Nowy numer 42/2019 Archiwum

Oni wciąż żyją!

Rodzice żołnierzy poległych podczas zagranicznych misji spędzili tydzień na turnusie terapeutycznym w Nysie.

Przyjazd jedenastu osób zorganizowały fundacja Stratpoints i Dwór Biskupi w Nysie. Są z całej Polski – z Łodzi, Kalisza, Szczecina, Zduńskiej Woli, Gniezna, Gliwic, Wrocławia. W trakcie tygodniowego pobytu zwiedzili fort i miasto, pływali po Jeziorze Nyskim, byli w Czechach i wzięli udział w koncercie w ramach odbywającej się w Nysie Międzynarodowej Akademii Wiolonczelowej.

– Takie spotkania są dobrym remedium na ich stresy – wspólne spędzanie czasu, dzielenie się przeżyciami. Cieszymy się ze współpracy z Dworem Biskupim. W sierpniu przyjadą tu żony i dzieci poległych, może w przyszłości uda się też zaprosić weteranów z małżonkami – mówi prezes Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints gen. broni rez. dr Mirosław Różański.

– Wspieramy tę grupę, bo oni przez wspólnotę losów najlepiej się rozumieją, potrafią sobie pomóc. Mam nadzieję, że także inne ośrodki w kraju włączą się w to, bo to my powinniśmy być im wdzięczni a nie oni nam – ich dzieci i oni zapłacili najwyższą cenę w obronie pokoju – dodaje Piotr Przybyłowski, dyrektor Dworu Biskupiego.

Przerwana misja

W ich domach czas się zatrzymał. Choć od śmierci syna-żołnierza minęło nieraz kilkanaście lat, jego pokój jest nieruszony. Żaden mebel nie został przestawiony, ubrania dalej wiszą w szafie, tylko kurze starte jak zwykle. Wszystko tak, jakby przed chwilą wyszedł i lada moment miał wrócić – przyznają rodzice.

– Młodszy syn Sylwek zginął w Iraku kilkanaście lat temu, a to jakby było wczoraj. Te rany są ciągle świeże, choć już potrafię o tym mówić... – zaczyna Halina Kutczyk z Gliwic. Jednak i jej, i pozostałym głos drży, gardło się zaciska, a w oczach pojawiają się łzy. – Mój mąż i szwagier też byli związani z wojskiem. Więc i Sylwek, i jego starszy brat Łukasz poszli w ich ślady. Nikt ich nie zachęcał, tak sami wybrali. Kiedy zginął Sylwek, przez lata leczyłam się, tak to przeżywałam. Gdy się już trochę podniosłam, rok temu, na początku sierpnia drugi syn, który wrócił z czterech misji, nagle zmarł. Zostaliśmy sami – opowiada pani Halina.

Ojcom, matkom coraz trudniej. Czas wcale nie leczy ran, oni sami się starzeją, bywa, że zostają wdowcami. O śmierć dziecka-żołnierza nie mają pretensji do nikogo, choć dowódcom na uroczystościach pogrzebowych trudno było spojrzeć im w oczy.

– Trzymaliśmy się, gdy przywieziono trumny z ich ciałami. Ja drżałam cała, ale starałam się opanować przy tych wszystkich ludziach, kamerach. Bo patrzyli na nas przecież inni żołnierze i rodzice tych, którzy zostali na różnych misjach. Więc trwaliśmy, choć dusza tonęła we łzach – dopowiada Halina Kutczyk.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL