Nowy numer 4/2021 Archiwum

Kochał mnie po ojcowsku

W jaki sposób wyrazić wdzięczność Panu Bogu za najwierniejszego Przyjaciela? Może opowiem coś z historii naszej przyjaźni.

Uczyłem się w Technikum Elektrycznym w Bytomiu. W klasie przedmaturalnej trafiłem na ks. Zygmunta Nabzdyka w konfesjonale (był to początek roku 1955). Po kilku spowiedziach zacząłem uczęszczać na jego lekcje religii (odbywały się w krypcie kościoła św. Barbary). I tu – niestety – za szybko nabrał do mnie zaufania. Kiedyś na przykład prosił naszą grupę o wymienienie Tajemnic Różańca, ale nikt nie umiał.

Więc ks. Zygmunt zwrócił się do mnie, pewien swego: „No to ty je wymień!”. Jak bardzo musiał być rozczarowany, kiedy mu powiedziałem: „Ja też nie potrafię!”. Niczym się nie zrażając, pewnego marcowego dnia roku 1956 zabrał mnie ze sobą do Prudnika, gdzie miałem szczęście poznać jego niezwykłej kultury i równocześnie wzruszającej dobroci rodziców, jak również jego kochane rodzeństwo. Po obiedzie ruszyliśmy do Lasku, gdzie – pośród zwalisk śmieci i niedopalonych opon, i wraków wojskowych samochodów – dane mi było usłyszeć jakby bolesny jęk zdewastowanego klasztoru, niegdyś franciszkańskiego (nie do wiary, że tutaj, w takich warunkach, do niedawna więziono księdza prymasa Wyszyńskiego). Siedliśmy na dwóch grubych oponach przed zabitym deskami wejściem do kościoła. Po chwili głębokiego milczenia ks. Zygmunt zaczął półgłosem odmawiać brewiarz. Oczywiście po łacinie. Cieszyłem się, że wiem, co znaczą dwa słowa: „Gloria Patri!”. A w pewnym momencie zaczął mi tłumaczyć, co czyta: „Boże, skieruj swe kroki ku tym ruinom, gdzie nieprzyjaciel wszystko spustoszył w świątyni. Wyłamali bramy, zniszczyli je toporem i młotem. Zbezcześcili do szczętu przybytek Twojego imienia. Jak długo, Panie, będzie Ci urągał nieprzyjaciel?”. Po tych słowach Psalmu 74 i w tych okolicznościach wspólnie ustaliliśmy, chyba nie bez udziału św. Józefa, patrona tego miejsca, że będę zakonnikiem. Klarowność tamtego Bożego wezwania trwa we mnie do dzisiaj. Po maturze zdanej owego 1956 roku wstąpiłem jednak nie do franciszkanów, a do benedyktynów. Ks. Zygmunt prawie równocześnie został mianowany prefektem, a następnie ojcem duchownym Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Opolskiej w Nysie. Utrzymywałem z nim stały kontakt. A kiedy w roku 1966 przyjąłem święcenia kapłańskie, zaraz zaprosił mnie na rekolekcje dla kleryków. Potem mnie zapraszał z rekolekcjami dla księży. I tak to było przez lata. Sam ks. Zygmunt oczywiście prowadził ogromną liczbę podobnych rekolekcji. Nadto, będąc ojcem duchownym, bywał zapraszany przez neoprezbiterów do głoszenia kazań prymicyjnych. Niedawno ktoś mi powiedział: „Ksiądz prałat z całą pewnością głosił kazanie już na prymicjach Melchizedeka!”. W roku 1986 nastąpiło ożywienie naszej przyjaźni. Znalazłem się koło Nysy, w Bielicach – w miejscowości, która miała się stać kolebką benedyktyńskiej Wspólnoty Zwiastowania na Śląsku Opolskim. Wraz z pierwszymi kandydatami na braci jeździłem do ks. Zygmunta, żeby się wyspowiadać (jako zakonnicy mamy obowiązek spowiadania się co dwa tygodnie). A od sierpnia 1987 roku, kiedy przenieśliśmy się do Biskupowa, sam ks. Zygmunt regularnie przyjeżdżał do nas. I tak było przez trzydzieści lat; także wtedy, gdy się przeniósł do Opola. Kiedy ks. Zygmunt zaniemógł i jego przyjazdy okazały się niemożliwe, myśmy jeździli do niego. Ale w roku 2020 uniemożliwiła to pandemia. Udawało mi się kontaktować z nim za pośrednictwem sióstr Iwony i Krzysztofy, jego ofiarnych opiekunek w Domu Księży Emerytów. • • • Jeżeli przeczytałeś te słowa, chyba odczuwasz, że nie bardzo udało mi się wyrazić wdzięczność Panu Bogu za wiernego Przyjaciela. Może dopowiem, że on nigdy nie zrażał się moimi słabościami. Znając je wszystkie, niezmiennie po ojcowsku mnie kochał. Jego serce miało nadto wymiar uniwersalny: potrafił w podobny sposób niestrudzenie służyć wielu innym. I co było w jego posłudze niezwykłe: będąc kapłanem diecezjalnym, doskonale znał życie sióstr i braci Bogu konsekrowanych – i umiał ich wspierać.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama