Nowy numer 07/2020 Archiwum

Odkrywca śląskich talentów

Otwierał nam drogę do Boga usłaną muzycznymi perłami – tak o zmarłym niedawno ks. Jerzym Kowoliku mówi prof. Jan Ballarin, muzyk.

To był naprawdę wyjątkowy człowiek. Byliśmy złączeni serdeczną przyjaźnią od kilkudziesięciu lat. Poznaliśmy się w latach 90. ubiegłego wieku dzięki orkiestrze, którą założył w Naczęsławicach, gdzie był proboszczem. Tak zaczęła się współpraca trwająca 26 lat – wspomina solista operowy i profesor Akademii Muzycznej w Katowicach.

– Skompletować w małej wiosce orkiestrę symfoniczną w pełnym składzie to był ewenement na skalę światową. Przy tym ksiądz wybierał utwory ambitne, nawet jeśli były wyzwaniem dla jego muzyków. Dzięki niemu poznawałem na każdy okres liturgii kościelnej, czy to Wielki Post czy Boże Narodzenie, śląskie utwory muzyki sakralnej, które naprawdę zdumiewały. On sam aranżował, skomponował dwie Pasje pt. „Dramat miłości” wg Ewangelii św. Jana i Mateusza, pisane językiem nowoczesnym, współczesnym, oratorium o św. Janie Vianneyu, którego uwielbiał. Szczególnie zaś kochał muzykę śląską – wspomina.

Przywrócić ich muzyce

– Od kiedy skończyłem podstawówkę, miałem marzenie, by zostać dyrygentem i organistą. Ksiądz Kowolik był moim wykładowcą w Studium Organistowskim w Opolu. Miał specyficzny sposób bycia, mówił niskim głosem, szybko i już wówczas przemycał nieco informacji o śląskich kompozytorach: Józefie Ignacym Schnablu, Józefie Elsnerze czy Ignacym Reimannie... Po tym, jak pomagałem mu przygotowywać uroczystości na przyjazd Jana Pawła II na Górę Świętej Anny, zaczął opowiadać nieco więcej, zaprosił mnie do siebie i odkryłem, jak wiele wiadomości o nich zgromadził – opowiada prof. Piotr Baron, dyrygent, dziekan Wydziału Jazzu PWSZ w Nysie, organista i kompozytor.

– Spotykaliśmy się regularnie i zawsze na to czekałem, bo on miał ogromną wiedzę na temat muzyki. Jego konikiem był m.in. Gustaw Mahler, J.S. Bach, ukochany J.I. Schnabel. Bardzo mi go brak. Nie wiem, czy ktoś będzie w stanie kontynuować albo choć zebrać jego dorobek. To setki utworów, które rozpisywał na głosy, partytury, kompletował. I robił to do końca, jeszcze kilka dni przed śmiercią – przyznaje prof. Ballarin.

Ksiądz Jerzy nie tylko zbierał nuty, ale poznawał ze sobą muzyków różnych pokoleń, inspirował. – Sprawiał, że ludzie muzykowali, prowadził chór, choć sam śpiewał nie najlepiej. To on zaszczepił we mnie tego bakcyla poszukiwania, m.in. dzięki niemu zostałem dyrygentem i naukowcem. Gdy tuż po obronie magisterskiej wyjechałem do instytutu badań nad muzykami śląskimi w Bergisch Gladbach i zacząłem opowiadać o tych, których znałem od ks. Jerzego, włączyli mnie do prac nad Leksykonem Śląskich Kompozytorów. Kiedy wymyśliłem Festiwal Kompozytorów Śląskich, ks. Jerzy przygotowywał nuty. Pamiętam, że wzbudzał u filharmoników szacunek i sympatię, choć w partyturach zdarzały się błędy. Nic dziwnego, pisał je całymi nocami – opowiada nyski wykładowca. Solistami na jego koncertach byli młodzi filharmonicy, studenci, absolwenci uczelni muzycznych, którzy później występowali na światowych estradach, np. Ewa Biegas, Anna Borucka czy Bernard Ładysz.

– Ks. Jerzy miał wysokie wymagania, ale była serdeczna atmosfera, stąd każdy chętnie jeździł do niego, tym bardziej, że odbiór ludzi w kościele też był wspaniały. Dzięki niemu poznałem wiele wspaniałych osób i tyle pięknych śląskich pieśni – uśmiecha się prof. Ballarin.

Piękno liturgii

Ksiądz Kowolik to także współredaktor „Drogi do nieba”, „Chorału opolskiego” i inicjator pielgrzymek chórów na Górę Świętej Anny. – On był przede wszystkim księdzem, ale także znakomitym muzykiem i człowiekiem z pasją. Kochał muzykę i przez nią prowadził do Boga – mówi prof. Ballarin. – Powtarzał, że muzyka to najwspanialszy dar, który Bóg dał swoim umiłowanym dzieciom, żeby połączyć niebo z ziemią – zgadza się z nim prof. Baron. – Zachwycało mnie, z jak wielką pieczołowitością podchodził do kształcenia chórów i wydawania śpiewników, aby podnieść poziom muzyki kościelnej. Nauczył mnie dbałości o muzykę liturgiczną. Mawiał, że gdyby miał przyjechać np. prezydent RP, to wszyscy by szykowali wiersze, pieśni itp., a tu przecież codziennie na ołtarzu jest Pan Jezus, który składa ofiarę z siebie samego za nas – tłumaczy.

W ostatnich latach, na emeryturze, poświęcał czas na częstsze wyjazdy do Wrocławia, do archiwum biblioteki na Piaskach. Opowiadał o ponad 14 tys. nieskatalogowanych woluminów, które tam przeszukiwał, przepisywał, fotografował. – Ciągle zachęcał mnie, by zająć się tematem kompozytorów śląskich. Po jego śmierci, na prośbę rodziny, pojechałem do jego domu, by spojrzeć na to, co pozostawił. To, co zobaczyłem, powaliło mnie na kolana. Tysiące stron nut, materiały o kilkudziesięciu kompozytorach, w tym kilkunastu, o których nawet ja nie miałem pojęcia. To skarb, który trzeba ocalić, by praca ks. Jerzego nie poszła na marne – podsumowuje Piotr Baron.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama