GN 48/2020 Archiwum

Wien post mortem

Ta wystawa jest niezwykła. A nawet niesamowita.

To przewodnik po wiedeńskich cmentarzach, kryptach, zwyczajach pogrzebowych, pochówkach cesarzy czy najwybitniejszych muzyków. „Śmierć musi być wiedeńczykiem, tak jak miłość jest Francuzką” – popularne wiedeńskie porzekadło wyeksponowane przez autorów wystawy „Wien post mortem” przykuwa uwagę i zaprasza w tę refleksyjną podróż.

Odgłos spadających zwłok

Czy temat śmierci, pogrzebu w ogóle może być fascynujący? A kogo nie wzrusza lub przynajmniej nie porusza myśl o pogrzebie Wolfganga Amadeusza Mozarta w zbiorowej mogile na wiedeńskim cmentarzu św. Marka – obraz utrwalony w popkulturze dzięki filmowi M. Formana „Amadeusz”? Genialny kompozytor, który dzisiaj z tantiem za swoje utwory zebrałby majątek być może nie mniejszy niż Bill Gates, podzielił los wielu wspaniałych artystów tego świata, którzy umierali w nędzy, a czasem i zapomnieniu. Dzięki wystawie w opolskiej Galerii WuBePe dowiemy się nawet, w jakiego rodzaju trumnie wieziono ciało Mozarta w grudniowy dzień 1791 r. To tzw. józefina, trumna wielokrotnego użytku, wymyślona przez cesarza Józefa II, który notabene miał wielkie zamiłowanie do regulowania przebiegu liturgii i ceremonii. Józefina służyła tylko do przenoszenia zwłok, by je nad samą mogiłą – po opuszczeniu dna trumny za pomocą dźwigni – zaszyte jedynie w worek, spuścić w głąb grobu. Już po sześciu miesiącach cesarz cofnął jednak swój dekret, bo „wiedeńczycy nie posiadali się z oburzenia – odgłos uderzających o ziemię zwłok był bowiem nie do zniesienia” – pisze dr hab. Joanna Pypłacz, autorka tekstu wystawy oraz zdjęć. Jest nie tylko adiunktem w Sekcji Starych Druków Biblioteki Jagiellońskiej UJ w Krakowie, ale również pisarką uprawiającą gatunek powieści gotyckiej (zwanej też powieścią grozy). Literacki i redaktorski talent czuje się na tej niewielkiej, ale bardzo intrygującej wystawie, którą do końca października prezentowano w ramach Wiosny Austriackiej.

Ja, biedny grzesznik

Historie sławnych pochówków, funeralne zwyczaje bogatych wiedeńczyków, opisy dwóch słynnych cmentarzy (Centralnego i św. Marka), grobowych krypt cesarskich w katedrze św. Stefana i w kościele kapucynów, czy zrodzonej właśnie w Wiedniu freudowskiej teorii podświadomości – to zarys tematyki wystawy. Równie ważnym elementem są znakomite fotografie wspaniałych rzeźb nagrobnych oraz ich detali. Wystarczy chwila nieuwagi trzeźwego rozumu i wyobraźnia porywa w świat, w którym delikatne rzeźby pięknych zmarłych kobiet czy aniołów wypełniają salę wystawową niemal słyszalnym głosem – chwilami płaczem – ludzkim lub „szumem kamiennych skrzydeł” aniołów. „Trzeba kochać śmierć, jeśli kocha się życie – jest ona jego nieodłączną częścią – mawiają wiedeńczycy” twierdzi J. Pypłacz. Czy to wiedeńskie echo św. Franciszka z Asyżu wołającego do śmierci: „siostro!”? Na pewno z ducha franciszkański był ryt towarzyszący wprowadzeniu trumny cesarskiej do krypty w kościele kapucynów. Mistrz ceremonii trzykrotnie pukał w jej drzwi. Zza nich słyszane było pytanie: „Kto stoi na zewnątrz?”. Kiedy w odpowiedzi padało „Z Bożej łaski cesarz Austrii, apostolski król Węgier, król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilirii, król Jerozolimy etc. (oficjalny tytuł cesarski był jeszcze kilkakrotnie dłuższy), głos z krypty odpowiadał: „Nie znam nikogo takiego”. Dopiero, gdy za trzecim razem zamiast tytułów cesarskich odpowiedź brzmiała: „Ja, biedny grzesznik”, wtedy drzwi się otwierały i trumna z ciałem cesarza mogła zostać wprowadzona na miejsce wiecznego spoczynku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama