Nowy numer 23/2021 Archiwum

Pod jednym dachem

W wakacje młodzież zadomowiła się w Kurniku.

Na Górze św. Anny w domu diecezjalnego duszpasterstwa młodzieży Ławka odbyły się trzy tygodniowe turnusy Wakacyjnej Domówki. W niedużej grupie, maksymalnie 14-osobowej, młodzi razem z duszpasterzem ks. Łukaszem Knieciem spędzali czas na wspólnej modlitwie, rozmowach, integracji, ale też podejmowali konkretną pracę w domu i wokół niego. – Bycie w Kurniku, gdzie jeden z pokoi należy do Pana Jezusa, jest też byciem w Kościele. Jesteśmy tu razem, dbamy o siebie, jest trochę tak jak w rodzinie. To miejsce może zmieniać obraz Kościoła – podkreśla duszpasterz.

Frajda z pracy

Kurnik to: gwar rozmów, dobra muzyka, sporo śmiechu, wieczorna cisza na adoracji Najświętszego Sakramentu, wspólne oglądanie filmów i granie, a także nocne, pełne szczerości pogaduszki od serca. – Tu jest jak w zwyczajnym domu, mamy swoje obowiązki, szykujemy posiłki, zmywamy, chodzimy na spacery, odpoczywamy na hamakach czy tarasie – opowiadają Irena i Weronika Hilczer z Opola. Każdy ma swoją funkcję. Ktoś jest klucznikiem i pilnuje, by drzwi były zamknięte, ktoś inny kościelnym, który dba o przygotowanie kaplicy do Mszy św. W podziale na grupy rozpisane są dyżury w kuchni, a co dnia po obiedzie ks. Łukasz Knieć rozdziela prace. Młodzież z trzeciego turnusu m.in. pomalowała ściany w jadalni, zamontowała huśtawki na drzewie czy wykarczowała krzaki i udekorowała kamieniami teren przed wejściem.

– Chcę, żeby jak najwięcej młodych ludzi zadomowiło się tutaj, ale też by mogli powiedzieć, że mają swój wkład w to, jak wygląda ten dom, żeby mogli powiedzieć: „To ja zrobiłem” – podkreśla ks. Ł. Knieć. Wspólna praca, jak np. malowanie ścian, okazała się wielką frajdą. – Włączyliśmy muzykę i dobrze się bawiliśmy – mówi Dominika Glapa z Opola i na zdjęciach pokazuje, że oprócz ścian malowali też siebie wzajemnie. Śmiechu było przy tym mnóstwo. Młodzi z entuzjazmem opowiadają też o szykowaniu śniadań czy gotowaniu obiadów. Okazuje się, że robienie spaghetti też może być wyjątkowym wspomnieniem.

Ważne tematy

– Dzień rozpoczynamy jutrznią. To czas, żeby pobyć z Panem Jezusem. Około południa jest Msza św., która jest najważniejszym punktem dnia, a wieczorem nieszpory na zakończenie – opowiada Patryk Kowal z Kopic. Oczywiście stwierdzenie „zakończenie dnia” jest trochę na wyrost, bo młodzież przyznaje, że najlepiej rozmawia im się wieczorami do późnych godzin nocnych. – Jaki temat wypłynie, o takim rozmawiamy. Liczy się to, że jesteśmy szczerzy – dodaje Piotrek Pyka z Dobrodzienia. Jest też czas na rozmowy z duszpasterzem. – Tu ważne tematy pojawiają się w normalności, w zwyczajnej codzienności. Mam wrażenie, że to ma znaczenie, że dajemy sobie przestrzeń, by stawiać pytania i próbować na nie odpowiadać – mówi ks. Łukasz Knieć. – Na drugi turnus przyjechała tylko piątka młodzieży. Mieliśmy w sobie dużo obaw, zarówno oni, jak i ja, ale one okazały się niepotrzebne. Pod jednym dachem wszyscy są widoczni jak na dłoni, nie da się schować, a to daje wspaniałą okazję do budowania więzi – dzieli się ks. Knieć – Spędzając wakacje w Kurniku, jestem na nowo zdumiony tym, jak piękni są młodzi ludzie. Jak każdy z nich jest wyjątkowy. To miejsce pozwala odkrywać ich niezwykłość – podkreśla.

Życie powoli

– W Kurniku już byłem kilka razy, bo przyjeżdżałem tu na domówki organizowane przez ks. Łukasza. Ale pierwszy raz jestem na cały tydzień. Na ten turnus przyjechaliśmy w kilka osób z ekipy „pod Pietą”. Poznaliśmy się dwa lata temu na Ławce Festiwal, wtedy mieliśmy namioty obok siebie, właśnie przy figurze Piety – opowiada Florian Kasprzyk z parafii w Ligocie Turawskiej. – Jestem kilka lat starszy od pozostałych, ale tu nie ma podziału na zamknięte grupki. Dobrze się ze sobą dogadujemy – dodaje. – Część z nas poznała się w ubiegłym roku na Ławce Festiwal i przez rok udało nam się utrzymać relacje. Na festiwalu był zupełnie inny klimat niż tu, w Kurniku. Tu jest bardziej domowo. Podoba mi się taka forma wakacji. W Kurniku żyje się powoli, ale to nie zmienia faktu, że kolejne dni bardzo szybko nam mijają i aż trudno uwierzyć, że już trzeba wracać do domu – dzieli się Kasia Smolińska z Burgrabic, która na domówkę przyjechała razem z bratem Krzyśkiem i siostrą Kingą. – Początkowo nie byłam pewna, czy chcę tutaj przyjechać. Zapisała mnie starsza siostra. Ale od pierwszego dnia nie żałuję, że tu jestem – zapewnia Kinga.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama