Nowy numer 49/2020 Archiwum

Z modlitwą przez pola

Po raz drugi procesja konna wyruszyła sprzed ruin pałacu Eichendorffa.

Spotkali się w sobotę 13 czerwca przed południem w Łubowicach (gm. Rudnik), by po odmówieniu modlitwy Anioł Pański wziąć obraz św. Urbana i ruszyć polnymi drogami. Zatrzymywali się przy polnych krzyżach, dziękując za deszcz i prosząc przez wstawiennictwo patrona rolników o błogosławieństwo i urodzaj.

– Wspomnienie św. Urbana przypada 25 maja, ale z powodu pandemii musieliśmy przesunąć procesję. Cieszymy się, że doszła do skutku, bo to jedno z niewielu wydarzeń, które odbyły się w tym roku. I tak jak nauczyli nas przodkowie: zaczynamy od Boga, modlitwy, a potem będzie czas na spotkanie, zawody i zabawę – mówi Sylwia Kitel, współorganizatorka z pobliskiej Ligoty Książęcej, prezes Terenowego Koła Hodowców Koni w Raciborzu. Modlitwę poprowadził ks. Andrzej Styra, proboszcz miejscowej parafii. Organizatorem procesji jest gmina Rudnik, której wójt Piotr Rybka też hoduje konie i powozi. Najpierw planowano, żeby co roku robić procesję w innej wiosce, ale uczestnicy stwierdzili, że to miejsce ma swój urok i wydarzenie powinno zostać właśnie tam. – W powiecie raciborskim odbywają się konne procesje wielkanocne, są też organizowane ku czci św. Floriana i Urbana np. w Pogrzebieniu, Kornowacu czy Lubomi. U nas nie było takiej tradycji, choć mamy wielu hodowców. Stwierdziliśmy, że warto coś takiego wprowadzić i udało się. To okazja do promocji gminy, ale przede wszystkim to spotkanie jest potrzebne nam, hodowcom – dopowiada Piotr Rybka. W procesji, a potem w amatorskich zawodach odbywających się przy ruinach pałacu łubowickiego poety Josepha von Eichendorffa, wzięło udział 55 koni i 13 powozów – z pobliskich miejscowości, ale i Wodzisławia Śl., Reńskiej Wsi, Przewozu, Poręby. W większości uczestnicy przyjeżdżali całymi rodzinami. – Jesteśmy tu pierwszy raz i cieszymy się bardzo, że się udało, bo to w tym roku chyba pierwszy taki wyjazd. Warto hodować konie – my robimy to amatorsko, nie żyjemy z tego. To hobby zajmuje dużo czasu, bo o zwierzę trzeba dbać, ale jest z tego radość, że można mile spędzić czas z rodziną oraz spotkać się z innymi hodowcami – przyznaje Adam Mężyk, który przyjechał do Łubowic z Wodzisławia Śląskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama