Gość Sandomierski 38/2019 Archiwum

Awans czy służba?

Istotne i ważne dla życia i funkcjonowania Kościoła są kardynalskie nominacje ludzi o szerokich horyzontach, obeznanych w różnych obszarach kościelnych spraw.

I mianował papież Franciszek nowych kardynałów. A w tym czasie odszedł do Pana kardynał Roger Etchegaray, lat przeżył prawie 97. Był znaczącą postacią w Kościele naszych czasów. Może dlatego, że pochodził z kraju Basków? Ta maleńka kraina dała Kościołowi niejednego wielkiego człowieka. Ze św. Ignacym z Loyoli, założycielem zakonu jezuitów, włącznie. To nie miejsce na biogramy obu Basków, łatwo je znaleźć w sieci. Można się tylko zastanawiać, czy pochodzenie z owej krainy jest wspólną podwaliną ich wielkości w strukturach Kościoła. Ale i temu dajmy spokój – daty ich urodzenia dzieli 430 lat. A przecież jakieś tam przypuszczenia po głowie się plączą...

Roger Etchegaray nie miał czterdziestki, jak został wikariuszem generalnym swej diecezji. A potem to poszło już szybko, aż po mianowanie go biskupem. Zrezygnował on z biskupiego motta i herbu, uznając je za „spuściznę po średniowieczu”. Symboliczna, może drobnostka, ale odsłaniająca ważny rys jego osobowości. Indywidualizm? Może tak. Ale bardziej niezależność od zewnętrznego rytuału, który wyhamowuje teraźniejszość, odrywając od rzeczywistości. I pewnie dlatego z czasem – już jako biskup, później kardynał – został tym znaczącym człowiekiem Kościoła. Nie tylko kierował diecezją, nie tylko miał wiele mądrego (choć nieraz trudnego) do powiedzenia, ale był człowiekiem papieża Jana Pawła II „do specjalnych poruczeń”.

I tu dochodzę do sedna zamyślonego na dziś tematu. Kardynał – nie ten czy ów, ale po prostu kardynał jako taki, kim jest, kim być powinien, jaki jest potrzebny. Główną prerogatywą kardynała (ograniczoną wiekiem lat 80) jest prawo udziału w wyborze nowego papieża. Nie jest to zadanie częste – wszelako bardzo ważne. A na co dzień? Reprezentacyjna rola jest zgoła wtórnym zadaniem. Podobnie jak nominacja w uznaniu zasług. A bywają i takie, szczególnie gdy chodzi o zaawansowanych wiekiem nominatów.

Istotne i ważne dla życia i funkcjonowania Kościoła są kardynalskie nominacje ludzi o szerokich horyzontach, obeznanych w różnych obszarach kościelnych spraw. I nie tylko kościelnych – ale i społecznych, ekonomicznych, prawnych, politycznych, teologicznych czy biblijnych. Ważne jest wyjście poza dziedziny bezpośrednio teologiczne – bo tylko wtedy można nawiązać dialog ze światem, z różnymi kręgami tak zwykłych ludzi, jak i zajmujących ważne pozycje w społeczeństwach.

I już słyszę głosy (czytaliśmy takie i podobne), że nie ma widocznie w Polsce biskupów o tak szerokich kompetencjach, bo papież Franciszek nie dostrzegł ich ostatnio. To nie tak. Dostrzegł swego czasu, i to niedawno, ks. Krajewskiego. To raczej my w Polsce nie dostrzegaliśmy go, gdzieś nam „przepadł w Rzymie”. Nie przepadł, został postawiony na miejscu, gdzie potrzebny jest całemu Kościołowi.

Pieczołowicie przechowuję stosik listów i kartek, jakie przysyłał mi kiedyś kard. Adam Kozłowiecki. Misjonarz, przez lata prymas Zambii. Niezwykły człowiek – wielkiej dobroci i wiary. Mądry i roztropny. Z pełną sprawnością duchową i fizyczną także po dziewięćdziesiątce. To rodacy o nim zapomnieli, czy raczej nie wiedzieli. Dostrzeżony został z perspektywy Rzymu. A jeszcze wcześniej – ks. Stefan Wyszyński, mimo wojenno-powojennej izolacji Polski został zauważony. Papież Pius XII postawił na niego, chciało by się rzec, jak na czarnego konia. I dla Polski, i Kościoła w Polsce, i dla Kościoła powszechnego okazał się człowiekiem opatrznościowym. Już tylko z imienia wspomnę kardynała Bolesława Kominka – biskupa trudnych czasów we Wrocławiu.

Czytając komentarze do ostatniego rozdania kardynalskich kapeluszy, odniosłem wrażenie – może po części wynikające z niemożliwości prześledzenia wszystkiego – że sporo ludzi z obrzeża kościelnego życia czuje się zawiedzionych. Niektórych pewnie nie powinno to obchodzić, niektórzy lepiej, żeby o naszych sprawach publicznie nie pisali. Zwłaszcza, gdy wypowiadają się w stylu „biskupi bez szans na awans”. Mimo wszystko nie tak o kardynalskich nominacjach. Choć z drugiej strony cieszy, że jednak nasze sprawy ich także obchodzą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • jurek
    07.09.2019 12:57
    Taki długi wywód, a chcodzi o to, że Papież nie podniósł do godnosci kardynalskiej abpa z Krakowa. Kraków bez kardynała - to niestety smutne.
  • Drem00r
    07.09.2019 15:06
    Drem00r
    Przykład bp. Krajewskiego nie jest trafny, bo nie jest to biskup "polskiego Kościoła". Owszem, z pochodzenia Polak, ale nie pracował on w krajowym Episkopacie. Z drugiej strony ukazuje to problem, w którym właśnie polscy biskupi, żyjący we własnym świecie, jakby w oderwaniu od Kościoła Powszechnego, są "pomijani" przez Watykan w decydowaniu o kierunku, w jakim pójść ma Kościół. Polscy biskupi w większości zachowują się trochę tak, jakby nie dostrzegli, że nie wystarczy już wyłącznie być z Polski i mieć Jana Pawła II jako znajomego, by zostać kardynałem. Widać to w komentarzach "kościelnej" strony, że przecież "Kraków zawsze miał kardynała", jakby to nie osobiste przymioty biskupa, lecz miejsce w jakim się znajduje miało decydować o otrzymaniu godności.
    doceń 7

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL