Nowy numer 16/2021 Archiwum

Bezcenna bliskość

– Największym wrogiem człowieka, zwłaszcza w dobie pandemii, jest samotność – stwierdza Damian Jodełka.

Ta akcja miała pomóc starszym osobom, mocno zmęczonym koniecznością izolacji, zwłaszcza w okresie świątecznym, po jesiennym lockdownie, gdy wielu nie mogło spędzić czasu z rodziną. Pomysł okazał się trafiony i ma swoją kontynuację.

Uchylić drzwi samotności

– Mamy zdalne nauczanie, więc trudniej nam działać jak zwykle, ale wydawało mi się, że jest taka potrzeba. Myślałam o zakupach, wyjściu na wspólny spacer, niewielkich porządkach w mieszkaniach.

Skontaktowałam się z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej, a oni zaproponowali to seniorom – tłumaczy Zofia Haliniak, opiekun szkolnego koła PCK, działającego przy I Liceum Ogólnokształcącym im. H. Sienkiewicza w Kędzierzynie-Koźlu. – Gdy zaprosiłam do tego naszych młodych, zgłosiło się ich więcej niż osób starszych. Myślę, że projekt będzie trwał i się rozwijał – dodaje. – Seniorzy są zwykle ostrożni, żyją w swoim uporządkowanym świecie, czując się w nim bezpiecznie. Każda zmiana, wejście nowej osoby to zaburzenie pewnego schematu, stąd początkowa nieufność – przyznaje Damian Jodełka, kierownik Domu Dziennego Pobytu „Magnolia”, który przekazał seniorom informację o tej możliwości. – Ale relacje o tym rozchodzą się już pocztą pantoflową, więc myślę, że chętnych będzie coraz więcej. Niektórzy zaszczepili się już też na koronawirusa, więc i obawy zmalały. W ten sposób Oliwia Bienias i Marika Wicik zagościły u pani Edeltraudy, a Zuzanna Urbanik i Małgorzata Łotarewicz trafiły do pani Marii.

Zaczęło się od zakupów, skończyło opowiadaniem o życiu przy herbacie. Podobnie było u Alicji Moskal i Julii Jankowskiej, które odwiedzały panią Jadwigę. – Najpierw mówiła, że niczego nie potrzebuje, ale potem wybrałyśmy się na spacer po parku i długo rozmawiałyśmy – opowiada jedna z dziewcząt. – Nie było obaw czy dystansu, ona traktuje nas jak wnuczki, mówi do mnie Alutka – uśmiecha się druga. – Ja z Żakliną Hajduk byłyśmy u pana Józefa. Przyjął nas bardzo miło, ucieszył się. Zrobiłyśmy mu zakupy, powycierałyśmy kurze, a potem była oczywiście herbata, rozmowa. Mamy kontakt telefoniczny, myślę, że jeszcze nieraz się spotkamy – mówi Aleksandra Falińska. – Wolontariusze są ważnym ogniwem. Wolontariat jest „czysty”, to bezinteresowna pomoc i tak jest też odczuwana przez seniorów – wskazuje Damian Jodełka. – Nasz dom mieści się naprzeciw I LO, od lat współpracujemy z tą szkołą oraz innymi: z „Żeglugą”, szkołą muzyczną itd., bo to poszerza ofertę, jaką możemy zaproponować naszym podopiecznym. To działanie było rzeczywiście potrzebą chwili. Starsze osoby naprawdę boleśnie odczuły pandemię, zwłaszcza ich kondycja psychiczna uległa pogorszeniu. Samotność bardzo im doskwiera, tym bardziej że aktywność naszej placówki też musiała być ograniczona niemal zupełnie. Dlatego nastawialiśmy młodych, aby prócz pomagania znaleźli czas, by usiąść, porozmawiać. I to przeszło nasze oczekiwania, zawiązały się relacje, kontakty, które nadal trwają – dodaje.

Balsam na serce

Często sama wizyta z rozmową była najlepszym prezentem dla seniorów. Zaś dla młodych to szansa, by spojrzeć inaczej na życie i sprawić komuś radość. – Warto spędzać razem czas, bo w ten sposób uczymy się od innych; to bardzo rozwijające. No i fajnie jest pomagać – przyznają dziewczyny. – Licealiści dawniej przychodzili do naszego DDP, śpiewali, występowali. Myślę, że gdy są teraz na zdalnym nauczaniu, to też chcą wyjść, zrobić coś dobrego – uśmiecha się Jadwiga Jasińska. – Ja jestem zadowolona, że przyszli, mogłam powspominać młodość, byliśmy na długim spacerze, dziewczyny się dotleniły i ja od razu czułam się lepiej. Musimy się znów umówić na spacer, a może na rower, bo łatwiej mi jeździć, niż chodzić – planuje. Damian Jodełka przyznaje, że dzięki wolontariuszom – uczniom, ale też dorosłym – starają się budować siatkę wsparcia dla potrzebujących. Opowiada o sytuacjach, gdy osoba starsza, skarżąca się, że ma problem ze wstaniem z łóżka, poruszaniem się, po wizycie wolontariusza stawała na nogi. – Rozmowa i bliskość potrafią uzdrawiać. Oczywiście nie wyleczą z chorób, ale podnoszą samopoczucie, pozwalają poczuć się potrzebnym. To dumni ludzie, a trudno powiedzieć: „czuję się samotny” – przekonuje. – Dlatego warto te relacje rozwinąć. Chcemy dotrzeć zwłaszcza do „więźniów 4. piętra”, osób niewychodzących z domów. Mamy też wielu tzw. eurostaruszków, których dzieci są daleko. One zapewniają im tu opiekę, egzystencję, ale nie życie. A chodzi o to, by przywrócić im radość i dać kontakt z drugą osobą – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama