GN 2/2021 Archiwum

Całkiem inny świat

Szóstka studentów spędziła miesiąc wakacji na misyjnym wolontariacie na Kubie. Obecnie przygotowują kolejny wyjazd.

Ich głównym zadaniem było poprowadzenie półkolonii. – Przyjeżdżaliśmy do wiosek i organizowaliśmy zabawy dla dzieci. Na początku część z nich stała obok i obserwowała to, co się działo. Drugiego dnia wszyscy chętnie włączali się w zabawę, a trzeciego – przyprowadzali kolegów. Oni po prostu cieszyli się tym, że chcemy być z nimi i nie przeszkadzało im, że nie mówimy po hiszpańsku – opowiada Tobiasz Bochenek, opolanin, który był na Kubie na wolontariacie misyjnym ruchu Comunione e Liberazione.

– Te dzieci nie potrzebowały wyszukanych zabaw, dla nich wielką frajdą było choćby to, że mogli malować mi twarz czy zadawać pytania o imiona moich bliskich – mówi z błyskiem w oku i pokazuje zdjęcia roześmianych dzieci.

Wakacje w innym wydaniu

– Myśl o wyjeździe pojawiła się przed maturą. Akurat pomagałem mamie w zakupach, kiedy zadzwoniła do mnie Dominika z Białegostoku, moja koleżanka ze wspólnoty, i zapytała, czy nie chcę pojechać na wolontariat misyjny na Kubę. Od razu spytałem mamę, co o tym sądzi, bo przecież podróż za ocean nie jest małym wydatkiem – opowiada Tobiasz. – Zdecydowałem się jechać, bo widziałem w tym wolontariacie wyzwanie, okazję do bycia pomocnym, a także możliwość poświęcenia. Przecież zamiast wykorzystywać po maturze najdłuższe wakacje w życiu na wypoczywanie, najpierw pracowałem przez półtora miesiąca w Austrii, żeby później móc finansowo dołożyć się wyjazdu wolontaryjnego do kraju Trzeciego Świata. To była dobra decyzja – dzieli się.

Dlaczego celem była Kuba? – Tam misjonarzem jest ks. Adam Wiński z Białegostoku, który należy do ruchu Comunione e Liberazione. To on w 2018 r. po raz pierwszy zaprosił do pomocy studentów z naszej wspólnoty. Uczestniczyłem w drugim wyjeździe, który odbywał się w sierpniu 2019 r. Był ze mną mój brat bliźniak Dominik, a także Karolina i Dominika z Białegostoku, Marysia z Warszawy i współlokator mojego brata, Bartek z Krakowa. Dobrze się znamy, przyjaźnimy, a na misje jechaliśmy w imieniu naszego ruchu. Głównym celem były półkolonie dla dzieci z wiosek, ale chcieliśmy też na inne sposoby wspomóc ks. Adama i jego parafian – wyjaśnia Tobiasz.

Kraj kontrastów

– Do wyjazdu przygotowywaliśmy się na cotygodniowych tzw. szkołach wspólnoty, ale też zbieraliśmy będące w dobrym stanie telefony z funkcją WiFi i laptopy, czy zorganizowaliśmy internetową zrzutkę, żeby móc kupić przybory szkolne dla dzieci, prezenty dla młodzieży i witaminy dla ks. Adama. W efekcie przed wylotem staraliśmy się w 20-kilogramowy bagaż zmieścić jak najwięcej potrzebnych rzeczy. Specjalnie pakowaliśmy niewiele ubrań, żeby niepotrzebnie nie zajmowały miejsca – podkreśla Tobiasz.

– Myślę, że najważniejsze, co mogliśmy tam zawieźć, to doświadczenie wspólnoty, bycia razem i radosnego spędzania czasu. Na półkolonie jeździliśmy wspólnie z księdzem i kubańską młodzieżą. Oni po zabawie prowadzili katechezę. Czytali dzieciom bajki na podstawie Ewangelii i prowadzili tematyczne rozmowy – opowiada. – Kubańczycy obdarzyli nas kredytem zaufania. Zadziwiała mnie ich otwartość i serdeczność. Szczerze cieszyli się, że ktoś z Europy do nich przyjechał. Do nich, a nie do kurortów. Kuba, jaką znają turyści, to całkiem inny świat niż ten, w którym rzeczywiście żyją Kubańczycy – podkreśla Tobiasz.

– To kraj, który jest bardzo trudny do życia. Będąc tam, uczyłem się zawierzenia – dodaje. Mówi o kryzysie paliwowym, który oznaczał, że w ogóle nie można było kupić paliwa. Mówi o przerwach w dostawie wody, stąd na dachach umieszczane są zbiorniki na deszczówkę. O internecie dostępnym tylko na kartki, o lodach, które dostali dopiero za czwartym razem. – Mówi się, że na Kubie sportem narodowym jest stanie w kolejkach. Ludzie zarabiają bardzo mało, wielu produktów w ogóle nie mogą kupić. Jeżdżą starymi samochodami. Mają niewiele, ale są szczęśliwi – tłumaczy Tobiasz.

Coś od siebie

– Przez świadectwo i przykład ks. Adama nabrałem chęci współtworzenia jego misji. My byliśmy na Kubie tylko miesiąc, on jest tam, z dala od Polski, na stałe. Chciałbym mu jeszcze coś od siebie dać. Obecnie jestem w grupie 14 osób przygotowujących się do tegorocznego wyjazdu misyjnego naszego ruchu, ale jeszcze nie wiem, czy znajdę się w gronie ósemki, która wyleci na Kubę – mówi Tobiasz. W niedzielę 23 lutego misyjne dzieło studentów z Comunione e Liberazione wsparła parafia św. Karola Boromeusza na opolskich Chabrach, w której Tobiasz i Dominik Bochenkowie przez 7 lat służyli przy ołtarzu. Bliźniacy i ich przyjaciele ze wspólnoty opowiadali o inicjatywie wolontariatu misyjnego, dzielili się swoim doświadczeniem i zachęcali do wsparcia misji na Kubie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama