Nowy numer 28/2020 Archiwum

103 zamordowanych

W 75. rocznicę przejścia Armii Czerwonej w Opolu-Zakrzowie upamiętniono zabitych mieszkańców.

Uroczystości odbyły się 25 stycznia w kaplicy św. Anny. Miały przypomnieć 103 mieszkańców Zakrzowa, którzy w czasie od 23 stycznia do marca 1945 roku zostali zamordowani przez czerwonoarmistów. Wśród zabitych były całe rodziny, nawet kilkumiesięczne dzieci.

Rosyjska ruletka

– W nocy z 23 na 24 stycznia Armia Czerwona ruszyła na Opole, zdobywając je niemal bez walki, i przejęła władzę. Tu przez prawie dwa miesiące przebiegała linia frontu, żołnierze mieli broń i wolną rękę. To wtedy doszło do mordów cywilów. A przez kolejne dekady nie można było o tym mówić, bo przecież Armia Czerwona nas wyzwoliła – opowiadał Stanisław Skakuj, dawny radny i społecznik z Zakrzowa, nakreślając tło historyczne. Tablicę z nazwiskami ofiar umieszczono w kaplicy dopiero w 2015 r. Bardziej poruszające były wspomnienia kilku świadków.

– Już po wyjściu z piwnicy, gdzie z większą gromadą dorosłych i dzieci przetrwaliśmy działania frontowe, przedstawił się naszym oczom widok zwłok dwóch mężczyzn w cywilu, leżących z rozciągniętymi rękami, twarzą do ziemi. Po wielu godzinach przebywania w piwnicy dzieci były głodne. Nasza ciocia poszła po mleko do niedaleko mieszkających gospodarzy i wróciła przerażona z wieścią, że zastała zwłoki całej rodziny rozstrzelanej w obejściu gospodarskim... – to początek odczytanej relacji dr Ruth Borkowski z domu Ratuschny, mieszkającej obecnie w Niemczech. Jej rodzina uciekła do krewnych w Krzanowicach, ale i tam wkrótce dotarli Sowieci, na oczach bliskich zabili strzałem w głowę leżącego w łóżku ojca, przy płaczu i krzyku dzieci dniami i nocami żołnierze zabierali też kobiety, w tym mamę pani Ruth.

– Widziałam dwa czołgi: pierwszy przejechał tory i strzelił do domu Grossów, tak że cały róg odleciał. Dojechali do ul. Budowlanych, skręcili do wsi, jechali powoli, a żołnierze sprawdzali dom po domu. Ci, co szli z drugim czołgiem, strzelali i podpalali. Nas wygonili i szliśmy pieszo do Luboszyc. Przenocowaliśmy w jednym z gospodarstw, ale po 1–2 dniach rodzice chcieli wracać, bo w domu zostało niekarmione bydło. Zatrzymali nas żołnierze ruscy na koniach i nie puścili dalej, ale inni podwieźli moją mamę i czteroletniego brata do Zakrzowa. Po kilku dniach okazało się, że zostali zastrzeleni oboje. Tatę zabrali do Łabęd i wychowywała nas ciocia – drżącym jeszcze głosem opowiada Edeltrauda Kasperek (z domu Skrzipczyk).

Dorota Draguć, wówczas czternastoletnia, nie była na miejscu, ale relacjonuje zwierzenia innej mieszkanki: – Opowiadała, jak z rodziną byli postawieni przez czerwonoarmistę pod ścianą w kuchni na rozstrzelanie. Kiedy zdjęła z ręki zegarek i dała mu, pozwolił jej i córce schować się w drugim pokoju, synek wsunął się za piec. Resztę rozstrzelano. „Kiedy skończyli, odsunęli pod ścianę ciała pomordowanych, a nam kazali dla siebie gotować. I myśmy gotowały, a tu leżał mój ojciec, syn i inni... A Rosjanie siedzieli, grali na harmoszce” – mówiła z bólem.

Winniśmy pamięć

– Ja urodziłem się w Lublinie, przyjechałem tu w 1949 r., chodziłem tu do przedszkola i szkoły, moi koledzy byli dziećmi pomordowanych. Bawiliśmy się razem, przebywałem w ich domach, ale nigdy nie słyszałem o tej zbrodni. Dopiero po latach, kiedy powstał pomysł tablicy pamiątkowej – przyznał Andrzej Garbarczuk, przewodniczący rady dzielnicy, współorganizator uroczystości. Po wspomnieniach młodzież ze szkoły podstawowej odczytała listę poległych, wierni odmówili za nich Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Uroczystość zakończyła Msza Święta.

– W 75. rocznicę Tragedii Górnośląskiej wierni polecają Panu bestialsko pomordowanych. To były głównie kobiety, dzieci, starsi, często kapłani czy siostry zakonne. Ci ludzie nie chwycili za broń, nie strzelali, ale chcieli żyć, pracować, służyć innym. Nie mieli w sercach nienawiści. Te 103 osoby z Zakrzowa nie zginęły w wyniku działań frontowych, ale byli zamordowani w swoich domach rodzinnych, miejscach, zdawałoby się, najbezpieczniejszych – podkreślał ks. Waldemar Klinger. – Tego nie sposób wymazać, ale ważne, by umieć przykryć ten ból woalem miłosierdzia Bożego i przebaczenia, bo inaczej człowiek jest zniewolony przez nienawiść przez całe życie – dodał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama