GN 2/2021 Archiwum

Sięgając nieba

– Od początku naszego wspólnego życia chcieliśmy pomagać ludziom w ich rozwoju – mówią Karolina i Karol Fromontowie, którzy 11 lat spędzili na misjach.

Przez lata pracowali z osobami w różnym wieku i z różnych krajów. Prowadzili szkolenia i warsztaty, animowali spotkania modlitewne, ewangelizacyjne i katechetyczne. Po powrocie z misji zdobytym doświadczeniem dzielą się w rodzinnym kraju. Głowy mają pełne pomysłów, grają na instrumentach, śpiewają, a nawet stosują język migowy. Właśnie założyli fundację, wydali też pierwszą bajkę dla dzieci pt. „Cudowny kryształ”. – Wychodzimy z przekonania, że wszystko, co mamy i potrafimy, może służyć ludziom – podkreślają.

Na trzech kontynentach

Karolina i Karol Fromontowie są małżeństwem od 18 lat. Sporą część wspólnego życia spędzili poza granicami Polski. Mieszkali, pracowali i służyli innym na trzech kontynentach. Karolina wzrastała w Ruchu Światło–Życie. Karol nawrócenie przeżył w czasach liceum, a po maturze wybrał teologię na KUL-u. Studia traktował jako budowanie relacji z Panem Bogiem. Oboje w Lublinie formowali się we wspólnocie studenckiej, wyrastającej z Ruchu Światło–Życie i Odnowy w Duchu Świętym.

– Po ślubie szukaliśmy sposobu, jak połączyć życie małżeńskie, pracę zawodową i posługę ludziom. Jesteśmy otwarci i ciekawi świata, o czym może świadczyć spora liczba przeprowadzek, które już za nami. Pociągnęła nas jedność w wielokulturowości. To, że jako ludzie różnych ras i kultur razem pracujemy dla Pana Boga i w jedności stajemy na modlitwie – mówi Karolina. – Dobrze czujemy się z ludźmi, a nasze serca są szeroko otwarte dla innych – dopowiada Karol. Stąd zrodziło się w nich pragnienie wyjazdu na misje. Zrealizowali je już po dwóch latach małżeństwa. Zostali posłani przez archidiecezję częstochowską, a pracowali na Filipinach, w Korei Południowej, Singapurze, Niemczech, Austrii, Irlandii i USA.

Do Polski wrócili w 2014 r. – Po powrocie wielokrotnie słyszeliśmy od naszego opiekuna misyjnego ks. Jacka Garncarka, byśmy tutaj robili to, czym zajmowaliśmy się na misjach, i byśmy założyli fundację. Po wielu latach mieszkania poza Polską zupełnie nie wiedzieliśmy, czym w tutejszych realiach społeczno-prawnych jest fundacja. Dlatego ta myśl musiała w nas dojrzeć i nabrać konkretnych kształtów. Dziś mamy przekonanie, że podpowiedź naszego opiekuna misyjnego była z Ducha Świętego – dzieli się Karolina. A jej mąż wyjaśnia, że nim mogła powstać fundacja, musieli na nowo odnaleźć się w polskiej rzeczywistości, która w wielu aspektach bardzo się zmieniła.

Wspierani przez archidiecezję częstochowską początkowo w różnych miejscach byli proszeni o poprowadzenie rekolekcji adwentowych, wielkopostnych czy szkolnych. – Okazało się, że sposób, w jaki mówimy i metody, jakich używamy, są dobrze przyjmowane – mówi Karol. W efekcie powoli wypracowywali swój warsztat i z roku na rok mieli coraz więcej zaproszeń.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama