Nowy numer 48/2020 Archiwum

Twarz Caritas

– Staramy się jak najlepiej zabezpieczyć siebie oraz pacjentów i mimo obaw jedziemy do nich – przyznają pielęgniarki ze stacji opieki.

Jasne, że się boimy. Nie tyle o siebie, bo ryzyko jest wpisane w zawód pielęgniarki, ile o naszych pacjentów. Ale jak mielibyśmy ich teraz zostawić? Do niektórych jeździmy od lat, jesteśmy jak członek rodziny albo jedyny odwiedzający ich gość, gdy w czasie pandemii sąsiedzi i znajomi się od nich izolują, nie chcąc ich zarazić. Oni czekają na ten kontakt tak samo jak na pomoc medyczną – przyznaje Adriana Proksza, jedna z pielęgniarek Caritas.

Trudny czas

– Niestety, sytuacja nie wygląda zbyt optymistycznie dla osób chorych, które są pielęgnowane w domach. Mamy obecnie do czynienia dosłownie z exodusem środowisk medycznych z domów. Kontakt z lekarzem odbywa się, nie licząc wyjątkowych przypadków, tylko przez telewizyty, a to często nie spełnia potrzeb pacjentów. Rodzina też nie zawsze jest wydolna w opiece. Czas pandemii pokazuje, jak bardzo ludzki, a równocześnie głęboko chrześcijański i pełny sensu jest program pielęgniarskiej opieki domowej w wykonaniu Stacji Opieki Caritas – mówi ks. Arnold Drechsler, dyrektor Caritas Diecezji Opolskiej. Podkreśla, że poprzez dzieło, które zainicjował prawie 30 lat temu abp Alfons Nossol, sytuacja chorych, zwłaszcza obecnie, jest lepsza niż w innych regionach. Od razu wyraża też wdzięczność wobec opolskiego Urzędu Marszałkowskiego za pomoc finansową w zakupie środków ochrony osobistej dla personelu stacji opieki. To umożliwiło kontynuację wyjazdów do chorych mimo epidemii. Stacje Opieki Caritas wszystko, co możliwe, także wykonują teraz w formie telewizyt lub teleporad pielęgniarsko-lekarskich. – Od 9 marca do 30 kwietnia było ich 7766. Ale są także wizyty domowe – było ich w tym czasie 33 065. Każda ze 112 pielęgniarek Caritas odwiedza codziennie 6–7 chorych. 51 procent chorych wymaga bowiem opieki długoterminowej, w tym 20 procent – opieki paliatywno-hospicyjnej. A aż 15 procent podopiecznych mieszka w jednoosobowych gospodarstwach domowych, nierzadko w domu położonym na uboczu – podsumowuje liczbowo posługę w diecezji dyrektor.

Oswoić strach

– Na początku był chaos – nie było jasne, co można, a czego nie. Nie było wystarczająco dużo środków ochronnych. Pacjentom trzeba było tłumaczyć konieczność stosowania się do zaleceń, zachowania dystansu, inni nie chcieli nas wpuścić, bo się bali, że przyniesiemy im koronawirusa i inne zarazki. Innych musieliśmy uspokajać, że sądząc po podanych objawach, nie są chorzy na COVID-19 albo że postępują właściwie, bo po obejrzeniu w mediach różnych wywiadów dzwonili pełni niepokoju. W większości domów rodzina przejęła część opieki, choć zdarzało się, że nie chcieli się sami zająć bliskim – opowiadają pielęgniarki Caritas. Teraz mają procedury: wywiad epidemiczny, wyrażenie zgody na przyjęcie wizyty domowej, wizyty krótkie, czynności pielęgnacyjne ograniczone do minimum. Idą głównie tam, gdzie trzeba podać kroplówkę, wykonać iniekcję, opatrzyć przewlekłe rany, a pacjent mieszka sam.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama