Nowy numer 50/2019 Archiwum

Roraty jak zwierciadło

Część dzieci przyjeżdżała z wioski pociągiem, który przywoził ludzi do fabryki na szóstą (a od stacji kawałek był). Jakiś kwadrans dzieci odmarzały w salce na plebanii, potem wszyscy do kościoła.

Jako emeryt mam czas, mógłbym pojechać. Dokąd? Do kilku parafii, w których kiedyś, jeszcze za czasów Noego, wikarym byłem. Po co? Na pierwsze i kolejne Roraty. Pół wieku temu to był cały obrządek! Rano, i to wcześnie. Część dzieci przyjeżdżała z wioski pociągiem, który przywoził ludzi do fabryki na szóstą (a od stacji kawałek był). Jakiś kwadrans dzieci odmarzały w salce na plebanii, potem wszyscy do kościoła. Przez śniegi - wtedy zimy, zwłaszcza w Bramie Morawskiej, srogie były. Mały Marcel - opowiadała jego mama - spał z lampionem, bo "rano idziemy na rotary". I szedł on i cały tłumek dzieci. Bo dzieci wtedy było dużo.

Właściwie nie myślało się w kategoriach "dzieci jest dużo". Po prostu było, ile było, był gwar, który w czasie Mszy zamieniał się w ciszę zimowego poranka, by na koniec cała ta gromada mogła jak erupcja wulkanu wystrzelić w mroźny dzień. Ach, były i "obrazki". Zdobywało się je jako nielegalne druki wykonane metodą powielaczową. Zwykle całość formatu A4 przedstawiała rysunek szopki z choinką, gwiazdą na niebie itp. Naniesione były linie, by obrazki pociąć. Dzieci zbierały, potem kleiły szopkową mozaikę, kolorowały. Nielicznym czegoś brakowało - dorysowywały same. Była więc przy sposobności kontrola obecności, a w Wigilię nagrody. Jakie obrazki, jakie czasy - takie nagrody. Ale radość była niesłychana!

Otóż, pojechałbym tam, żeby porównać po pięciu dziesięcioleciach. Fabryki nie ma, to i pociąg nie jeździ. Zimy nie te. Dzieci pewnikiem też inne. I nie ma ich w tej liczbie, co kiedyś. Nie tworzą tej "masy krytycznej", z której coś ciekawego mogłoby wybuchnąć. Obrazki inne - piękne, kolorowe. Do nich program, bardzo często niemający nic wspólnego z Adwentem (że też ktoś daje imprimatur na te programy, jak to jest?).

Marudzę... Nie. Narzekam... Nie. Wspominam młodość... Wiem, że "daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia. Minionych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia". I żeby to tylko o Adwent i Roraty chodziło... W ciągu półwiecza świat zmienił się nie do poznania. Pod wieloma względami. Jest lepszy czy gorszy? Złe pytanie. Ten świat jest po prostu inny. Wspomnienia wieczorem przy herbacie i najlepiej samemu, bo każdy ma własną kronikę życia. Lepiej niech ta moja będzie na zawsze moja.

Już przed kilku laty odciąłem się od roboty rekolekcyjnej w parafiach i dla księży. Nie chcę w rekolekcjach dawać odpowiedzi na pytania, które stawialiśmy sobie więcej niż pół wieku temu. Dzisiejszy słuchacz ani tych pytań, ani tych odpowiedzi już nie zrozumie. Z tego samego powodu odrzuciłem przed trzema miesiącami propozycję pracy katechetycznej w liceum. Programy programami, a możliwość ich percepcji przez nauczyciela (kaznodzieję) bywa ograniczona, także wiekiem. Nieuczciwie byłoby stawać czy to na ambonie, czy to przy tablicy.

W trudnej sytuacji jest ordynariusz każdej diecezji. Kiedy "uwolnić" księdza na emeryturę (czytaj: w stan spoczynku)? Jeszcze żwawy, dobrze mówi i śpiewa, porusza się i na nogach, i samochodem sprawnie... A księży coraz bardziej brakuje. Mimo wszystko uważam, że owa emerytura nie tylko księdzu się należy, ale także parafianom, a nawet Kościołowi się należy.

Trochę się dziwię, że zarówno na portalu wiara.pl, jak i w naszej opolskiej mutacji "Gościa Niedzielnego" jeszcze mnie drukują. Tu jest jednak nieco inaczej - obok starego felietonisty są młodzi, nawet bardzo młodzi. To sąsiedztwo na stronie daje potrzebną czytelnikowi różnorodność. W parafii czy szkole tej różnorodności zwykle nie ma.

I tak wspomnienia sprzed 50 z górą lat wywołały inny temat. Taki też tytuł na koniec wpisałem: "Roraty jak zwierciadło". Jeszcze gdyby skonstruować taką myślową lunetę, która by pomogła zobaczyć, co będzie - jak nie za 50 lat, to przynajmniej za 5. Ale to zadanie zostawiam młodszym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • CSOG
    01.12.2019 12:29
    Wieczną emeryturę racz oddalić Panie.
    A ja się nie zgadzam na dezercję. Przedwczesnej rejteradzie z pola walki mówię swoje zdecydowane nie. Prawo siwego włosa daje przywileje. Na emerycką legitymację można wziąć ulgę w cięższych pracach, można skorzystać z prawa do wyboru formacji wojsk w jakiej się służy. Emerytura to nie wieczny odpoczynek, na ten będziemy mieli jeszcze kiedyś zdecydowanie więcej czasu. Niekoniecznie trzeba pchać się na pierwszą linię frontu. Można pomagać w miarę sił w zaopatrzeniu, służbie medycznej, logistyce. Że oni dzieci, a my starzy? I co? Nie da się znaleźć własnych zadań, bo trudno znaleźć wspólny język? Nieprawda. Wystarczy tylko robić swoje i nie odgrywać cudzej roli. Młodzi i dzieci nie są głupi i dobrze wiedzą, że my starzy. Dzieci są bystre i szybko widzą, gdy nieporadny dziadek zechce udawać, że jest młody. Lecz dziatwa czuje deficyt dziadków i ja naprawdę wiem to dobrze. Dzieci potrafią kochać dziadków. Wręcz uwielbiają starszych ludzi, którzy znajdują dla nich czas. A jakże często dziadków brak, bo są daleko, schorowani, albo na wiecznej już emeryturze. A taki dziadek jak u Brandstaetter’a potrafi jak nikt inny opowiadać bajki i potem gdy człek starszy dziwi się, gdy czyta Biblię, że tą historię wciągającą dziadek nie zmyślił lecz wyczytał i umiał ubrać w własne słowa. Ktoś kto przyjaźnił się z Blachnickim, wie dobrze, jeśli nie najlepiej, że potencjał pierwszej linii frontu tkwi w naszych dzieciach (a dzieciom często brak zaplecza). O jakże często opuszczonych, zaniedbanych, cierpiących na deficyt dziadka, który dla wnuków znajdzie czas. Zorganizuje im roraty, takie na które bardzo chce się iść. Nawet gdy rano, czasem zimno, to po roratach jest herbata, dziadkowy uśmiech, kilka ciepłych słów. Bo przy herbacie jest okej, ale samemu nie najlepiej. Nie ma fabryki i pociągu i dzieci teraz jakby mniej – tak. Jest inaczej, jest jak jest. Dziadków jest więcej, lecz czasami to wygląda tak, jakby już wcale ich nie było. Jakby nie mieli nic do roboty, do powiedzenia nic albo za mało. Jeśli się nie chce dostrzec głodu dziadka, można naprawdę czuć się zbędnym. Legitymacja emeryta, to nie przepustka na cmentarze. To jest zwolnienie z cięższych zajęć. Nie z życia, powołania, służby. To luzowanie pierwszej linii dla tych co więcej mają sił, nie zwalnia z obowiązków; zmienia ich zakres, natężenie. Pozwala wybrać jak chcę służyć. Na odpoczynek przyjdzie kiedyś cała wieczność. Pogadaliśmy chwilę. To do roboty. To parafianom, a nawet Kościołowi się należy.
    doceń 3
  • 8080
    01.12.2019 13:55
    Niby racja, bojowo i tak jakby produkcyjnie... Ale też Dziadek już się napracował, dał z siebie więcej niż można, tak Dziadkowie mają. Nie zamęczaj go Wnusiu, nie mów Mu co powinien, sam wie najlepiej.Na pewno pomoże, jeśli ktoś dostatecznie mądry by poprosić, o pomoc poprosi. Na tym nigdy źle się nie wychodzi, nawet jeśli Dziadek nie jest całkiem na bieżąco z nową technologią. Ale świetnie wie co robić, gdy ona zawiedzie. Młodym trzeba zrobić miejsce, nie przeszkadzać, a mądrym jak zapytają, pomagać. To jedno co Dziadek powinien, i od czego się na pewno nie uchyli, jak znam mądrych Dziadków.
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama