Nowy numer 2/2021 Archiwum

Niestrudzony

W Muzeum Ziemi Kozielskiej otwarto wystawę poświęconą ks. inf. Ludwikowi Rutynie.

To postać niezwykła. Wyświęcony w zamkniętej lwowskiej katedrze w 1941 r., w 1943 r. szczęśliwie uniknął śmierci z rąk UPA na plebanii w Baworowie k. Tarnopola, gdzie był wikariuszem. Zginęli wtedy tamtejszy organista i proboszcz. – Wyskoczył do ogrodu przez okno na poddaszu, gdzie miał swój pokoik. Ukraińcy jeszcze rzucili za nim granat, ale nie wybuchł. Dlatego mówimy, że było to cudowne ocalenie – opowiadał Józef Pławiak, jeden z przyjaciół ks. Rutyny, podczas wieczoru wspomnień w Muzeum Ziemi Kozielskiej.

10 lutego wypadła 103. rocznica urodzin ks. infułata Ludwika Rutyny (zm. 2010). Wystawa znalazła się w tutejszym muzeum, bo przez 32 lata (1958–1990) był on proboszczem kozielskiej parafii pw. św. Zygmunta i Jadwigi Śląskiej, a potem, już przebywając na nominalnej emeryturze, przez niemal 20 lat pracował z niezwykłym poświęceniem i z godnymi podziwu efektami na rodzinnym Podolu (Ukraina) – najpierw w Krzemieńcu, potem w Buczaczu. Na tę misję w rodzinnych stronach, gdzie właśnie po latach prześladowań zaczął się odradzać Kościół rzymskokatolicki, namówił go słynny przemyski arcybiskup Antoni Tokarczuk. Żyjąc bardzo skromnie (zresztą – podobnie jak w Koźlu), niestrudzenie zabiegał o odzyskanie świątyń i tworzenie wspólnot parafialnych. Odzyskał wtedy od państwa, w którym upadł już ateistyczny system komunistyczny, 40 (!) kościołów rzymskokatolickich. Wiele z nich odremontował z wydatną pomocą parafian z Koźla i okolicznych wspólnot parafialnych, a potem także kościelnego funduszu Pomocy Kościołowi na Wschodzie oraz stowarzyszeń kresowych.

– Ile on kilometrów przemierzył na Podolu wokół Buczacza na rowerze! Ile wysiłku, ile samozaparcia tego starszego już człowieka po to, żeby zanieść ludziom iskrę wiary, dać nadzieję człowiekowi i przywrócić mu jego własną twarz, jego własne serce. Przywrócić człowiekowi to, co inni ludzie chcieli zabrać: wolność, prawdę, sprawiedliwość, godność – mówił o. Henryk Kałuża SVD podczas Mszy św. w intencji ks. Rutyny, której przewodniczył obecny proboszcz ks. Marek Biernat.

Eucharystią rozpoczął się wieczór wspominania postaci i dorobku infułata. Kościół parafialny w chłodny poniedziałkowy wieczór był prawie wypełniony, a w głównej sali muzeum zabrakło miejsc siedzących. To było dobitne świadectwo, że niemal 10 lat po śmierci ks. Rutyny, który w testamencie prosił, by pochowano go obok kościoła w Koźlu, pamięć o nim jest wciąż żywa. W historii tej parafii zapisał się wieloma dokonaniami, m.in. wybudował dwa kościoły (w Rogach i w Większycach). Zresztą – to czasy komunistyczne – bez wymaganego pozwolenia, za co został skazany na 4 lata więzienia w zawieszeniu. Wspomnienia i świadectwa opowiadane w muzeum były pełne ciepła i humoru.

– Zawoziliśmy mu żywność, modlitewniki, książki polskie, dolary woziliśmy itd. On chodził bidny w sutannie obdartej, ale niczego nie chciał dla siebie. Wszystko rozdawał ludziom, dzieciom. Jak one tam czekały na cukierki, modliły się o nie! Wtedy tam niczego nie było. Ks. Rutyna był wspaniałym księdzem, bo służył ludziom. Wszystko dla człowieka, a nigdy nic dla siebie. Ludzie tamtejsi kochali go. Oni ze względu na niego przychodzili do kościoła, tak był tam szanowany. Jak tam przyjechał, to spał po ludziach, po domach, bo nie miał gdzie spać. A plebanię na początku miał w takiej komórce (w kaplicy cmentarnej – przyp. A.K.) – wspominała Halina Sozańska.

Parafia kozielska zorganizowała w sumie 19 pielgrzymek na Ukrainę, do ks. Rutyny. – W końcowym okresie pracy duszpasterskiej zarządzał tam siedmioma parafiami. Odnowił m.in. kościół w Starych Pytlikowcach, który służy także grekokatolikom – mówił Józef Pławiak. – Dla nas śp. ks. infułat Ludwik Rutyna był prostym, skromnym i dobrym człowiekiem, z powołania prawdziwym księdzem. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy. Widział w każdym człowieku człowieka, a swoim pogodnym duchem dążącym do zgody łączył ludzi, nie dzielił – mówił w imieniu grupy inicjatywnej, która starała się o zorganizowanie ekspozycji muzealnej, Grzegorz Niemiec-Sobczak. W sali głównej muzeum z pamiątek przekazanych przez grono przyjaciół w trzech gablotach umieszczono kilka rzeczy osobistych (m.in. jego pierwszą sutannę, różaniec, okulary, ordo liturgiczne z codziennymi zapiskami infułata, kopię testamentu, listy do rodziny i przyjaciół, kilka zdjęć). To tylko część pamiątek przekazanych kozielskiemu muzeum.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama