Nowy numer 32/2020 Archiwum

Mimo rozłąki

– Nawet gdy dzielą was kilometry, jeśli małżonkowie modlą się za siebie, to w Bogu są jednością – mówił bp Andrzej Czaja do pracujących za granicą.

Spotkanie emigrantów zarobkowych i ich rodzin z opolskim ordynariuszem w święto Świętych Młodzianków (28 grudnia) w Jemielnicy to już tradycja w diecezji.

Dzieli odległość, łączy miłość

Biskup Czaja porównał Heroda i św. Józefa, odnosząc to do budowania życia małżeńskiego. Pierwszy wpadł w gniew, że Trzej Mędrcy postąpili inaczej niż rozkazał i dlatego wymordował niewinne dzieci – z próżności i pychy. Św. Józef wsłuchiwał się w wolę Bożą i wypełniał ją, nawet kosztem swoich planów. – Człowiek musi umieć przyjąć to, że nie wszystko jest po jego myśli. Jeśli jedna ze stron będzie chciała ciągle stawiać na swoim, to życie drugiej będzie pełne bólu i ran albo dojdzie do podziału. Postawa Józefa, uległości i posłuszeństwa względem tego, co Bóg mówi, to podstawa budowania szczęścia małżeńskiego i rodzinnego – mówił biskup. Podkreślał, jak Pan Bóg wartościuje rodzinę.

– Dla Niego nie było ważne, by Jego umiłowany Syn przyszedł na świat w wygodzie życia ziemskiego. Zadbał tylko o jedno: by był On otoczony miłością – matki i ojczyma. To bardzo ważny przekaz, że ponad to, o co się staracie, by żyło się lepiej, ważniejsza dla dziecka jest rodzina i życie we wspólnocie miłości – nauczał. Wskazywał, że w utrzymaniu tej więzi, trudniejszej w sytuacji rozłąki, pomaga modlitwa za siebie nawzajem i pozostawanie w łasce uświęcającej. – Wspólnota miłości budowana w jedności z Bogiem pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile, a Boska Opatrzność dopełni to, czego nie jesteśmy w stanie dać – radził.

Marian i Aneta Szalowie z Leśnicy przyjechali na spotkanie do Jemielnicy razem z dwójką młodszych dzieci. Starsi, dorośli już, zostali w domu. – Przyjechaliśmy podziękować Panu Bogu – u nas nie jest tak źle, bo mąż co tydzień przyjeżdża i możemy co niedzielę razem iść do kościoła. Mąż walczył o to, udało się i rzeczywiście ta wspólna modlitwa, o której mówił biskup, jest ważna, a za granicą nie jest prosto być co niedzielę na Mszy św. – mówi pani Aneta. – Ja wyjechałem na Zachód, gdy miałem 10 lat. Już po ślubie zdecydowaliśmy, że mieszkamy w Polsce, ale ja dalej pracuję za granicą. Myślę o pracy na miejscu, ale jeszcze nie teraz – tłumaczy pan Marian.

Koszty emigracji

Pierwszy raz na tę Mszę św. przyjechali Irena i Norbert Sosnowie z Tułowic. – Już 22 lata mąż pracuje za granicą. Tam zarabiali też jego brat i krótko mój ojciec. Gdy mąż wyjeżdżał, myśleliśmy, że to „na jakiś czas”. Na pewno nie była to decyzja na następne 20 lat – przyznaje pani Irena. – Na początku było trudniej, nie mieliśmy wtedy nawet zwykłego stacjonarnego telefonu. Martwiłam się, czy mąż szczęśliwie dojechał, a on – czy w domu wszystko w porządku.

Zdecydowali się na to, jak wówczas wielu innych. Mieli pusty, wybudowany przez rodziców dom, jedno dziecko, marzyli o drugim, na co finanse nie pozwalały, a kondycja zakładu pracy męża nie wyglądała dobrze. Dlatego zwolnił się jeszcze przed jego upadkiem i wyjechał, a żona zajęła się domem. – Byliśmy wtedy 5–6 lat po ślubie. Najpierw pracowałem w Berlinie i w Lipsku, więc mogłem przyjeżdżać co tydzień. Potem bywało różnie, teraz mam do domu ok. tysiąca km. A żona – podziwiam ją za to, że sobie radzi, gdy zostaje tu ze wszystkim. Gdy wracam, chciałoby się w te parę dni zrobić wszystko, co trzeba, a jednocześnie też pobyć ze sobą. Teraz dzieci są już dorosłe, ale wcześniej im też trzeba było poświęcić czas – opowiada pan Norbert.

– Rozłąka ma bardzo negatywne skutki, ale i parę pozytywnych: człowiek zatęskni, ochłonie trochę, jak są jakieś nerwy, docenia obecność małżonka. Same wyjazdy nigdy nie są przyczyną rozwodu. Musi być więcej czynników, że te więzi słabną – podsumowuje pani Irena. Jednak dodaje: – Dla mnie najtrudniejsze jest to, że konsekwencje tych wyjazdów ponoszą nasze dzieci. Tego się nie da odrobić, choć nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. I choć są już dorosłe, córka niedługo wychodzi za mąż, ja widzę, że te negatywne skutki są wciąż odczuwalne. One nie chcą nawet słyszeć o wyjeździe zarobkowym. Nasz przykład im wystarczy, nie chcą takiego życia, mimo że się staraliśmy. Dlatego to odradzamy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama