Nowy numer 44/2020 Archiwum

Na wysokim słoniu

Już po raz piętnasty odbył się Zjazd Misyjny Dzieci w Nysie.

Jeśli siedzisz na wysokim słoniu, nie musisz się bać szczekających psów – powtarzała dzieciom afrykańskie powiedzenie s. Dolores Zok SSpS, która spędziła na misjach 20 lat. I tłumaczyła: – Jeśli wierzysz, że Jezus jest miłosierny, dobry i obecny zawsze, nie trzeba się bać życia ani sytuacji bez wyjścia, bo On jest naszym przyjacielem.

To jedna z myśli, które w czasie Eucharystii skierowała do uczestników. A porównując różne kraje wskazywała: – Jeśli mamy wszystko, wydaje się, że Boga nie potrzebujemy, ale jest takie miejsce w sercu, które zapełnić może tylko On. Żadne zakupy, pieniądze czy człowiek go nie zapełnią. Jeśli sobie uświadomimy, że ta relacja jest nam potrzebna, by żyć, prędzej się do tego dobrego Ojca zwrócimy.

Na 15. Zjazd Misyjny Dzieci dotarło ok. 500 uczestników z całej diecezji, ale też z Gdańska, Legionowa czy spod Poznania. Było spotkanie z misjonarzami, Msza św., śpiewy w egzotycznych językach i zabawa w ogrodzie werbistów.

Dzieci wiele mogą

– Gdy tu przyjechałem 16 lat temu, siedzieliśmy z o. Mariuszem Góryjowskim i wymyślaliśmy, co by tu jeszcze zrobić nowego – wspomina początki tego spotkania o. Wiesław Dudar SVD, pochodzący z Kietrza, pracujący w Pieniężnie. – Cieszę się, że to się przyjęło. Dorośli składają przeważnie ofiarę pieniężną, a dzieci mogą zbierać niepotrzebne telefony komórkowe, znaczki, okulary, kule, klucze itp. Ważne, żeby się nauczyły, jak być dobrym i dzielić się, by nie były egoistami. To nie takie trudne, wystarczy tylko chcieć, jak mawiał o. Marian Żelazek – uśmiecha się werbista.

– Pan Jezus dzieci bardzo kochał, pozwalał im przychodzić do siebie nawet, gdy był zmęczony. Dzieci mają możliwość dotarcia do Niego w sposób szczególny i nasza troska jest w tym, by tę niesamowitą siłę wykorzystać dla celów misyjnych. Zjazd to okazja, by wspólnie modlić się za misje i dowiedzieć się, na czym polega praca misyjna. Tym razem chcemy zainteresować je wolontariatem misyjnym, stąd o swojej przygodzie opowiadają misjonarze świeccy – mówi o. Arkadiusz Sitko, rektor Domu Misyjnego Świętego Krzyża w Nysie.

Katechetka, s. Elżbieta SSpS z Raciborza, przyjechała z 46-osobową grupą. – Od kilku lat przywożę uczestników na Misyjny Zjazd Dzieci. Uważam, że to dobry sposób, by poznały pracę misyjną i pomyślały, jak jeszcze się zaangażować. Zawsze 6 stycznia robią przedstawienie i zbierają datki na misje. Mam nadzieję, że dzięki temu bardziej potrafią też docenić miłość rodziców i to, co mają – stwierdza. S. Gabriela Tacica SSpS, katechetka z Nysy potwierdza: – Od dziewięciu lat przyjeżdżam na zjazd. Ci, co byli tu na początku, dziś już dorośli, modlą się za misje, angażują. Jeśli robimy jakieś akcje, też się włączają.

Przekraczać siebie

O swoich wrażeniach z krótkich pobytów na misjach opowiadały m.in. Agnieszka Kowalik i Magda Stelmach oraz dwunastolatka Kasia Chrulska, która była z rodzicami w Paragwaju i Kolumbii. – Byłyśmy w Boliwii dwa miesiące. Dzięki temu, że zajmowałyśmy się dziećmi w świetlicy czy przedszkolu, odciążałyśmy nauczycielki. Ten wyjazd dał mi otwartość na innych, wewnętrzny spokój i pewność, że wszyscy jesteśmy tacy sami – twierdzi Agnieszka Kowalik.

Na słuchaczach zrobił wrażenie fakt, że tamtejsze dzieci nie jadły nigdy pizzy, czy opis podanej na pożegnanie wystawnej zupy, w której pływały... kurze łapki. Magda Stelmach, wspominając swój pobyt na Filipinach, mówiła o początkowym szoku: – Inny klimat, trudniej się oddychało. W naszym pokoju pojawiły się jaszczurki, które na początku nas przerażały, ale potem wobec innych lokatorów – pająków wielkości dłoni, uznałyśmy je nawet za sympatyczne. Na Filipinach wspieraliśmy Braci Matki Teresy z Kalkuty. Oni tam prowadzą dom dla niepełnosprawnych chłopców, porzuconych przez rodziny. Towarzyszyłyśmy im, prałyśmy, karmiłyśmy. Pierwsze dni były bardzo trudne, bo np. niektóre dzieci podczas jedzenia nas opluwały. Ale oswoiłyśmy się i pokochałyśmy je. To uczy pokory i pokonywania samego siebie.

Ania Stiebler i Maja Mielnik przyjechały z Cyprzanowa, by dowiedzieć się, jak jest w innych krajach. – Tu jest fajna atmo- sfera, można pośpiewać! – podkreślają. Dziwi je, że inne dzieci nie mają tego, co polskie, a może kiedyś też wyjadą na misje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama