suwerenność? Unii Europejskiej? Z kim w roli głównej? Bo chyba nie z Maltą i Estonią? Może raczej z Niemcami i Francją? A może jeszcze z imperium leżącym na drugim końcu gazrurki zatopionej w Bałtyku? Wydaje mi się, że za mały odzew i nieśmiałe są reakcje Rzeczpospoliej i jej obywateli w odpowiedzi na niewczesną wypowiedź Żelaznej Dziewczynki.

Mała to pociecha, że dziewczynka już zbiera swoje lalki, by wrócić z nimi do domu, jako że nie wszyscy chcą się z nią bawić. Pomysł został publicznie ogłoszony i można się spodziewać, że będzie dojrzewał w umysłach różnych ludzi. Powinni wiedzieć przynajmniej tyle, że nie przystaniemy na te propozycje.

Historia nauczyła nas zbyt wiele.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Dremor
    01.12.2018 12:46
    Skojarzenia historyczne można mieć w dwie strony. Bardziej trafnym porównaniem byłoby przywołanie tekstu Konstytucji 3 Maja, gdzie Rzeczpospolita dobrowolnie miała przekazać tron, a zarazem swoją suwerenność Niemcom, którzy mieli zapoczątkować w Polsce nową dynastię panującą. Ruch ten miał zbliżyć Rzeczpospolitą do Zachodu i wyrwać spod protektoratu Rosji.

    Oczywiście była spora grupa, której się to nie podobało, woleli, by żaden Niemiec nie wtrącał się w nasze sprawy, w przeświadczeniu, że jesteśmy dumnym narodem, co nie potrzebuje ani reform, ani nowoczesności. Grupa ta ostatecznie wepchnęła kraj w objęcia Rosji, choć wcale nie chcieli.

    Takie skojarzenie historyczne dużo bardziej pasuje do dzisiejszej sytuacji. Oczywiście, nikt nie chce, by Polska stała się protektoratem niemieckim, z resztą sama Angela Merkel wyraźnie odcięła się od spekulacji, by to Niemcy miały mieć decydujący głos w Europie. Warto zapoznać się z całością wypowiedzi Merkel w tej sprawie. Mówiła o decydującej roli parlamentów narodowych a także o konieczności oddania części suwerenności w ręce EU przez Niemcy.

    Znów odnosząc się do treści artykułu i skojarzeń z Bawarią, Merkel ma trochę łatwiejsze spojrzenie na kwestię wspólnej pracy różnych krajów, niż my w Polsce. Niemcy jako kraj są federacją, to jest zbiór różnych państw, zjednoczonych pod jednym rządem federalnym, ale z osobnymi parlamentami w poszczególnych landach. Taki model pozwala Bawarczykom być przede wszystkim Bawarczykami, a przy okazji tylko Niemcami, ale z drugiej strony większość Bawarczyków nadal chce pozostać w Niemczech (partia dążąca do niepodległości w Bawarii ma zaledwie 2,5% poparcia). Wynika to z tego, że Niemcy wiedzą, że warto dla osiągnięcia konkretnych celów oddać część swojej suwerenności, bo jest to zwyczajnie opłacalne. Nasze doświadczenia są nieco inne, w szkołach kładzie się nam do głów, że suwerenność to najważniejsza rzecz, za którą trzeba umierać i nie oddawać choćby guzika. Ale to, co miało sens kilkadziesiąt lat temu, dziś traci na znaczeniu. Dzisiaj o pokoju na świecie decyduje się nie militarnie, co ekonomicznie, dlatego warto wchodzić w sojusze, prowadzić spójną politykę zagraniczną, razem decydować w obliczu problemów, a nie być zbieraniną, gdzie każdy chce ciągnąć linę we własną stronę.

    Jest to niezwykle ważne w obliczu rosnącej siły Chin, które w zjednoczonej i spójnej Unii Europejskiej chcą mieć podstawowego partnera. Warto chyba wykorzystać dziejową szansę, a nie stawać okoniem w imię dziewiętnastowiecznych ideałów i historycznych resentymentów.
    doceń 21
  • halinkaa
    03.12.2018 11:44
    więc raczej to jest znane, ludzie dobrze zakorzenieni w lokalnej ojczyźnie, czujący się w związku z tym bardziej podmiotowo niż przedmiotowo mają chyba lepiej w życiu i inni razem z nimi, dlatego od 100 lat chyba jest trend, żeby rozbijać takie dobrze funkcjonujące społeczności a ludzi gonić od Sasa do Lasa, nie ma się co dziwić, że ostoją normalności są zazwyczaj te tereny, które owe "przemiany" i mielenie ludźmi ominęło, obecnie robi się to już bez wojen i spektakularnych posunięć propagandowo-politycznych a po prostu tak mieszając ludziom w głowach, że ostatecznie sami robią tego co nie chcą
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy