Nowy numer 41/2019 Archiwum

Jajko w mikroweli

"Było cymbalistów wielu..." - pisał o Jankielu Mickiewicz. A ja to nieco inaczej ujmę: "Było felietonistów wielu...".

Był kiedyś Stefan Kisielewski, był Stefan Wiechecki, był ojciec Malachiasz (kto pamięta jego nazwisko?), było ich więcej – i to bardzo różnych. Oni potrzebowali papieru, czyli jakiejś gazety. Mieli ściśle określoną ilość miejsca w tej gazecie – raz w tygodniu. I była to praca literacka. Nad formalnymi wymogami formy, zwanej felietonem chyba się nie zastanawiali – mieli to w piórze i we krwi.

Dziś jest inaczej. Nośnikiem jest internet. Jeden felietonista to zbyt mało. Portal trzeba wypełnić. Długość tekstu nie gra roli – pojemność wręcz nieograniczona. Nawet felietonem tego się nie nazywa, raczej komentarzem. Pewnie to i dobrze, bo wiele spojrzeń na miniony dzień (tydzień) daje pełniejszy obraz. Daje... O ile odbiorcy mają cierpliwość wszystko przeczytać. I o ile w natłoku tematów zorientują się, o co w kolejnym komentarzu chodzi.

Czy to źle? Nie stawiałbym takiego pytania. Jest inaczej i już. Nie odmienimy tego. Wszelako chwilami żal... Czego? „Kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku...”. Innymi słowy brak kolorystyki słów i zdań, nieco prostego, takiego dziecięco-naiwnego spojrzenia, literackiego dopracowania, dystansu wobec poważnej tematyki. No i czasem tematów. Zbyt wielu gadających o tym samym, to i tematy więdną. Jak niezerwana marchewka na grządce.

Trafiłem kiedyś do kogoś nie w porę. Przy mikroweli stał czternastolatek, taca wyjęta i zachlapana resztkami czegoś, co przed chwilą było jajkiem. Nad nim mama z rękami w górze, jakby wieszczka bolejąca nad bliską ruiną świata. „Mamo, ale ja tylko chciałem szybko to jajko ugotować”. Na szczęście moja obecność uciszyła zapowiadającą się burzę...

Co to ma wspólnego z komentarzami (felietonami)? Ano ma. Tekst musi być szybko, na narzucający się temat – najlepiej „na wczoraj” – i to z profetycznie zarysowaną przyszłością. Innymi słowy – trzeba to „ugotować” jak najprędzej. Jak jajko w mikroweli. Tymczasem ani jajka, ani ugotować. Na dodatek zostaje sprzątanie kuchenki. A w następnym felietonie też trzeba jakoś posprzątać to, co zbyt szybkim sposobem chciało się czytelnikom przekazać.

Nie odsądzam od czci i wiary (bez religijnych podtekstów) komentatorów i felietonistów. Jestem jednym z nich. Nie namawiam Czytelników do omijania naszych tekstów. Nawet na myśl mi nie przyszło, żeby oceniać czy wartościować PT Autorów. Bo jeszcze kto inny wsadziłby mnie do ostatniej przegródki. Cóż, taki mamy świat – także ten dziennikarsko-publicystyczny, technika wywiera nań ogromny wpływ i kształtuje po swojemu.

Musimy to pokochać i tyle. Jednak z głową. Czytać ze zrozumieniem – jak uczniowie czwartej klasy. Mieć swoje zdanie. Z autorem podyskutować – jak nie internetowym postem, to we własnych myślach. Więcej – we własnych przemyśleniach. Umieć ziarno od plew odróżnić – bywa trudno. No i zwrócić uwagę na to, kto jest właścicielem internetowej witryny. Przecież on zatrudnia takich autorów, którzy podzielają jego punkt widzenia. To nie obelga, taka jest natura rzeczy. Od zawsze przecie byli dworscy poeci, dworscy kronikarze, dworscy historycy. A z drugiej strony to i felietoniści nie każdego wydawcę zaakceptują. Wiem, bo sam kiedyś musiałem (na szczęście mogłem) wybierać.

Tak czy owak brakuje mi kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku... Felietonistów z piórem lekkim, filuternie przymrużających oko, nieprzesadzających w ocenach, znających się nie tyle na rzeczy, ile raczej na ludziach, nienarzucających swych pomysłów, lecz je podpowiadających. Sam pewnie taki nie jestem, ale jak oprzeć się nurtowi już nie kolorowego jarmarku, lecz bezdusznej handlowej galerii?

„Ale zawsze wtedy powiem,
Że najbardziej mi żal...”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • CSOG
    03.03.2019 12:08
    Odezwa do braci
    Dziś nie odpowiem. Dziś nie sprzeciwię się, nie poskarżę. Nie podejmę rękawicy polemiki.
    Dziś chcę stworzyć manifest. Odezwę do ludu i braci dziennikarskiej. Dziś chciałem zgłosić swoje postulaty. Ja wiem, że nie szata zdobi człowieka. Habit nie czyni mnicha i nie nobilitacja czyni profesora. Habilitacja to zręczność, zdatność, habilitacja daje uprawnienia. Dlatego dziś stawiam żądania, nie upomnienia i nie pytania. Ja nie chcę patrzeć w przeszłość. Jej już nie ma i mogę żyć jakby nigdy jej nie było. Przyszłość jednak jest ważna, bo ta, kiedyś stanie się i będzie realnym tu i teraz.
    Dlatego na początek proszę o więcej dziennikarskiej rzetelności. I o większą jakość tej rzetelności wnoszę i proszę. Literacko dziennikarskiej jakości domagam się dla ludu. Ja protestuję i ja się nie zgadzam, by nonszalancko traktować czytelnika. Lud pracująco-czytający traktować jak piąte koło u wozu, po macoszemu, jak niechciane dziecko. Jakości w formie, jakości w treści, jakości w myśli i jakości w słowie - ja żądam! Ja apeluję o więcej szacunku dla czytelniczej prostej gawiedzi. By nie traktować odbiorczego pospólstwa z pogardą ufną, że zgłodniałe każdy ochłap, każdy kęs dziennikarskiej wypowiedzi podejmie z niewymowną wdzięcznością. Że wyrafinowanym słowem, wyrachowaną myślą może zakrztusić się jak ością. Czy do ludu prostego trzeba tak po prostu? Tak, lecz tą prostotę można podać nam z finezją. Można z gracją, ze smakiem nakarmić żebraka, można dyletanta, można prostaka. Pisać niekoniecznie jak list do psychicznie niepełnosprytnego brata.
    Ja się domagam, ja żądam od dziennikarskiej braci, więcej szacunku dla siebie. Dziś w czasach dobrych, gdy nie marnuje się już farby do gazetowego druku, czy tak trudno o odrobinę staranności by ideał sięgnął bruku? A gdyby tak kiedyś przyszło, dziennikarski literacie, zebrać wszystkie twe eseje, wszystkie felietony, kurz z nich strząsnąć i w książce wydać, z dedykacją: ‘Dla Żony’. Czy byłbyś bracie literacki dziennikarzu z siebie zadowolony?
    Gdzie dziś szukać dobrego przykładu? Gdzie słów i myśli do naśladowania? Wokół sterty paplaniny bez ładu i składu. Kiedy, gdzie, dlaczego pogrzebano sztukę dobrego pisania? Przeoczyłem pogrzeb, nie byłem na stypie. Nadzieja, że dobry tekst przeczytam ledwo we mnie zipie. Nam tu na dole, prostym czytelnikom, jak izraelitom na wygnaniu i innym porzuconym, wierzyć, czekać, nadziei nie gasić. Że wrócą nam dziennikarze na dobrych tradycji łono. Przypomną sobie by o czytelnika dbać i pieszczotą słowa go łasić. A nie sztachetą go, nie broną!

    Nikt nie powinien i wszyscy zarazem odezwę tą przyjąć ad personam. Bo jest dedykowana. Każdemu z osobna i wszystkim gromadnie przyda się wspomnienie, że pisać trzeba i składnie i ładnie. Myśl czy to pogodną, bolesną, czy wrogą, traktować kulturą słowa. Nim w klawisze klikniesz niech pomyśli głowa. Nim piórem zaskrzypisz chciej swe serce poruszyć, by odbiorcy nie brzydzić, nie siać w nim zniechęcenia lecz uczyć, pocieszać, bawić, wzruszyć. … Amen.
    doceń 5
  • CSOG
    03.03.2019 12:41
    Powyżej zapisaną szeroką myślą, przyłączam się do księdza pragnień o nową jakość chrześcijańskiej kultury. Pozwolę sobie przy tym na własną refleksję. Świecznik zawsze pozostanie świecznikiem, źródłem światła oświecającego to, co znajduje się w jego otoczeniu. Publiczne wystąpienie, przemowa czy felieton zawsze było jest i będzie formą oddziaływania na otoczenie. Scena zawsze pozostanie sceną z której padają reżyserowane kwestie czyli myśli przemyślane, wybrane, zaplanowane i zweryfikowane. Natomiast z widowni zawsze mogą dobiegać emocjonalne reakcje odbiorców, czasami owacje i oklaski, innym razem gwizdy i tupanie.
    Usprawiedliwianie bylejakości niestety odbieram jako złe posunięcie i ślepą uliczkę wiodącą nas wszystkich na złą drogę. Wpływ techniki, pośpieszne eksperymentalne gotowanie, najczęściej skończy się podobnie jak w opisanym przykładzie, opłakaną w skutkach eksplozją i koniecznością sprzątania. O nienasyconym apetycie na zaspokojenie głodu nie wspominając. Takie usprawiedliwianie prowadzić może do wniosku, że poprzeczka ustawiona była za wysoko i być może należy ją obniżyć – bo przecież są „okoliczności”. Okoliczności łagodzące winę, usprawiedliwiające, okoliczności zmuszające nas do zaniżania poziomu. To wydaje się droga nie najwłaściwsza. Pomiędzy żalem za grzechy i szczerą chęcią poprawy w przyszłości a samo-usprawiedliwianiem jest kanion piekielnej przepaści. I każdy o tym dobrze wie. Raz jeszcze na koniec wyrażę to co wydaje mi się najważniejsze:
    My tu rozmawiamy o przyszłości nowej jakości chrześcijańskiej kultury.
    doceń 4
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL