Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Między siejbą a żniwem

Felieton o nadziei.

Pojechałem do parafii, w której byłem wikarym zaraz po święceniach. A więc okrągłe 50 lat temu. Trochę przypadek, trochę nie. Jeżdżę z prezentacją zbioru moich reportaży pt. "Wędrówki pograniczem". Wśród wielu miejscowości po polskiej i po czeskiej stronie jest i to pograniczne miasteczko. Nie nastawiałem się na jakieś szczególne spotkania z parafianami – któż tam pamięta wikarego sprzed półwiecza; zresztą byłem tam krótko.

Wśród wielu słuchaczy była grupa dziewcząt ze scholi, którą prowadziłem przed laty. Dziewczynki są teraz... pod sześćdziesiątkę. Spotkanie było wybuchem radości, pamięci, sympatii i wdzięczności. Obustronnej zresztą. Już przedtem, a i potem SMS-y, e-maile, zdjęcia. A we wszystkim obecność Kogoś, kto nas łączył i wciąż łączy.

Miało być o nadziei, a piszesz o sobie... Już docieram do właściwego tematu. Wtedy, przed pięćdziesięciu laty, robiłem, co do mnie należało. Co potrafiłem – między innymi prowadziłem scholę. I co lubiłem – byłem otoczony dzieciarnią. Taką zwyczajną, z różnych domów na tym naszym pograniczu – wtedy nieomalże końcu świata. Czy ja wtedy zastanawiałem się, że sieję ziarno Ewangelii i wiary jako odpowiedzi człowieka na Ewangelię? O tym się nie myślało. To była jakaś niedefiniowana wtedy oczywistość. To sianie ziarna było i katechezą w parafialnej salce, i nauką liturgicznego śpiewu, i letnimi wycieczkami, i zimowym kuligiem, i odprowadzaniem dzieci po próbie do domów, i wygłupami z nimi. Taka zwyczajność, której się nie wpisuje w "strategię ewangelizacji". Zresztą – tego określenia wtedy nie było w użyciu. Kogoś tam po kilku latach wciągnąłem do ruchu Światło–Życie. Mówi jedna z pań: „Siedziałam wtedy na naradzie w Tylmanowej koło ojca Blachnickiego. Ksiądz przedstawił mnie jako najmłodszą animatorkę ruchu. Siedziałam wtedy koło przyszłego błogosławionego! I niewiele z tego rozumiałam...”.

Po prezentacji podpisuję książki o wędrówkach pograniczem. Jedna z „dziewczynek” podsuwa mi jeszcze inną. "Nadzieja zawieść nie może". Mój Boże, toż to moje rekolekcje dla kapłanów! I tym wywołała lawinę refleksji. Moich osobistych. O nadziei duszpasterza i każdego ewangelizatora. Czy siejemy te ewangeliczne ziarna z nadzieją na owoce? Jakie owoce? Kiedy mające osiągnąć dojrzałość? Nie mam odpowiedzi na te pytania, a tytuł książki wzięty z Listu apostoła Pawła.

W życiu i trudzie ewangelizatora, księdza, nauczyciela drzemie nienazwana zwykle po imieniu nadzieja. Że coś z tego zostanie, coś przemieni człowieka, coś sięgnie nie tylko brzegu życia na ziemi, ale poprowadzi na ten drugi brzeg – do krainy wieczności, prawdy, światła, miłości... Niby wiedziałem o tym, ale to było jakby w stadium duchowej poczwarki. Wspomniane spotkanie po pięćdziesięciu latach spowodowało, że z poczwarki wyleciał motyl. I moje rekolekcyjne nauki dla księży jeszcze szerzej otworzyły się na światło nadziei.

To, co piszę, ma też zastosowanie do rodziców. Sieją dobro, miłość, uczą nie tylko sznurowadła wiązać, ale wiary w Boga i nadziei uczą. I tej teologicznej, i tej zwyczajnie ludzkiej. Siejba, gdy dzieci są dziećmi jeszcze. Żniwo przyjdzie po latach. Ja doświadczyłem tego na tych przybranych dzieciach – a tak je traktowałem, i wciąż traktuję, kolejne roczniki.

Mam wśród tych dzieci i takie, które naplątały sobie w życiu, a i od Boga się odsunęły. Jeśli nadzieja spełniła się w tej większej części moich dzieci, to dlaczego miałaby się nie spełnić i w tych pozostałych? Może 50 lat to za mało. Może będzie inaczej, niż nam się marzy. Bo to przecież Boży dar – nadzieja zawieść nie może. Wciąż jesteśmy między siejbą a żniwem – "Mezi setbou a sklizní" – tak zatytułował antologię tekstów pełnych nadziei ołomuniecki biskup-senior Josef Hrdlička.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Zobacz także

  • Stefan1
    08.12.2018 14:38
    "........W życiu i trudzie ewangelizatora, księdza, nauczyciela drzemie nienazwana zwykle po imieniu nadzieja. Że coś z tego zostanie................" - pisze ksiądz ? Być może że zostało. U wielu zostaje. Przed dwoma laty spotkaliśmy się na kawie w gronie kilku kolegów rocznika 1950. Wspominaliśmy naszego katechetę z lat 60 XXw. ks. Bartoszka w byłej mej parafii św. Krzyża w Siemianowicach Śl. Po tym spotkaniu wysłałem maila do tejże parafii z prośbą o zaproszenie ks. J.Bartoszka na 50 lecie naszej katechezy. Proszę sobie wyobrazić że od czerwca 2016 r. nie doczekałem się żadnej odpowiedzi z parafii. Ksiądz może mówić o Szczęściu że ci pamiętający o swym byłym wikarym mają możność do kontaktu. Niestety , parafia św. Krzyża w Siemianowicach Śl. jest albo zazdrosna o pamięć a może jest zbyt daleko od Tarnowskich Gór gdzie obecnie jest ks. Bartoszek. Ale jest to też przyczyna zwątpienia wielu w kapłaństwo i kościół - wyłączając z tego wiarę i BOGA.
    doceń 3
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL