Nowy numer 50/2019 Archiwum

Demokracja bywa groźna

Byleśmy jako naród zdążyli, zanim demokratycznym mechanizmem wywołamy jakąś niszczącą nas katastrofę.

Ileż to lat mamy w Polsce demokrację? Ponoć najdłużej w Europie. Byli posłowie i senatorowie, były sejmiki i sejmy się zbierały. Obradowano, ale i bigosowano (odsyłam do Sienkiewicza, wytłumaczy przystępnie). Radzono i decydowano nad dobrem Rzeczypospolitej, ale nieraz górę brały zakamuflowane (albo i nie) interesy innych królestw. Król także był. I wolna elekcja. Aż wszystko się rozsypało rozbiorami. Owszem, zostało utworzone Królestwo Polskie, kongresówką zwane. Ale to już ewidentnie nie była demokracja. Choć to właśnie z tamtych czasów wywodzi się pieśń "Boże, coś Polskę...". Wyrosła ona z hymnu na cześć cara i zarazem króla Królestwa Polskiego. Hymn ów powstał na zamówienie wielkiego księcia Konstantego, adresowany był do cara Wszechrusi Aleksandra I. Zawiłe mamy drogi historii.

Już choćby ta pieśń, ale przecie poprzedzająca ją wielowiekowa tradycja, wiązała sprawy Rzeczypospolitej z wiarą w Boga (także w czasach, gdy okrzepł podział katolicko-prawosławno-luterański). Tymi powiązaniami czuję się usprawiedliwiony, podejmując temat demokracji - a więc polityczny - choć duchownym katolickim jestem.

Mamy sejm i senat w nowym, czy raczej odnowionym składzie. Dopiero po raz drugi mój reprezentant w sejmie się znalazł. Przed laty, od słynnych trzydziestoprocentowych wyborów, moi kandydaci przepadali, czasem z kretesem. Dlaczego? Brałem pod uwagę wszystkie pryncypialne ich cechy - jako ludzi rzetelnych, zorientowanych, uczciwych, umiejących poprzestawać na małym itd... Cóż z tego, jeśli dostawali kilkadziesiąt głosów, czyli ilość śladową. Dopiero ostatnimi czasy - a więc tego roku i w wyborach sprzed czterech lat mój kandydat przeszedł. Jak to się stało?

Powody są zasadniczo dwa. Pierwszy leży po stronie kandydatów. Wśród setek osób jest – tak mi się zdaje – większy niż kiedyś odsetek ludzi dorastających do oczekiwanych kryteriów. Także do kryterium jakiegoś szerszego zaangażowania w społeczne (byle nie za bardzo upolitycznione) życie. Wizerunek i nazwisko są wtedy znane nie tylko lokalnej, ale szerszej społeczności. Drugi powód leży po mojej stronie – przestałem wybrzydzać. Jeśli przy wszystkich plusach kandydata nie ma jakiejś twardej i niemożliwej do przyjęcia cechy - to mogę dać mu wyborczy krzyżyk. No i dałem, wyboru właściwie nie mając. Bo z całej listy tylko on jeden spełniał moje minimalne oczekiwania.

Ile jeszcze wyborów musi się odbyć, aby zarówno kandydaci i ich polityczne ugrupowania oraz wyborcy byli na tyle dojrzali, że mechanizm demokracji będzie działał wystarczająco... demokratycznie? Byleśmy jako naród zdążyli. Zdążyli? Z czym? Byśmy zdążyli, zanim demokratycznym mechanizmem wywołamy jakąś niszczącą nas katastrofę. Tak było w roku 1932 w Niemczech, gdy konstelacja polityczna i wyborcze zawiłości spowodowały dojście, legalne, Hitlera do władzy. Taki katastrofalny przypadek chyba się nam nie zdarzy, ale możliwości otworzenia puszki Pandory są wielorakie i nieprzewidywalne.

Co mamy do zrobienia dziś? Edukacja. I w sensie szkolnym, i w znaczeniu społecznym. Pamiętam sprzed lat wybory do szkolnego samorządu. Na korytarzowej tablicy plakaty kandydatek i kandydatów. Czysta hucpa. "Głosujcie na mnie, 45 minut przerwy, 5 minut lekcji". I podobne. Żadnej w tym edukacji, tylko małpowanie najgłupszych wzorów ze świata dorosłych. Może były szkoły, gdzie owe wybory były sposobnością do prawdziwie edukacyjnych treści. Ja akuratnie w takiej zabawowej pracowałem.

A edukacja społeczna? Tutaj brakuje podstaw rozumienia mechanizmów demokracji. Na pierwszy plan wychodzą różnice i spory. A powinno dominować poczucie odpowiedzialności wszystkich za Rzeczpospolitą. Jak eliminować tych pierwszych? Kto ma stać na straży wartości? A może mniej tej straży, a więcej szerszego oddziaływania przez media, spotkania, budzenie zainteresowania sprawami wspólnymi w zakresie powszechnym – a nie tylko przysłowiową latarnią, którą w zaułku trzeba postawić. Pewnie sięgnąć trzeba wyżej – do studiów politologicznych, ale nie upartyjnionych! I żeby ich absolwenci nie musieli wyjeżdżać do Irlandii, by rodzinę utrzymać.

Pewnie to nie wszystko, a może tylko taki trochę nieuporządkowany szkic. Nawet jako szkic niechby był jakimś punktem wyjścia refleksji. Bo kolejne wybory za pasem. I potem znowu kolejne itd. Byleśmy jako naród zdążyli, zanim demokratycznym mechanizmem wywołamy jakąś niszczącą nas katastrofę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • jurek
    16.11.2019 13:39
    tzw "demokracji szlacheckiej" nie możemy chyba w żaden sposób porównywać z "normalna" demokacją. Szlachta stanowił a mniej niż 10% społeczństwa i to tylko ona decydowała. W związku z tym twierdzenie, ze mamy jakoś szczególnie "starą" demokrację jest nieprrawdziwe. W sumie to tego czasu demokracji w Polsce jest ok 50 lat.
  • CSOG
    17.11.2019 12:22
    Owcza demokracja.
    A ja demokracji nie pragnę, nie tęsknię za nią, nie pokładam w niej żadnej nadziei. Nie boję się demokracji, nie obawiam jej braku. Po prostu nie lubię. Ja biedna owieczka lub jak ktoś woli baran (może nawet głupi) wybieram Królestwo. Ja chcę dla swojego stada Króla, Dobrego Pasterza. Nie chcę aby wiódł mnie ktoś wybrany w wolnej elekcji albo w wyborach zwanych demokratycznymi (i nie wiem czemu wolnymi, gdy często żadnego wyboru nie ma po za „mniejszym złem”). Chcę aby był to Król, który przychodzi i oznajmia: jestem waszym Królem i Dobrym Pasterzem, będę się o was troszczył. Mój owczy lud jest ludem prostym i zgodnie z naturą jest ludem stadnym. I już sobie wyobrażam jak ku owej owianej legendą demokracji pchnięty począłby utyskiwać i narzekać: On nie z nas. Na dwóch a nie na czterech nogach chodzi, trawy nie gryzie, rogów nie ma, a i mowa jego jest inna niż nasze beczenie. A jakiegoż lepszego moglibyśmy wybrać? Wszystkie beczymy tak samo, a Jego głos inny lecz wszystkim nam dobrze znany. Skąd ze łbami przy ziemi mogłybyśmy dostrzec gdzie woda, gdzie zielone pastwiska, które On ze swojej wysokości widzi. Który z naszych choć najsilniejszych baranów ustrzegłby i obronił przed wilkiem albo całą wilków watahą? Kto by poszedł za jedną zgubioną ze stada, kto zawrócił z drogi w przepaść wiodącą? Tu przypominam sobie historię stada koleżanek świnek, które w szaleńczym pędzie same się stadnie w przepaść rzuciły. Szukały śmierci i zguby? Czy może ułudą demokracji zwiedzione, poróżniły się o własne racje każda z osobna do własnej przekonana. Może zgłupiały od sprzecznych komend: „W prawo! Nie w lewo! Do tyłu! Do przodu! Zabrakło im przewodnika, widzącego z góry, że oszalały i wśród demokratycznego kwiku pędzą ku swej zgubie?
    Ja nie chcę demokracji, nie lubię. Nie potrzebuje mieć własnego głosu aby wybrać najlepszego spośród swego stada baranów. Ja mam króla, którego nikt nie ogłaszał, nie wybierał nie ustanawiał bośmy jako stado za głupie. To on przyszedł i powiedział: Tak jestem królem. Tak powiedział i mnie to wystarcza. Ja na Niego stawiam, Jego wybieram. Chcę iść za jego głosem i na niego swój głos oddaję. Więc gdy nadejdzie czas i powiedzą możesz dokonać wyboru, zapytam: A kto do niego podobny? Bo ja już wybrałem. Kto tak naprawdę jest przeciw przyzwoleniu na zabijanie, nie tylko wybiera okoliczności w których mordowanie jest dozwolone? Kto gotów za mnie umrzeć, wybrać raczej śmierć niż uznać że człowiek w łonie mniej ważny niż mniejsze zło ogółu? Kto mnie i maleństwa w łonie nie poświęci dla sprawy? Kto równie odważny, sprawiedliwy prawy? Kto jeszcze obieca mnie zbawić? Nie ma kandydata? Więc nie mam wyboru. Co i tak bez znaczenia, bo ja już zdążyłem. Ja już wybrałem.
  • Tobi
    17.11.2019 19:57
    Demokracja ateńska skazała mojego ulubionego filozofa Sokratesa na śmierć. A we współczesnych parlamentach przegłosowuje się skazywanie poczętych dzieci na śmierć bez możliwości obejrzenia chociażby jednego zachodu Słońca. "Demokracja bez wartości zamienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm" (JPII).

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama