Nowy numer 16/2021 Archiwum

Zmiażdżony w tłoczni wina

Przez lata zmagał się z pytaniem, jak kochać Kościół, gdy nawet niektórzy rządzący nim pasterze działali w sposób okrutny i płytki. Nowy święty w katolickim kalendarzu – Grzegorz z Nareku.

Pies zdechły, gnój przydrożny, zburzone domostwo. Tak pisał o sobie Grzegorz z Nareku, mistyk i wielki święty Kościoła ormiańskiego, 27 lutego br. po raz pierwszy wspominany także w liturgii Kościoła katolickiego na całym świecie. Sześć lat temu papież Franciszek ogłosił go doktorem Kościoła, stawiając w rzędzie największych myślicieli chrześcijaństwa. „Niezwykle jasną gwiazdą, która nigdy nie zgasła” nazwał go wtedy Franciszek. Dlaczego teraz został włączony do naszego kalendarza i co może nam powiedzieć żyjący tysiąc lat temu i gdzieś daleko stąd mnich? Zaskakująco wiele zadziwiająco aktualnych rzeczy. Ale o tym za chwilę.

Księga

Jego najsłynniejsze dzieło jest skarbem ormiańskiej literatury, a przede wszystkim zbiorem niezwykłych modlitw, bolesnych skarg (na siebie, swoją słabość, niegodność, grzech, niekonsekwencję…), głęboko przeszywających szczerością analiz stanu własnego ducha oraz zachwytu nad wspaniałością i miłosierdziem Boga. „Księga z Nareku”, „Księga lamentacji”, „Księga modlitw” czy w polskim tłumaczeniu – „Księga śpiewów żałobliwych” (tłumaczona pod red. Andrzeja Mandaliana, wyd. PIW 1990) porównywana jest z Psalmami i „Wyznaniami” św. Augustyna. W domach wierzących Ormian to po Biblii druga księga. Jej fragmenty kładziono pod poduszkę chorym, czytano na polach, gdy zbiorom groziły kataklizmy. Wiele tych modlitw przeniknęło do liturgii Kościoła ormiańskiego. – W swoim niedługim życiu Grzegorz odkrył miłość Boga we wszystkich wydarzeniach i sprawach. Także w nieusprawiedliwionym, niewytłumaczalnym cierpieniu. Swoje modlitwy napisał po to, by to doświadczenie stało się dostępne dla wszystkich. Nie tylko dla duchowo rozwiniętych, wyjątkowych i radosnych ludzi, ale także dla początkujących, przybitych życiem i przeżywających depresję czy dla zwykłych średniaków – tłumaczy ten fenomen prof. Roberta Ervine, wybitna znawczyni literatury i duchowości ormiańskiej, tłumaczka dzieł św. Grzegorza z Nareku*.

Nad jeziorem Wan

Kierunek życiu Grzegorza nadała śmierć matki. Miał wtedy ledwie kilka lat – może 5, w każdym razie nie więcej niż 10 (ur. ok. 950 r.). Wkrótce jego ojciec Chosroes został wybrany na biskupa Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego (choć nie wiadomo, czy wcześniej był kapłanem, był na pewno cenionym nauczycielem, znawcą Pisma Świętego). Chłopiec wraz z dwoma starszymi braćmi Sarkisem i Janem zostali oddani na wychowanie i naukę do klasztoru w Nareku nad jeziorem Wan, w dzisiejszej południowo-wschodniej Turcji. W tej okolicy – kolebce ormiańskiej cywilizacji, wówczas królestwie Waspurakan – żyła rodzina świętego. Szkoła w monasterze w Nareku została założona przez mnicha Ananiasza, stryja mamy Grzegorza. Lata dzieciństwa i młodości spędzone w klasztorze Grzegorz po latach wspominał wręcz z czułością. Sławę przenikliwego komentatora Pisma Świętego zyskał wcześnie, już w dwudziestych latach swego życia, pisząc na prośbę Gurgena, księcia Waspurakanu, komentarz do Pieśni nad Pieśniami. „Nie ma na ziemi nic bardziej godnego czci niż miłość między mężczyzną i kobietą. Miłość małżonków jest jedną z największych i potencjalnie najbardziej duchowych tajemnic” – pisał Grzegorz. – To niezwykle wysoka ocena małżeństwa jak na czasy, w których od duchownych, a zwłaszcza mnichów, oczekiwało się wzgardzenia radościami i więzami ludzkiej miłości – komentuje prof. Ervine.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama