Nowy numer 07/2020 Archiwum

Nauka przez graczki

O dawnych śląskich zabawach i zabawkach mówiono na spotkaniu z Markiem Szołtyskiem.

Temat spotkania, które odbyło się 16 stycznia w Muzeum Ziemi Kozielskiej, był jedynie pretekstem do spojrzenia na życie śląskiej rodziny, wychowanie i zwyczaje. Wszystkich gier nie dało się opisać (zuska, murzin, w chowanego z zaklepywaniem, skakanie przez pola narysowane węglem drzewnym), ale była okazja posłuchać śląskiej gwary i przypomnieć sobie dawne czasy bądź przysłowia.

Bo przecież dzieci nieraz, bawiąc się, słyszały od rodziców, że „z graczków przidą płaczki”. I faktycznie często kończyło się łzami.

Szkoła życia

– Pierwsze, co trza wiedzieć, to że dawniej śląskie dziecko nigdy się nie nudziło, bo ciągle było coś do roboty. Pasło się krowy, pomagało rodzicom, by uczyć się pracowitości, a nie „patrzeć głupot” – opowiadał Marek Szołtysek. Jedną z najpowszechniejszych zabaw była gra w piłkę. Nie taką jak dziś, tylko własnoręcznie zrobiony tzw. szmaciok. – To nie takie proste: wyciąć elementy i zszyć, żeby była równa. Trzeba było zdobyć materiał, nici i igłę, no i wypełnienie. Nikt nie wydałby pieniędzy na watę, więc były trociny, pozbierane skrzętnie wcześniej, np. gdy ojciec czy dziadek cięli drewno. To uczyło zapobiegliwości, planowania i tego, że coś „się przido”. Wychodziło się na dwór i godało: „mom nowi szmaciok”, ale grać mogli tylko ci, którzy też mieli piłkę – na zmianę, żeby się nie zniszczyła. To uczyło socjalizacji, eliminowało cwaniactwo i nieróbstwo. Dziouchy robiły podobnie lalki, tzw. bachroczki. Piłki ze skóry i pęcherza świńskiego, czyli tzw. pacharzyny, były czymś ekskluzywnym, bo i pęcherz miał wiele ważniejszych zastosowań (np. jako worek na tabakę), i skóra (buty). Bo wtedy ludzie chodzili przeważnie boso, nawet do kościoła. Często mieszkający obok ludzie stawiali ławkę, na której się siadało, by założyć buty. To było przemyślane, bo jakby się ludzie opierali o płot, toby go złamali, a tak siadali na ławce i go nie zniszczyli... – tłumaczył śląską mentalność prelegent.

Zmysł obserwacji i zdolności manualne wyrabiało robienie papierowych kwiatów z bibuły – nie bez celu, tylko np. do palm, wianków czy wieńców nagrobnych. Pożyteczne było szycie np. strojów dla lalek, sztikowanie (czyli wyszywanie, haft) chusteczek czy serwet, sztrykowanie (robienie na drutach) lub heklowanie (szydełkowanie), bo uczyło czegoś przydatnego w życiu. – Jak dostałam w prezencie kołyskę dla lalki z pościelą, szyłam poszewki, ubranka, jako siedmiolatka heklowałam i dziś nadal robię skarpety dla wnuków. Tego się nie zapomina – przyznaje Róża Kerner, jedna ze słuchaczek.

Od muzyki po broń

Jako że Ślązacy to ludzie muzykalni, często całe rodziny śpiewały i grały na różnych instrumentach: harmonii, trąbce czy harmonijce ustnej. A dzieci – na zrobionym bębenku, źdźble trawy albo na grzebieniu... Jeśli ktoś umiał, mógł wydłubać piszczałkę. Łatwiej było zrobić łuk, szlojder (procę) albo jakieś szczyladło: flinta lub pistołla na druciki. To jednak wymagało sprytu. – Dobrej deski żaden dorosły na zabawkę nie dał, bo się przydała do czegoś innego, więc z kolegą ukradliśmy sąsiadowi sztachetę. Ale wyciągnęliśmy pięć i ułożyliśmy je trochę rzadziej, bo jakby została dziura, kury by uciekły, on by zauważył i byłoby larmo. Potem trza było deskę podzielić, wyrajbować (wyszlifować) piaskiem, pocierając go cegłówką, starym gwoździem (bo warsztat ojciec zamykał) zrobić dziurę tak, żeby deska nie pękła, umocować haczyk z drutu, wyciągnąć mamie z prania gumkę, a potem strzelać kawałkami drutu np. do zgniłych owoców. Wszystko po kryjomu, dlatego lepsza była mniejsza pistołla. Prościej było toczyć felgę z roweru patykiem, nawinąć na szpulkę sznurek, by powstał bąk czy jo-jo, z gazety zrobić czapkę na głowę, statek albo grę w piekło-niebo. Z dziurawych skarpet (fuzekli) i guzików powstawały stworki „beboki”. A chusteczkę, którą miało każde dziecko, wiązało się w żabę bądź mysz.

– Dzięki temu od dziecka uczyło się kreatywności, różnych umiejętności, pracowitości i materiałoznawstwa... – podkreśla gawędziarz. I tłumaczy, że Ślązoki to są inni ludzie, inna mentalność. – Żeby zrozumieć Śląsk, popatrzcie na te trzy misie powiązane sznurkiem. Tu też, cokolwiek chwycę, zawsze jest coś z kultury niemieckiej, polskiej, czeskiej, żydowskiej, robotniczej, chłopskiej i innej. To jest powiązane. Rosło się w wielopokoleniowych rodzinach, słuchało opwowiadań ciotek, starzików, uczyło od nich. Człowiek wyrastał w takich uwarunkowaniach i to było przyczyną tej inności – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama