GN 48/2020 Archiwum

Inspirują i prowadzą

– Niejednokrotnie nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo święci są nam potrzebni na naszej drodze po ziemi, byśmy doszli tam, gdzie oni już są, a tego przecież chcemy – dzielą się Izabela i Jan Sonkowie.

Wspominając świętych, którzy ich zafascynowali, czy niejeden raz uratowali, wymieniają m.in. św. Jadwigę, św. Antoniego czy św. Franciszka z Asyżu. – Franciszek pokazuje nam, że nikt nie jest idealny i słabości wpisane są w nasze życie, nie można ich nie dostrzegać, nie można też w nich trwać. Trzeba je przemieniać, pozwalając się trzymać Bogu i godząc się na Jego wolę. Pokazuje nam również, że w życiu należy stawiać sobie wysoko poprzeczki, z odwagą podejmować nieszablonowe decyzje i z zaangażowaniem dążyć do wyznaczonego celu. Ten przykład pomaga nam w życiu rodzinnym, w pracy, w działalności społecznej – opisują Sonkowie.

Ich cechy pielęgnujemy

– Niedaleko naszego domu na rogu skrzyżowania stoi kapliczka św. Agnieszki, która uratowała Janka i córkę wracających do domu. Mąż zmęczony zasnął za kierownicą i zamiast skręcić na skrzyżowaniu, jechał prosto w kapliczkę. Bardzo krótko przed zderzeniem ocknął się. Następnego dnia, jadąc do kościoła, Janek zatrzymał się przed kapliczką i zapalił tam świeczkę, musiał przyznać się do tego, co się stało. Może to było ocalenie życia, a bez wątpienia zdrowia – opowiada Izabela. Wspomina też św. Joannę Berettę Mollę. – Ta święta pomogła mi pięknie przeżyć czas narzeczeństwa i początki małżeństwa. Listy św. Joanny i jej męża Piotra z okresu narzeczeństwa stały się dla mnie świadectwem mocy i piękna miłości, która rozpoczyna się już w zauroczeniu sobą. Joanna jest mi również bliska z tego względu, że tak jak ja zadawała sobie pytania, czy będzie zdolna być żoną, jaką pragnie mieć jej mąż – opisuje.

Dla obojga małżonków od samego początku, jeszcze przed powiedzeniem sakramentalnego „tak”, wzorem była i jest Święta Rodzina. – Stanowi ona ogromne bogactwo wskazówek do naśladowania, cennych rad, jak właściwie postępować. Po pierwsze wskazuje nam nieustannie na centrum życia duchowego, którym jest Jezus. To On uświęca nasze życie. Jest fundamentem, na którym budujemy relacje. Maryja i Józef, patronowie małżonków, są dla nas nie tylko skutecznymi orędownikami, ale inspirującymi osobami. Odkryliśmy w nich cechy, które powinniśmy w sobie pielęgnować. Mowa o bezgranicznym zaufaniu Bogu, wytrwałości pomimo przeciwności, odwadze pomimo odczuwanego strachu, jak i o wzajemnym wsparciu i przyjmowaniu woli Bożej. Oczywiście mają oni też takie szczególne dla nas z osobna cechy, bardzo nam bliskie. Janka i Józefa łączy pracowitość i dbanie o rodzinę, a mnie i Maryję zachowywanie i rozważanie wielu spraw w cichości serca. Myślę, że nieszablonowe jest też to, że Janek przez długi czas naśladował Maryję i w Niej znajdował wzór i siłę, gdy po śmierci żony został samotnym ojcem. A mnie bliski stał się Józef, kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą córek Janka – podkreśla Izabela.

Prośby do św. Rocha

– Jestem przekonany o towarzyszącej mi przez całe moje życie opiece „z góry”. Przy kołysce rodzice prosili dla mnie o opiekę Anioła Stróża i św. Rocha, bo byłem dzieckiem cherlawym. Mama często powtarzała, że to św. Roch i woda z cudownego źródełka mnie uratowały. I dziś mogę powiedzieć, że to właśnie on jest jednym z bliskich mi wspomożycieli, choć nie jedynym – opowiada Helmut Starosta z Dobrzenia Wielkiego, miłośnik Dróg św. Jakuba. Właśnie św. Rocha prosił o pomoc, gdy jego ojciec w wieku 40 lat doznał krwotocznego udaru mózgu. – Rokowania były marne. Usłyszałem, że jeśli przeżyje, to resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim. Ze szpitala wracałem załamany, ale po drodze spotkałem kapłana, który akurat tam szedł z Komunią św. Poprosiłem go, by wstąpił do sali, w której był mój ojciec. Prosiłem też kolegów, by w jego intencji przyjmowali Komunię św. – wspomina.

Tato wyzdrowiał i przeżył kolejnych 40 lat. – Św. Roch zainterweniował również na koniec jego życia i życia mojej mamy. Oboje chorowali na raka. Prosiłem św. Rocha o ulgę w cierpieniu. Znalazła się pielęgniarka, która dojeżdżała do rodziców dwa razy dziennie, znalazł się też lekarz, który był na każde zawołanie i dobrał odpowiednie leki. Oboje rodzice jeszcze przez rok żyli w spokoju we własnym domu i cieszyli się wnukami i prawnukami – opowiada. Poza św. Rochem bliscy są mu św. Antoni – patron z chrztu oraz św. Michał Archanioł. – W młodości dostąpiłem łaski służby przy ołtarzu w kościele pw. św. Michała Archanioła. Stąd przyświeca mi motto życiowe: „Któż jak Bóg” – przyznaje Helmut Starosta. – Z czasem również św. Hubert został moim patronem, a także św. Jakub – nasz caminowy wspomożyciel. Ileż to razy, gdy wydawało się, że w pielgrzymiej drodze zabłądziłem albo nie miałem gdzie przenocować, św. Jakub przychodził z pomocą – mówi. – Zwracamy się do patronów i wspomożycieli. Prosimy ich o wstawiennictwo u Boga. Jednak ważne jest, by nie prosić o to, aby stało się dokładnie tak, jak ja sobie coś zaplanowałem, ale by starać się sprostać woli Bożej – podkreśla.

Relacje ze świętymi

– Młodzież na katechezie nieraz pyta, skąd mam w sobie tyle entuzjazmu i radości. Odpowiadam im, że biorę to od świętych – mówi wprost Sebastian Jokiel, katecheta z OIesna. Dla niego najważniejszą z nich jest Najświętsza Maryja Panna, ale relację pogłębia też z wieloma innymi świętymi, którzy nieprzypadkowo pojawili się w jego życiu i swoim przykładem prowadzą go do Pana Boga. Wymienia św. Sebastiana – swojego patrona, św. Michała – patrona wspólnoty, do której należy, św. Annę, św. Rocha, św. Andrzeja Bobolę, św. Jana Bosko, św. Dorotę – patronkę żony, świętych pastuszków z Fatimy, którzy zachwycają go prostotą wiary, św. Jana Pawła II, św. Annę Katarzynę Emmerich, św. Franciszka czy św. Józefa.

– Ostatnio zabrałem się trochę za stolarkę, bo budowałem domek dla dzieci. Modliłem się do św. Józefa, żeby było bezpiecznie, żebym piłą czegoś sobie nie zrobił. Nie spodziewałem się, że aż taką pomoc z nieba mogę otrzymać. Ogromna radość ogarniała mnie przy pracy, a św. Józef pomagał mi nie wściekać się, kiedy coś mi nie wychodziło – opowiada. Mówiąc o budowaniu relacji ze świętymi, podkreśla, że najpierw poznaje ich życiorysy. – Ich życie wiele mówi mi o tym, jak naśladować Jezusa. Poznając ich biografie, doświadczam tego, że w duchowy sposób wchodzę w relację z dziełem ich życia i wyczuwam, co chcą mi przekazać. Następnie szukam modlitw za ich wstawiennictwem – tłumaczy Sebastian. Przyznaje, że od kilku lat czuje opiekę św. Rocha, a także św. Anny. – Od 1997 r. pielgrzymuję na Górę św. Anny. To dzięki jej wstawiennictwu zdałem maturę, a w 2003 r., kiedy na pielgrzymce modliłem się o dobrą żonę, w Wachowie przydepnąłem dziewczynę, która szła przede mną. To była Dorota, dziś moja żona – opowiada. – W 2010 r. zachorowałem na nowotwór, z którego dzięki Panu Bogu wyszedłem, ale radiolog powiedział mi, że nie będę miał dzieci. Z żoną jeździliśmy do św. Anny na Msze św. dla małżeństw nie mogących mieć dzieci i wierzyliśmy, że Pan Bóg może wiele zdziałać. Myśleliśmy już nawet o adopcji. Prawie 4 lata temu urodziła się Sara, a 10 miesięcy temu – Michał – opowiada.

Patronka całej rodziny

Robert Skóra ze Strzelec Opolskich, członek grupy „Przyjaciele Baranka” we Wspólnocie Błogosławieństw, przyznaje, że w jego życiu ważni są św. Anna, św. Józef i św. Jan Paweł II. – Na Górę św. Anny jeździli moi dziadkowie, jeżdżą moi rodzice, ciocie i wujkowie, kuzynostwo i ja też jeżdżę. To miejsce jest dla mnie ważne też dlatego, że po nawróceniu właśnie tam pojechałem na pierwszą spowiedź. To było w Wielki Piątek i byłem tam na Drodze Krzyżowej, którą niemal całą przepłakałem – opowiada. – Góra św. Anny to nasza rodzinna „góra ufnej modlitwy”, jestem tam bardzo często, a w św. Annie widzę patronkę całej naszej rodziny, odczuwam jej ochronę nad kolejnymi pokoleniami. Miałem taki obraz, że modlitwa wznoszona przez członków rodziny na tej górze – wygasłym wulkanie – była przez św. Annę wznoszona jak ogień ku Panu Bogu, który potem ognistą kulą uderzył w moje serce. To był moment nawrócenia, który, jestem przekonany, jest owocem modlitwy moich bliskich. Kiedy się przeprowadziłem, to wybrałem dzielnicę, której patronką jest św. Anna. Nie wiedziałem o tym i dopiero po czasie zorientowałem się, że jest tu kaplica św. Anny – mówi.

– Św. Józef często się pojawiał: w jakiejś podpowiedzi księdza, w rozmowie. Dostałem też obrazek, na którym była modlitwa do św. Józefa. Zacząłem modlić się nią co dnia, powierzając mu całą rodzinę. Kiedyś w kaplicy przy ołtarzu Świętej Rodziny dziękowałem Józefowi za jego prowadzenie i wtedy zwróciłem uwagę, że on patrzy na Maryję. Wskazuje mi na Nią. Zresztą św. Anna też poprowadziła mnie do Maryi. A Maryja doprowadziła mnie do żywej relacji z Jezusem – dzieli się Robert. W ogrodzie postawił figurę Niepokalanej, a w domu m.in. figurkę św. Józefa. Już większą, bo tę pierwszą, mniejszą, podarował znajomej, która wyjeżdżała za granicę z synem. – Chciałem, żeby św. Józef miał w opiece tego chłopaka, wychowującego się bez ojca – mówi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama