Nowy numer 47/2020 Archiwum

Prezes, szybka sieć i... gruszkówka

Czego nie zrobi się dla swojego kościoła? Dla jego odbudowy i ożywienia swojej wioski mieszkańcy Hajduków Nyskich wystąpili na scenie.

Wniewielkich Hajdukach poruszenie! Oto przyjeżdża Pan Prezes, który dzięki wielkiej inwestycji uratuje wieś, da pracę i wprowadzi na ścieżkę rozwoju. Nic więc dziwnego, że jest witany chlebem, a do castingu na stanowisko biurowe startuje i miejscowa fryzjerka, i specjalistka od paznokci, której chłopak, właściciel salonu kosmetycznego, potrafi „załatwić” wszystko, i miłośniczka wyśmienitej lokalnej gruszkówki, która zawsze ma jej odpowiedni zapas przy sobie... Równocześnie rewolucję wywołuje dostęp do internetu – nawet sołtyska rzuca posadę i rusza na spotkanie poznanego w sieci amanta. Tak zaczyna się najnowszy spektakl pt. „Hajducka sieć”, przygotowany przez hajducką grupę teatralną działającą przy Stowarzyszeniu Rozwoju Wsi Hajduki Nyskie. Jego premiera miała miejsce pod koniec ubiegłego roku, ale teraz został wystawiony raz jeszcze, by wesprzeć odbudowę kościoła w Hajdukach Nyskich.

A to Polska właśnie

Z przymrużeniem oka aktorzy zarysowują rzeczywistość, która choć lokalna, jest znana każdemu. To akurat opowieść o tym, jak mieszkańcy Hajduk chcą nadążyć za coraz szybciej pędzącym światem nowych technologii, porzucając dawne przyzwyczajenia, dotychczasowe hobby i zobowiązania zawodowe (wiadomo, świat wielkich korporacji wzywa). – Początki były niełatwe, bo tekstu dużo, a każdy ma przecież jakieś swoje zajęcia, ale po iluś próbach zaczynałyśmy czuć się w tym swobodnie, improwizować – przyznaje Urszula Wielowska. – Gramy już któryś raz, więc już nie ma takiej tremy, a ten spektakl – ale i poprzednie – po prostu nam się podoba, bawimy się przy okazji. Bo to jest najważniejsze, żeby się tym bawić i dać innym radość – podkreśla Gertruda Niemczyk. A nie jest to takie proste, na początku trzeba nauczyć się na pamięć wszystkich dialogów, sekwencji zdarzeń. – Ja miałam tym razem rolę perfekcjonistki fanatycznie oddanej pracy. Takie osoby przecież też są – były i w dawnym systemie, i teraz w korporacjach. Za to w poprzedniej sztuce byłam Haliną, żoną wioskowego „macho”, uległą i podporządkowaną, więc wystąpiłam w zupełnie innej roli – opowiada Elżbieta Piekarczyk. Przyznaje, że długie monologi były dla niej dużym wyzwaniem. – Mnie pewnie pani zapyta, czy długo przygotowywałam się do tej roli – śmieje się Agnieszka Chlamtacz, czyli pani „od gruszkówki”. Jej wyrazista rola oraz brawurowa gra były mocnym akcentem tego spektaklu. Stąd salwy śmiechu podczas przedstawienia i gromkie brawa dla artystki. – Ja się tym bawię i mam dystans do siebie, umiem się z siebie śmiać. A z każdą próbą coś dokładaliśmy. To też duża zasługa naszych trenerów, którzy swoimi uwagami korygowali, szlifowali nas, formowali, wskazując, jak dana osobowość ma wyglądać.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama