Nowy numer 43/2020 Archiwum

Objawienie Księgi

Wydobywany z zapomnienia średniowieczny manuskrypt zachwyca swoim pięknem.

Bogato ilustrowana księga Pisma Świętego od 1947 roku spoczywa w zbiorach muzeum w Nysie. – Według mnie to rzeczywiście skarb! – podkreśla Roman Sękowski, historyk, bibliofil, kolekcjoner, były dyrektor Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej.

Szkopuł w tym, że wiedza o istnieniu dzieła jest szczątkowa i księga – choć przepiękna – do dziś praktycznie pozostaje nieznana. Roman Sękowski zobaczył tę Biblię ponad pięćdziesiąt lat temu w gablocie w nyskim muzeum. Zwrócił wtedy uwagę ówczesnemu dyrektorowi, że jest eksponowana w fatalnych warunkach i uzyskał pozwolenie na wykonanie kolorowych slajdów.

Manuskrypt od tej pory był pokazany tylko raz – w 2018 roku, jako jeden z eksponatów towarzyszących objazdowej wystawie „Od papirusu do e-Biblii”. – Takie rękopisy widuje się bardzo rzadko, tylko na najbardziej prestiżowych wystawach – podkreśla R. Sękowski w swojej najnowszej publikacji „Biblia nyska czeskich bożogrobców” (pisałem o niej w „Gościu Opolskim” nr 38).

Cudo, które nie daje o sobie zapomnieć

Niewielka objętościowo książka Romana Sękowskiego jest pierwszym polskim opracowaniem na temat Biblii nyskiej. Podstawowe źródła na jej temat pochodzą z Czech, co właściwie nie dziwi, bo tam Biblia powstała na zamówienie Eberharda, proboszcza należącej do zakonu bożogrobców parafii w Trutnovie na Pogórzu Karkonoskim. Manuskrypt datowany na rok 1354, w trzeciej dekadzie wieku XV – w czasie wojen husyckich – został przewieziony z biblioteki trutnovskiej do klasztoru bożogrobców w Nysie i do dzisiaj tam pozostaje.

Pierwszy (znany) artykuł na jego temat napisał w 1923 r. prof. Karel Chytil, znakomity znawca sztuki średniowiecznej i dyrektor Muzeum Narodowego w Pradze, który widział Biblię na wielkiej wystawie sztuki śląskiej we Wrocławiu w roku 1903. To on po raz pierwszy użył nazwy Biblia nyska i porównywał jej klasę z najcenniejszymi XIV-wiecznymi manuskryptami Pisma Świętego: Biblią sztuttgartską i kutnohorską. – Ta Biblia jest tak piękna, że bez przerwy, przez wszystkie te lata, odkąd ją zobaczyłem, myślałem o niej. To jest cudo. I dlatego, po tylu latach, wreszcie o niej napisałem – mówi Roman Sękowski.

Na 499 kartach pergaminu

Biblia nyska zaczyna się bogato zdobioną stroną tytułową, a kończy kolofonem (rodzaj średniowiecznej stopki redakcyjnej księgi) – w tym wypadku nie opisowym, lecz rysowanym. Są na nim trzy postaci: iluminator księgi Mikołaj z Pragi, skryba (kopista tekstu) Fryderyk z Ratyzbony i fundator – proboszcz Eberhard. Między tymi stronami znajdują się spisane na 497 kartach pergaminu księgi Starego i Nowego Testamentu, poprzedzone prologami o nieznanym jeszcze – bo niezbadanym dotąd przez specjalistów – charakterze.

Każda z ksiąg Pisma oraz prologi rozpoczynają się ozdobnymi inicjałami. Wiele z nich to inicjały figuralne, zawierające sceny z dziejów zbawienia lub portrety czy symbole autorów (proroków, apostołów). – Iluminator miał kapitalne i niespotykane pomysły. Na przykład w inicjale Księgi Rodzaju litera „I”, która zajmuje całą wysokość karty, z lewej strony zawiera sześć medalionów ze scenami stworzenia świata. A na ostatnim z nich Bóg wyciąga z boku Adama Ewę! – śmieje się Roman Sękowski. Są także inicjały z ornamentami roślinnymi i arabeskami. Złoto płatkowe, użyte przez Mikołaja z Pragi do zdobienia inicjałów, zachowało się znakomitym stanie. Nie widać żadnych śladów śniedzi czy zatarć, są natomiast wciąż widoczne na nim delikatnie wytłaczane (a może trasowane?) zdobienia geometryczne.

Na osobną uwagę zasługują liczne marginalia, czyli rysunki i zdobienia umieszczane przez iluminatora na marginesach tekstu. Czego tam nie znajdziemy! Obok zdobień roślinnych i zwierzęcych, smoków, maszkaronów, bocianów, psa goniącego zająca, jest i orkiestra małp, i procarz celujący w mężczyznę z opuszczonymi spodniami, który wspina się po łodydze fantazyjnej rośliny. Roman Sękowski uważa, że sądząc po innych iluminowanych przez Mikołaja z Pragi Biblii, musiał on mieć wielkie – i złośliwe – poczucie humoru.

Czy zdobienia marginesów miały jakiś związek z treścią Księgi, czy osobny sens? – Absolutnie żadnego związku. Iluminator rysował je po prostu z nudów. Miał już dość żmudnego malowania arabesek, to dla odprężenia namalował na marginesie np. dziewczynę – mówi. Z wyjątkiem kilku pierwszych, miejscami wyblakłych kart (to – jak przypuszcza opolski bibliofil – efekt nieprofesjonalnej ekspozycji Biblii Nyskiej w latach 60. XX wieku), manuskrypt zachowany jest w bardzo dobrym stanie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama