Nowy numer 4/2021 Archiwum

Obdarowani więziami

Wolontariat otworzył ich na ludzi, rozbudził chęć pomagania i zmienił postrzeganie osób z niepełnosprawnością.

Szkolny Klub Wolontariusza „Z sercem na dłoni” działa w Bieńkowicach od 10 lat. Obecnie łączy 50 uczniów i 10 mam. – Chcę uszczęśliwiać ludzi – podkreśla Paulina Kawula.

I dodaje: – Nie patrzmy na wygląd drugiej osoby, ale na to, co ma w środku. Żeby być wolontariuszem, wystarczy tego chcieć, ale motywacją nie mogą być dodatkowe punkty z zachowania czy opuszczenie lekcji.

Wrażliwość dziecięcych serc

– Pomysł na wolontariat pojawił się na katechezie w rozmowie z młodzieżą gimnazjalną. Wcześniej byłem we wspólnocie Wiara i Światło „Sól Ziemi”, a w naszej szkole uczył się chłopiec z zespołem Downa, dlatego uczniowie mieli wyrobioną wrażliwość – opowiada katecheta Marcin Jędorowicz. – Zapytałem na katechezie, czy jest takie miejsce, gdzie moglibyśmy odwiedzać osoby z niepełnosprawnością. Dziewczyny podpowiedziały mi, że w Krzyżanowicach jest DPS „Różany Pałac”. Zgodził się nasz dyrektor szkoły, który sam został wolontariuszem, zgodziła się tamtejsza siostra dyrektor. I po prostu pojechaliśmy – wspomina katecheta. Tak rozpoczęła się działalność Szkolnego Klubu Wolontariusza „Z sercem na dłoni”, który regularnie, mniej więcej raz na dwa tygodnie, odwiedza mieszkanki DPS-u.

Początkowo do grupy należeli gimnazjaliści i dzieci starszych klas podstawówki, obecnie co drugi uczeń z klas IV–VIII szkoły podstawowej, a także mamy uczniów. – Najpierw prosiłem rodziców o pomoc w dowożeniu dzieci do Krzyżanowic, z czasem jedna z mam, czekająca zazwyczaj przy aucie, została zaproszona przez córkę na spotkanie. Potem kolejne mamy dołączyły i też zostały wolontariuszkami – opowiada Marcin Jędorowicz. – Tam jest świetna atmosfera, a dziewczyny rozbroiły nas swoimi uczuciami i otwartością. Dla nich tam jeździmy – podkreśla jedna z mam, Bożena Mruszczyk. – Dla mieszkanek domu to wielkie święto, kiedy przyjeżdżamy – dodaje Barbara Popela. – Nasza obecność pomaga też dzieciom. Jesteśmy bardziej otwarte, szybciej przełamujemy bariery niż one. Uczniowie powoli oswajają się z osobami z niepełnosprawnością, a obserwując nasze zachowanie, też nabierają odwagi i coraz odważniej dają się przytulać, pomagają w nakarmieniu, podaniu napoju – podkreśla pani Bożena.

Wyczekiwane spotkania

Do Różanego Pałacu jadą po skończonych lekcjach. Spotykają się z grupą 15 kobiet. – Ten wolontariat niesie obopólne korzyści. Nasze dziewczyny są spragnione kontaktu z osobami z zewnątrz, lubią mieć przyjaciół spoza domu. Z kolei dzieci i młodzież oswajają się z niepełnosprawnością. Najpierw się przyglądają, a ze spotkania na spotkanie stają się odważniejsze, przełamują dystans i obawy. Uczą się niestandardowych zachowań naszych dziewczyn i wzajemnego zaufania – zauważają terapeutki Izabela Kępczyk i Justyna Kuchta. Każde spotkanie rozpoczyna modlitwa. Katecheta zabiera gitarę, śpiewają piosenki.

Z kolei terapeutki angażują mieszkanki domu i młodzież w robienie stroików czy kwiatów. Czasem spacerują, czasem tańczą. Wspólny czas mija radośnie i bardzo szybko. – Chcę tam jeździć, bo wiem, że naszymi odwiedzinami sprawiamy przyjemność osobom chorym. Sami też mamy z tego wiele radości – zapewnia Alicja Zorich. – Wiem, że gdy kiedyś ja będę potrzebował pomocy, to będzie ktoś, kto mi pomoże – dodaje Niklas Mruszczyk. Wolontariusze przyznają, że na początku towarzyszyły im obawy, stresowali się. – Nie byłam pewna, czy dziewczyny z Różanego Pałacu nas zaakceptują – przyznaje Paulina. Ale przez 10 lat relacje mocno się zacieśniły. – Dziewczyny tulą nas, przy pożegnaniu pytają, kiedy znowu przyjedziemy – podkreśla Alicja. – Teraz inaczej patrzę na osoby z niepełnosprawnością. Nie boję się ich. Wielką przyjemność sprawiają mi ich uśmiechy – dodaje Natalia Kubiczek.

Wolontariusze jesienią grabią liście w rozległym parku przy Różanym Pałacu, wiosną sprzątają go po zimie, pomagają też przygotować dekoracje na bal karnawałowy czy wspólnie z dziewczynami przeżywają Drogę Krzyżową w domowej kaplicy.

Sport i ciasteczka

Spotkania w Różanym Pałacu to ich wolontariat stały. Ale angażują się też w inne inicjatywy tworzone z myślą o osobach z niepełnosprawnością. Choćby w organizowane przez PWSZ w Raciborzu Igrzyska Sportowe Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej „Sport ku radości”. Tam dostają zadanie prowadzenia gier i zabaw, a także towarzyszą dziewczynom z Różanego Pałacu. – Terapeutów jest tylko troje, więc nie mogłybyśmy zabrać na zawody całej grupy. Dzięki pomocy wolontariuszy jadą wszyscy, a nie tylko kilka osób – podkreślają terapeutki.

W Tworkowie uczestniczą w gminnym spotkaniu integracyjnym pn. „Święto pieczonego ciasteczka”. I właśnie to spotkanie lubią najbardziej. Dlaczego? Wtedy mają naprawdę dużo czasu, by pobyć z osobami z niepełnosprawnością i razem wypiekać oraz ozdabiać ciasteczka. I oczywiście je pałaszować. – Wtedy razem się wygłupiamy, śpiewamy, tańczymy. A ciasteczka są pyszne – przyznaje Niklas. – W szkole co roku organizujemy obchody Międzynarodowego Dnia Wolontariusza, na które zapraszamy osoby z niepełnosprawnością z jednej z placówek, z którymi współpracujemy – z Raciborza, Wodzisławia Śląskiego, Kędzierzyna-Koźla czy Krzyżanowic. Angażujemy się w organizację Festiwalu Pozytywnych Wartości, który odbywa się w naszej szkole. Mamy też Szkolny Dzień Integracji – wylicza Marcin Jędorowicz. – Wtedy w konkurencjach sportowych nie jest ważne, kto wygra. Ważna jest dobra zabawa – przyznaje Dominika Hanka. – Grupa chłopaków odpowiada za osoby na wózkach – dodaje Jakub Solich.

Z zadaniem radzą sobie świetnie. Tak uczą się odpowiedzialności za bezpieczeństwo drugiej osoby. Co roku angażują się też w akcję mikołajkową w szpitalu w Raciborzu. W strojach ministrantów i aniołów wspólnie ze studentami PWSZ odwiedzają pacjentów na wszystkich 11 oddziałach. Śpiewają piosenki przedświąteczne, składają życzenia, a św. Mikołaj rozdaje drobne upominki przygotowane przez wolontariuszy.

Korzyści dla wszystkich

– Wolontariat przynosi naszym uczniom zderzenie z cierpieniem i chorobą drugiego człowieka. To dla nich bardzo rozwijające doświadczenie. Uważam, że nasza młodzież jest wspaniała. Trzeba tylko dać jej szansę, by mogła tę wspaniałość wypróbować – podkreśla katecheta. I dodaje: – Powtarzam wolontariuszom, żeby zawsze pamiętali, że nic im się nie należy, że oni przychodzą po to, by dawać samego siebie. Ale to prawda, że spotykając się z osobami z niepełnosprawnością, dając im czas i zaangażowanie, sami zyskują wiele. Przede wszystkim zostają obdarowani więzią. I to ich wychowuje. W szkole potrafią być łobuzami, ale gdy wchodzą do Różanego Pałacu, są grzeczni. – Tak, to prawda. W szkole rozrabiają, a tam okazują się całkiem innymi chłopakami: stają się uczynni, zaangażowani – mówi pani Bożena. I kontynuuje: – Cieszę się, że mój syn uczy się pomagania słabszym i robi to chętnie. W domu rozmawiamy o dziewczynach z Różanego Pałacu i jestem pewna, że gdziekolwiek moje dziecko spotka się z osobą z niepełnosprawnością, nie będzie miało w sobie blokady.

– Najpierw w wolontariacie była moja córka, a teraz syn, więc angażuję się już siedem lat. Pracuję na zmiany i gdy tylko mam okazję zamienić zmianę, chętnie jadę na wolontariat – opowiada Mirela Fojcik. – Moja córka Ada, która jest już absolwentką szkoły, ostatnio na wakacjach gdzieś nam zniknęła. Rozglądamy się, a ona już siedzi przy jakiejś niepełnosprawnej osobie i ochlapuje jej nogi wodą. W spotkaniach z dziewczynami z Różanego Pałacu nasze dzieci przekonują się, że osoby z niepełnosprawnością są zwykłymi ludźmi, i uczą się, jak swobodnie z nimi funkcjonować – podkreśla pani Barbara. Mamy nie tylko dowożą dzieci na wszystkie akcje, ale też pieką ciasta, szykują poczęstunek na klubowe ognisko, czy robią pamiątkowe medale na jubileusz. Wolontariat także je wciągnął na całego.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama