Nowy numer 32/2020 Archiwum

Ukradziony orzech

Mamy głowy nabite dwoma wiodącymi tematami - koronawirus i wybory. Oba ważne, oba narzucające się z impetem, oba splątane ze sobą wzajemnie. Gorzej chyba być nie mogło.

Ver erat æternum placidique tepentibus auris... Tak, tak, ja z liceum, gdzie takich rzeczy uczyli. To pierwszy wers poematu "Metamorfozy" starożytnego Owidiusza. Początek zachwytu nad wiosną. I tą w przyrodzie, i tą wiosną, która w dziejach świata była początkiem. Chwalę sobie mój emerycki tryb życia na wsi, u stóp gór, nad potokiem, w krajobrazowym parku. Wyszedłem dziś, jak każdego ranka, z psem na należny mu spacer. Chłodno, ale pięknie. Wieczorem księżyc nad górami prześwietlił bure chmury i namalował wspaniałe, wielokolorowe widowisko nad buczyną. Niesamowity efekt, piękny jak z barokowego obrazu. A dziś rano słońce i kolory. Inne, też piękne.

I widowisko u potoka... Na wodzie kacza mama z pięciorgiem małych... Tydzień temu była siódemka. Ostatnie zimne dni okazały się pewnie próbą życia. Jak te malce balansują na wodzie! Wygląda, że bystrzyna spłucze małe łódeczki, ale gdzież tam! Świetnie sobie radzą. A tuż nad nimi dzięcioł, taki z białym, czarnym i czerwonym. Wylądował na lipie i na piechotę wspiął się do rozgałęzionych konarów drzewa. Podział się gdzieś... Za chwilę wychynął z dziupli z orzechem w dziobie! Aha! Kryjówka wiewiórek. Odfrunął - jak mu to się udało z takim obciążeniem? Za moment wbiegła na lipę wiewiórka. Prosto w to samo miejsce, wyskoczyła jak oparzona i zaczęła nerwowo szukać po konarach. "Okradli mnie!" - zdawała się wołać. I wtedy wróciły w mojej pamięci pierwsze wersy Owidiuszowego poematu o metamorfozach, gdy wiosenny zefir muskał wyrosłe bez nasienia kwiaty...

Kaczuszki gdzieś popłynęły, pies węszył w trawie. A mnie się w głowie (a pewnie i w duszy) uspokoiło. Bo wieczorem poszedłem spać z totalnym mętlikiem we łbie. No, bo wiecie, towarzysze, debata publiczna kandydatów na prezydenta była. Do końca nie dosiedziałem, a po kilku kolejkach odpowiedzi czułem się jak po kilku też kolejkach, ale śliwowicy. Niby to nie czujesz procentów, a w głowie kogel-mogel. Tyle przynajmniej, że nie skakali sobie za bardzo do oczu. Przydały się rekomendacje ministra Szumowskiego i odległość większa niż kiedyś "szkolna". No i ten gong bezlitośnie sprzężony z wyłącznikiem mikrofonu. A o poukładaniu sobie wszystkiego w głowie to już po dwóch kolejkach mowy nie było. No, może inni mają głowę tęższą od mojej.

Tak, mamy głowy nabite dwoma wiodącymi tematami - koronawirus i wybory. Oba ważne, oba narzucające się z impetem, oba splątane ze sobą wzajemnie. Gorzej chyba być nie mogło. Piszę to rano w dzień po debacie. Do soboty na pewno zajdą nowe okoliczności. Ktoś komuś z dziupli orzecha rąbnie, ktoś nie przetrzyma chłodnej wiosennej aury. Wieczorami, jak u nas na obrzeżu sudeckiego boru, lisy skradać się będą. Ale lisy są głupie. Zdradza je to ich szczekanie, z którego można poznać, gdzie są, ile starych, ile młodych i czy już się wyniosły. Ale one po kilku dniach wracają. Jak to mówili w Galicji: "Głód - wielgi pón".

A ja bym wolał, żeby wszystkie polityczne lisy były syte, by miały dobrze odkarmione dzieci, urządzone nory. Pozwolić im szczekać do woli - będziemy wiedzieć, gdzie i jakie kręcą się poza płotami. Kiedyś mój rudy kot zwany Złotkiem trafił pomiędzy trzy rude lisy. Noc. Widziałem to zza płota. Wydawało się, że przyszła kryska na Matyska. Zachował spokój, przechytrzył rabusiów i uszedł z życiem. Znaczy, że można. Ale nie wolno dać się zwariować - ani koronawirusowi, ani wyborom czy w ogóle politykom. Nie, nie wolno ustawić się bokiem i powiedzieć, że mnie to nie bawi. Jeśli kogoś nie bawi dziś, to za rok może cieniutko skowytać. Dlatego powiadają mądrzy ludzie: musi cię bawić. I koronawirus, i wybory - czy w ogóle polityka. A takie poranne spacery nad potok za oknami gorąco polecam. Mogą być, oczywiście, inne sposoby i formy odreagowania, sił duchowych regenerowania, głębszego oddechu nabierania - nawet z maseczką.

Bo to już starożytny Owidiusz wiedział, że metamorfozy świata nie zawsze idą w dobrą stronę. Oby przynajmniej wiosnę każdy zachował w sercu. Jeśli jest chrześcijaninem, to i motywy ma głębsze, i cele, i środki ku temu. A bez tego jednego orzecha ukradzionego z dziupli też przeżyjemy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama