Nowy numer 41/2019 Archiwum

A ty do ZMS-u należysz?

Wstrętne to czasy były. I ubłocone. Sumienia połamane. Nawet małe sprawy urastały w ludzkich sumieniach do rozmiarów piramidalnych.

Znowu ktoś komuś ostatnimi czasy czerwoną łatkę przypiął. Czerwoną, jak legitymacja ZMS-u. A z tą legitymacją było tak... Byłem w II klasie liceum ogólnokształcącego, kwitły magnolie, był więc maj roku 1960. Trwała agitacja pt. „wstępujcie do Związku Młodzieży Socjalistycznej”. Stawka szła o jakichś 20 osób, bo chyba tyle spośród dwóch setek licealistów do owego związku nie należało. Na uroczystym spędzie w auli wręczono legitymacje nowym socjalistom. Na dużej przerwie jako dyżurny byłem w klasie z kolegą, który właśnie stał się członkiem ZMS-u. Wyjął ową legitymację, patrzy na nią i powiada jakimś stłumionym głosem: ale ona strasznie czerwona. Taka bardzo czerwona i brzydka.

Obrócił ją przed oczyma, po chwili rozdarł i potargał na mniejsze kawałki. Na blaszanym parapecie otwartego okna (magnolia zaglądała do klasy) ułożył szczątki na kupkę, wyjął zapałki (które nosił, bo palił papierosy...) i zapalił. Nie chciało się zająć, ale w końcu ogień strawił resztki. Wszelako ZMS o tym nie wiedział, a kolega członkiem był nadal – ilość się liczyła.

Można by opowiedzieć historię człowieka – prostego robotnika, ale aktywnego w swoim otoczeniu. Pomagał swoimi umiejętnościami i własnym czasem, gdy było trzeba. Wciągnięto go do partii (PZPR oczywiście). Gdy po kilku miesiącach zorientował się, w co wdepnął, poszedł oddać legitymację. Niestety, jego rezygnacji nie przyjęto i – choć był „martwą duszą” – liczono go w szeregach przewodniej siły narodu. Tysiące takich i podobnych historii się działo. Z udziałem mojego brata profesora także. Dzisiaj ci, którzy tamtych czasów nie znają, odnoszą nieraz mylne wrażenie, że każdy, kto do partii lub jej przybudówek należał, był rzeczywiście socjalistą bądź komunistą. Może był tylko naiwnym młokosem? A może...

Trwały w naszej parafii rekolekcje. Byłem nieco ponad rok przed maturą. Organistowałem wtedy w naszym kościele. Kolacja na plebanii, rozmowa – także o mojej przyszłości. Choć wtedy do seminarium jeszcze się nie wybierałem. Rekolekcjonista wystrzelił z pytaniem: a do ZMS-u należysz? – Nie, odrzekłem. Usłyszałem wtedy: zapisz się, bo matury nie zdasz. Zatkało mnie... Odebrałem to jako bluźnierstwo i już rekolekcyjnych nauk owego pragmatycznego ojca przestałem słuchać. Maturę zdałem, choć odczułem presję. Pewnie chodziło o to, bym wiedział, kto karty rozdaje i jakie jeszcze trzyma pod stołem.

Trudne czasy były. I wstrętne. Nie było wyrazistych linii podziału – kto trzyma z komunistami, kto ich nie lubi. Bo tych otwarcie walczących eliminowali ze społecznego życia skutecznie. I jeszcze inny zakamarek w tym mroku. Otóż byli i tacy, którzy owszem, „należeli”, ale traktowali to jako odskocznię i możliwość pomagania innym. To komuś sanatorium załatwić, to jakiś trudno dostępny lek zdobyć, mieszkanie pozyskać, na studia się dostać... Wszystko było wtedy reglamentowane. A i niejedna parafia mogła materialnie egzystować dzięki pomocy ludzi „z komitetu”. Pewnie ten czy inny kościół z takiej „współpracy” wyrósł.

Wstrętne czasy były. I ubłocone. Sumienia połamane. Nawet małe sprawy urastały w ludzkich sumieniach do rozmiarów piramidalnych. Niejeden topił owe piramidy w morzu wódki, niejeden z takim przetrąconym sumieniem do dziś ma kaca. Bardzo wielu takich, jak mój kolega od spalonej czerwonej legitymacji, całą sprawę wyparło ze świadomości. Skutkiem tego bywała aksjologiczna próżnia w nich i wokół nich. Nieco młodsi już zbagatelizowali „tamto”, zdając sobie sprawę, z jakiejś nierzeczywistości epoki końca komunizmu. Może i należeli. I niekoniecznie dla interesu (np. paszport na studia w Paryżu). Dla wielu zaś cała sprawa znaczyła tyle, co wczorajsze chmury...

Bagatelizuję? Rozmywam moralną odpowiedzialność? Nie. Chcę zrozumieć człowieka, każdego. Nie godzę się z inkwizytorami, których nie obchodzi wewnętrzna prawda, tylko zewnętrzna otoczka. Gorzej, gdy z tej otoczki robią narzędzie, by komuś „dokopać”, albo by samemu „zaistnieć”.

Kiedy uciszy się owa powracająca fala wywołana przez komunizm przed dziesiątkami lat?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • jan
    15.07.2019 20:03
    W ramach pragmatyki prl funkcjonowało ZHP. To także wykorzystana szansa dla zachowania polskości. _REVERS- oczywiście sprawę załatwiłby metodą "ściana (rozstrzelań) i ...." W tamtych czasach gdy ZSRR był podziwiany przez niektóre środowiska które podpisały "Jałtę", niemożliwością było "wybicie się na niepodległość" gdyz skutki byłyby takie jak po Naszych Powstaniach. Wielkopolanie to wspaniały wzór zachowania polskości przy zastosowaniu się do wymogów pruskiego prawa ...
  • Ina
    16.07.2019 13:33
    W moim policealnym studium nauczyciel całą klasę zapisał do ZMS nie pytając nikogo o zgodę i tylko rozdał nam legitymacje
    doceń 2
  • jan
    19.07.2019 13:58
    Jako “rocznik wojenny” przeżyłem praktycznie prl ($7 lat pracy). O ocenach rzeczywistości decydują treści i zachowania rodzinne. Przekaz „tyle polskości ile polaków zaangażowania” otrzymałem od rodziców (roczniki XIX w.), Ojciec - „dziecko wrześnieńskie” Mama , wnuczka Powstańca Styczniowego. Przekaz faktycznie w pełni uświadamiam sobie teraz (dzisiaj), w młodości, w wieku dojrzałym tkwił w podświadomości, kierując postępowaniem. Już po nauce pełniłem odpowiedzialne funkcje zawodowe i teraz analizując funkcje np. ZMS w zakładzie pracy widzę go jako czynnik wpływu młodych na procesy „produkcyjne”. Nie pamiętam żadnej indoktrynacji politycznej, byliśmy dorosłymi, wykształconymi zawodowo ludźmi(większość o podobnych korzeniach), którym w ramach „polityki” umożliwiono zabieranie głosu i ocenianie stanu organizacji „produkcji”. Pzpr a także zms spełniały wtedy w zakładzie rolę ciała nadzorczego nad jego funkcjonowaniem. Oczywiście pewnie byli tacy wykorzystujący taki stan, ale Ludzkość w każdej formacji politycznej wykazuje ludzkie wady, znane szczególnie przez kapłanów, policjantów czy psychologów. Bywały sytuacje gdy byłem krytyczny w ocenie „produkcji”, musiałem mieś twardą d*p*. W każdej sytuacji rozwoju społecznego jest bezwzględna konieczność by władza zapewniała młodym obywatelom realizację ich potrzeb i takie w jakimś zakresie spełniają organizacje młodzieżowe i taką rolę spełniały ZHP, ZMS itd. Bezwzględnie ostatecznie miliony członków takich organizacji podjęli decyzję w 1989 roku biorąc udział w wyborach. Niestety współcześnie brak myśli pedagogicznej w tym zakresie a współczesna klasa polityczna moim zdaniem nie spełnia oczekiwanej od niej roli skupiając się na osobowych swarach zamiast działań merytorycznych, a nagrodą za „prawidłowe polityczne zachowanie” jest zyskiwanie stanowisk w firmach kontrolowanych przez rządzącą partię. Wszyscy „wycierają sobie gęby” demokracją a gdy środowiska próbują zachęcić rządzących do dyskusji słyszą bolszewickie hasła o większości, gdy rozwiązanie tkwi w konsensusie – ale to inny problem.
    doceń 0
  • jan
    20.07.2019 11:47
    $7 = 47 ot chochlik
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL