GN 2/2021 Archiwum

Samowystarczalni nie jesteśmy

Błażej Strzelczyk: – Nie roszczę sobie prawa, by powiedzieć, jaka jest recepta na udany związek, na udane życie.

Ma niewiele ponad 30 lat. Jest dziennikarzem, publicystą i autorem wywiadów. Jego książka „Moja żona głaszcze jeże”, która stała się przyczynkiem do spotkania w Opolu, to zbiór rozmów małżeńskich m.in. z Hanną i Antonim Gucwińskimi, Joanną i Janem Kulmami czy Grażyną i Wojciechem Jagielskimi.

Poszczególne pary, a jest ich dziesięć, łączy to, że mają długi staż wspólnego życia. Wydawać by się mogło, że powstała książka o miłości i małżeństwie, ale małżeństwo staje się w niej tylko tłem do dyskusji o tym, jak żyć. Czytelnik jest zapraszany do stołu, przy którym po prostu toczy się rozmowa.

Starość

– Wolę rozmawiać ze starcami niż z młodziakami, ponieważ młodzi ludzie szamoczą się i szarpią, a starcy mają piękną umiejętność odpuszczania. Odpuszczają, ponieważ wiedzą, że coś jest nieważne. My, młodzi, ciągle się szamoczemy, oczekujemy od rzeczy, że powinny być idealne, a starzec już wie, że rzeczy nie są idealne i nie musi się szarpać, by je udoskonalać – mówi Błażej Strzelczyk. – Chciałem oddać rynkowi wydawniczemu książkę o autorytetach, książkę delikatną i czułą. Współcześnie osoba starsza nie jest już autorytetem, na poziomie technicznym nie dogoni swojego syna czy wnuka. Tymczasem starzec, kiedy spojrzy za siebie, więcej widzi, ponieważ więcej przeżył i doświadczył. Mieszkam w domu dla bezdomnych. To ludzie chorzy i starzy, słabi fizycznie i słabi psychicznie. Starość, która nieraz nam się jawi jako pogodna jesień życia, to tak naprawdę demencja, alzheimer, pampersowanie. Starość nie jawi się jako coś pięknego, ale krajobraz, jaki ma starzec, jest szalenie dla mnie interesujący – przekonuje autor.

Małżeństwo

– Ktoś, kto ma 20 lat, decyduje, że będzie z drugą osobą żyć, i przez kolejne 50 lat to się dzieje. Gdy to sobie uświadomimy, to przecież widzimy, że jest to zadziwiające. Co się wie, gdy ma się 20 lat? A tym małżeństwom to się udaje. Jak to się dzieje? – zastanawia się Błażej Strzelczyk. Podkreśla, że jego książka nie przynosi jednej konkretnej recepty, bo każda z opowieści jest inna. Jedni potrzebują w związku napięcia, bo uważają, że w przeciwnym razie jest nudno i nic się nie dzieje, a u innych musi być delikatność i uważność na siebie nawzajem.

– Tacy jesteśmy, jacy jesteśmy w domu, jacy jesteśmy dla naszych najbliższych. Publicznie możemy być ekspertami, a w domu – łajdakami. Dlatego lepiej przyjrzeć się temu, jakim się jest w domu, na co dzień, dla swojego partnera czy partnerki. Prawda o nas jest wtedy, kiedy wyłączamy Facebooka. Przecież przykładowo mogę pisać piękne i wzruszające posty o bezdomnych, a traktować ich jak przedmioty, a nie jak współpartnerów do życia. Ważne jest to, kim jesteśmy prywatnie – podkreśla dziennikarz.

Dysputy spisane na kartach książki toczą się w domach małżonków, przy ich stołach. – Większość z nich to rozmowy prywatne, które odbywają się jakby w ich własnym, małżeńskim języku. Z kolei wywiad z Justyną Pronobis-Szczylik i Cezarym Szczylikiem jest rozmową diagnozującą świat miłości i związków, rozmową dla mnie terapeutyczną – przyznaje B. Strzelczyk. A nawiązując do spotkania z himalaistą Ludwikiem Wilczyńskim i jego żoną Barbarą, podkreśla też to, że osobiście większy heroizm i bohaterstwo widzi w zaangażowaniu się w codzienne staranie o dobro swojej rodziny niż we wspinaniu się zimą na ośmiotysięcznik.

Bezdomność

Choć przyczynkiem do spotkania w WBP była książka „Moja żona głaszcze jeże”, to tocząca się rozmowa miała też drugi wątek, do którego Błażej Strzelczyk wielokrotnie nawiązywał. Mówił o bezdomnych, z którymi od trzech lat mieszka we wspólnocie Chleb Życia, założonej przez s. Małgorzatę Chmielewską. Zrezygnował z pracy w mediach, zrezygnował z publicystyki i po prostu dba o tych, którzy są bez dachu nad głową, często mocno schorowani i starzy.

– Łatwo powiedzieć, że bezdomny to ofiara. Ale w moim schronisku są również sprawcy. Fundamentalne pytanie brzmi: co zrobimy w społeczeństwie z tymi, którzy są draniami? Moja wspólnota po prostu o nich dba, bez zadawania pytań o ich przeszłość. Życie jest za krótkie, żeby skupiać się wyłącznie na sobie. Jeśli uwierzymy w opowieść coachów, że jesteśmy samowystarczalni, to przegramy. Jesteśmy stworzeni do relacji i bycia we wspólnocie. Uratuje nas to, że będziemy robić coś wspólnie dla tych, którzy nic nie mają. Przecież nie mam żadnej zasługi w tym, że urodziłem się w domu, w którym są miłość i pieniądze. Co z tym zrobię? Albo zatrzymam to tylko dla siebie, albo podzielę się z tymi, którzy tego nie zaznali, bo urodzili się w innych domach – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama