Nowy numer 44/2020 Archiwum

Synajski obóz

Inna ich wiara niż nasza - bo odzyskana, bardziej świadoma, z jednej strony uwikłana w różne zaszłości minionych czasów, a z drugiej strony tęskniąca do bezkompromisowości.

Msza w czeskim sanktuarium Panny Maryi Pomocnej się skończyła. Siedzę wśród pielgrzymów, miejscowy ksiądz mądrze mówi o naszej ufności we wstawiennictwo Matki Bożej. Patrzę... Większość stanowią pielgrzymi gdzieś pomiędzy pięćdziesiątką i sześćdziesiątką. Gdy byli młodzi i mieli naście lat, ówczesne komunistyczne władze wysadziły w powietrze tutejsze sanktuarium – nieczynne już wtedy i niedostępne od kilkunastu lat. Ci ludzie mieli wyrastać w świecie bez jakichkolwiek znaków wiary chrześcijańskiej. A oni tu są, modlą się, śpiewają, kształtują żywą liturgię. Ich wzajemną życzliwość widać wyraźnie. Oni już niemłodzi. Odejdą ze świata i będzie można sanktuarium zamknąć?

Wyszedłem z kościoła. Na dziedzińcu, w krużgankach, siedzą grupy młodych ludzi – większość to nastolatki, chłopcy i dziewczęta. Wyraźnie tworzą grupy – powiedziałbym kręgi, w innych zakątkach grupki rodzinne z pociechami kilkuletnimi i kilkumiesięcznymi nawet. Wszystko przesiąknięte radością. Rezolutny chłopczyk, na oko 4-letni, tłumaczy mi, że to „sinajski tábor" (obóz). Zabawnie to wyszło, bo zrozumiałem, że to „cihanski”, czyli cygański obóz, co mi nijak do widoku nie pasowało, i znowu dało powód do wybuchu radości. Przed kościelnym placem miasteczko porządnie ustawionych namiotów, a wszystko otoczone przepysznym lasem. To właśnie ten „tábor” zafascynował malca. On tu jest z dziadkiem, jednym z odpowiedzialnych za sanktuarium.

Synajski obóz... Coś w rodzaju naszych oaz rekolekcyjnych. Grupy, animatorzy (kilka młodziutkich zakonnic), dzieci – i te uczestniczące, i maluchy. A miało tego sanktuarium nie być. I nie było. Tego roku mija 25 lat od poświęcenia nowo zbudowanego na dawnym miejscu kościoła, później całego pielgrzymkowego otoczenia. I są tu, pogłębiają swoją wiarę, wzajemną życzliwość młodzi ludzie pełni radości. A jeśli nawet jest ich w Czeskiej Republice niewielki procent, to nie tylko są, ale przywożą ze sobą na rekolekcje już drugie pokolenie. Czasem jeszcze w pieluchach, ale to najlepszy wiek, by coś w życiu zaczynać.

Inna ich wiara niż nasza – bo odzyskana, bardziej świadoma, z jednej strony uwikłana w różne zaszłości minionych czasów, a z drugiej strony tęskniąca do bezkompromisowości. Wiara, która pomaga przyjmować jak skarb dzieci – a te stają się radością chrześcijańskiej wspólnoty. Księży im brakuje. Pomagamy im. We wspomnianym sanktuarium od niedawna jest polski ksiądz. Chciał właśnie tu objąć placówkę, w środku lasu – a jest pośrodku ludzi. Poprzedni też był z Polski. Ale bez wątpienia z czasem i swoich, czeskich księży, będą mieli więcej.

Z tej perspektywy patrzę na Polskę... Rewolucję u nas zaczynają ludzie dalecy od tradycji tak patriotycznych, jak i religijnych. Dalecy? Gorzej. Wrogo nastawieni do tych tradycji. Warto zwrócić uwagę, że nie odwołują się nawet do jakichkolwiek tradycji europejskich, a jeśli „idą do Brukseli” to tylko po to, by skarżyć się, jaka im to się krzywda w kraju dzieje.

Mamy w Polsce duży potencjał – i religijny, i patriotyczny. Że niejedno by trzeba przebudować zarówno w nurcie religijnym, jak i w patriotycznym – to prawda. Niejedno i głęboko. A tej przebudowy odkładać nie wolno, bo rewolucja antypatriotyczna, antyreligijna, antymorlana, antyspołeczna jest w stanie bliskim wrzenia. Chyba nie wszyscy to dostrzegają. I z kręgów władzy, i z uniwersyteckich środowisk, i ze sfer kościelnych. Smarowanie miodem bułeczek dla wszystkich „anty” nic nie da. A może nawet co niektórych rozjuszyć.

Ale dlaczego „obóz synajski”? Nie wiem, jaka jest interpretacja biorących w nim udział. Znając Biblię domyślam się: obóz na Synaju był częścią wędrówki z niewoli na wolność. Wędrówki długiej i trudnej. Obóz na Synaju był miejscem próby wiary, a jeszcze bardziej nadziei. Nie wszyscy sprostali. Obóz na Synaju był miejscem i godziną stanięcia po stronie Boga, Jego obietnic i Jego przykazań. Obóz na Synaju był miejscem głodu i pragnienia – ale i nasycenia obu potrzeb. Obóz na Synaju był miejscem tajemniczego, a rzeczywistego spotkania z Bogiem. Obóz na Synaju nie był odpoczynkiem po trudnej drodze – był częścią wędrówki do Ziemi Obiecanej.

Zaraz, zaraz... Czy to przypadkiem nie nasz program?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama