Nowy numer 49/2020 Archiwum

Życie po osiemdziesiątce

– Chcemy docenić naszych seniorów i ocalić od zapomnienia wszystko to, co jeszcze da się ocalić – mówią członkowie Parafialnego Zespołu Caritas z bogdanowickiej parafii.

Gołąbki ze startymi ziemniakami i kaszą gryczaną, placuszki na serwatce i racuchy z jabłkiem na maślance. To menu pierwszego z dwóch międzypokoleniowych spotkań kulinarnych pn. „Zapomniane smaki dzieciństwa”. W czwartkowe popołudnie 25 lipca w kuchni Koła Gospodyń Wiejskich przy świetlicy w Bogdanowicach do wspólnego gotowania zabrały się członkinie Parafialnego Zespołu Caritas, seniorki 80+ oraz maluchy.

Nic się nie marnowało

– Sięgamy po przepisy, które przekazały nam nasze babcie i mamy, korzystamy też z przepisów seniorek – mówi Bogusława Biegus z Parafialnego Zespołu Caritas i dodaje, że sama na co dzień gotuje według dawnych receptur.

– Kiedy przyjechaliśmy tu ze Wschodu, żyliśmy bardzo biednie. Na niedzielę nie było rosołu, ale barszcz i pierogi. To dlatego, że jak był jakiś kogucik, to mama szła go sprzedać, żeby mieć trochę pieniędzy. Kiełbaski jedliśmy przykładowo na odpust – opowiada o swoim dzieciństwie Olga Krawiec. – Jako dzieci musieliśmy pomagać w gospodarstwie, paśliśmy krowy, chodziliśmy na pole na zbiory ziemniaków i buraków. Zabawek nie było. Lalkę czy piłkę można było zrobić ze szmat. Dobrze, że teraz jest lepiej. Szkoda tylko, że ludzie coraz częściej wpatrzeni są w swoje telefony i nie rozmawiają z tymi, którzy są obok nich – dodaje Anastazja Uchmanowicz.

Organizatorki na warsztaty kulinarne zaprosiły dzieci, żeby opowiedzieć im o dawnych potrawach i ich składnikach, a także wciągnąć je do prostszych czynności. I tak przedszkolaki zawijały gołąbki czy pilnowały obracania placków na patelni. Słuchały o tym, jak powstają serwatka i maślanka. – Właściwie oba składniki są odpadami, które powstają ze zsiadłego mleka przy produkcji sera i masła. Ale w kuchniach naszych mam i babć nic się nie marnowało, wszystko było wykorzystywane – opowiada pani Bogusława. – Tak, nic się nie mogło zmarnować. W kuchni praktycznie wszystko było swoje – prosto z gospodarstwa, a kupowało się jedynie sól czy ocet – potwierdza pani Anastazja.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama