Nowy numer 49/2020 Archiwum

Malusieńki nieboraczku

– Jak widać, naszym gościom podoba się w starym spichlerzu, na przykład to, że mamy tu trochę snopków siana. Że nie jest może sterylnie czysto. Ja też mam teraz brudne buty, bo właśnie prowadziłem konia, a nie miałem już czasu się przebrać. Ale jakoś to nikomu nie przeszkadza – mówił Igor Machnik do kilkudziesięciu osób, które na piętrze dawnego spichlerza folwarku przypałacowego w Wysokiej k. Branic słuchały adwentowo- -świątecznego występu zespołu Zazik.

Na parterze spichlerza zorganizowano jarmark rękodzielniczych wyrobów świątecznych. Na stołach w kuchni świąteczne jedzenie: pierogi, krokiety, pachnie grzane wino, kuszą słoiki miodu, są różne specjały – przygotowane przez okoliczne koła gospodyń wiejskich.

Nastrój i klimat trochę nie do opowiedzenia, bo trzeba najpierw zobaczyć dawny spichlerz, dziś zamieniony w Galerię Spichlerz, zagospodarowywaną przez Fundację Pałac Wysoka, czyli Igora Machnika z rodziną i przyjaciółmi.

Stary, dobry dom

Ten spichlerz jest naprawdę, naprawdę ogromny. Urządzona w nim galeria ma formę dawnego domu, tyle że rozrzuconego na większej przestrzeni. Zatem – nie tylko obrazy, akwarele i szkice na ścianach tu i ówdzie, nienachalnie. Ale jest kąt kuchenny z kredensem, szafkami, stołem, makatką i figurą Najświętszego Serca Pana Jezusa – absolutnie tak jak dawniej. Na środku piętra rozstawiono dla gości kanapy i stolik. Pod oknem dwa fotele, na których można prowadzić spokojną rozmowę. To nie eksponaty, ale sprzęty do użytku. Stary, dawny, dobry dom. Matka Boska Częstochowska i Święta Anna Samotrzecia jak sąsiadki.

Chodzę po tym piętrze spichlerza, śpiewają dzieci z czeskich Neplachovic i z polskich Branic, pachnie jedlina, słychać gwar zakupów, dochodzą kuchenne zapachy. Przestrzeń jak dawniej, jak ze starych dobrych czasów, ale czas – dzisiejszy. Wiemy, jaki: pośpieszany naszym samonakręcającym się wewnętrznym mechanizmem. – Uważajmy, żeby nie dać się przedświątecznemu pośpiechowi, bo to sprawka diabła – przestrzega ze sceny ze żłóbkiem Wiesław Janicki, lider Zazika i dyrektor domu kultury w Kietrzu.

Wspólny pokłon Dzieciątku

– Pałac zawsze był centrum życia, dlatego tu nadal musi być życie. Najpierw chciałem po prostu zorganizować kolędowanie, ale okazało się, że Czesi z pobliskich Neplachovic w okresie Adwentu mają wyprawę na granicę z pieczeniem kiełbasek. Pojechałem tam, poznałem panią burmistrz i poprosiłem, żeby przyszli do nas. Zależało mi na tym, bo tu jest pogranicze – miejsce spotkań ludzi. Czesi przyjęli ten mój pomysł – cieszy się Igor Machnik. Polsko-czeskie kolędowanie zorganizował już po raz siódmy.

– Śpij Jezusku, nieboraczku, nie roń boskich łez. Malusieńki nieboraczku, ciszę od nas weź – śpiewa Zazik w starym spichlerzu. – Popatrzmy, gdzie byśmy byli jako ludzie, gdybyśmy się nie bili, gdybyśmy nie robili wojen – obojętnie z jakiej narodowości, z jakiego kręgu. To miejsce w ubiegłych dziesięcioleciach spotkały decyzje polityczne, które zawyrokowały, że trzeba cudzy dorobek zniszczyć. Bo ktoś widział ten pałac i folwark jako dorobek jakiegoś Niemca czy bogatego człowieka. Ale tak naprawdę to wszystko, co tutaj jest, to jest efekt pracy ludzi takich jak my. Mówię: takich jak my, bo ja też umiem rękami dużo zrobić. Nie można patrzeć na pałac i cały folwark jako na pozostałość po jakimś „von”. To jest nasze dziedzictwo. Szkoda byłoby je „pozamiatać” – mówi Igor Machnik, tłumacząc, dlaczego 10 lat temu podjął się ratowania pałacu w Wysokiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama