Nowy numer 43/2020 Archiwum

Subtelny anioł śmierci

Wystawa malarstwa Marty Makarczuk poświęcona zaginionemu w Alpach ks. Krzysztofowi Grzywoczowi.

Pierwsze i dojmujące wrażenie po obejrzeniu wystawy „Credo”: wzruszenie. Sprzed jednego z obrazów musiałem szybko odejść. Zbyt mocno – być może ze względu na wspólne tatrzańskie wspomnienia? – poruszył mnie ciemny w tonacji obraz przedstawiający ks. Grzywocza opierającego czoło na krzyżu nad Czarnym Stawem w Tatrach.

Wystawa malarstwa Marty Makarczuk „Credo. Ks. Krzysztofowi Grzywoczowi in memoriam”, która będzie prezentowana w Muzeum Diecezjalnym w Opolu do świąt Bożego Narodzenia, jest niezwykła z kilku powodów.

Sylwetka

Obrazów, na których sylwetka ks. Grzywocza pojawia się w różnych, nie tylko tatrzańskich czy alpejskich – tak ważnych w jego życiu – sceneriach, jest na tej wystawie około trzydziestu. Do tego dochodzi cykl „Noc ciemna”, inspirowany poematem św. Jana od Krzyża, wykonany pastelami przez artystkę w czasie jej studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Właśnie wtedy po raz pierwszy Marta Makarczuk spotkała się z ks. Grzywoczem, kierownikiem duchowym, terapeutą, rekolekcjonistą, którego konferencje publikowane przez salwatoriańskie Centrum Formacji Duchowej w Krakowie zaintrygowały artystkę.

Szybko znaleźli wspólny język, kiedy okazało się, że studentka z Krakowa studiuje malarstwo. – Sztuka dla ks. Krzysztofa była rzeczywistością głęboko sakralną, która wypływała z kontemplacji przyrody i kontemplacji biblijnej. Mówił, że Bóg nie opuszcza kultury, że jest ona pośrednikiem w naszym poznawaniu Boga, który nas przez nią dotyka – opowiadała Marta Makarczuk podczas wernisażu. Spotkania, wspólne oglądanie wystaw czy odwiedzanie pracowni prof. Stanisława Rodzińskiego zbudowały między nimi przyjaźń.

Dwa lata temu, po zaginięciu ks. Grzywocza w Alpach, malarka – obecnie już z tytułami naukowymi, pracująca na wydziale malarstwa ASP w Krakowie – namalowała pierwszy obraz ks. Krzysztofa. I wciąż maluje takie obrazy, których łącznie jest już 41. – Ja tego cyklu nie planowałam. To działo się naturalnie. Kiedy kończyłam jeden obraz, przychodziły nowe pomysły i czułam, że to jest na tyle wyraźne w emocjach, że trzeba za tym pójść. Pomysły rodzą się bardzo intensywnie i dopóki to trwa, to idę za tym. Nie hamuję tego impulsu. Bo tak nie wolno. Dopóki ma się coś do powiedzenia, trzeba to robić – mówi Marta Makarczuk.

Spotkanie

Pierwszym obrazem był „Kwadrat łez” – portret ks. Grzywocza na tle czarnego kwadratu, po którym płyną strugi łez. – Chciałam wyrazić szczególny rys jego posługi: towarzyszenie ludziom w najgłębszych cierpieniach. A jednocześnie są to łzy tych, którzy go opłakują, którzy tęsknią za nim. Bo to jest ogromna strata – mówi M. Makarczuk. Również bp Andrzej Czaja obecny na wernisażu mówił o stracie, która jednak owocuje – bo tak wielu ludzi sięga teraz po nauczanie ks. Grzywocza. Mówił także o tym, że nie był wystarczająco doceniany, „gdy pośród nas był”.

– Nie mamy możliwości pójścia na cmentarz, pożegnania się z ks. Krzysztofem. Wystawa daje możliwość metafizycznego spotkania z nim – komentuje ks. Piotr P. Maniurka, dyrektor muzeum. Wstrząsający jest obraz „Thanatos” – niemal kopia obrazu Jacka Malczewskiego pod tym samym tytułem. Tyle że anioł śmierci na obrazie Makarczuk dotyka nie twarzy Malczewskiego, ale ks. Krzysztofa. – Anioły śmierci Malczewskiego są niezwykle subtelne i poetyckie. Tak sobie wyobrażam moment, kiedy do Krzysztofa przyszedł ten anioł. Był poetycki, subtelny i delikatny. Przez obraz chciałam się spotkać właśnie z tym momentem śmierci, z tą chwilą, z tą sekundą – mówi Marta Makarczuk. Mam wrażenie, że tym jest cała ta wystawa – miejscem zapośredniczonego i urealnionego przez obrazy i wrażliwość autorki spotkania z ks. Krzysztofem Grzywoczem. Nie wiemy, gdzie on jest, gdzie jest jego ciało. A na tej wystawie on jest. Inny, ale jest.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama