Nowy numer 24/2021 Archiwum

Credo organmistrza

Na nagrobkach ojca i syna wyryto zapis chorałowy inicjujący wyznanie wiary. Jak potoczyły się losy Berschdorfów, organmistrzów z Nysy?

Trzy pokolenia i 114 lat działalności rodzinnej firmy to setki zbudowanych bądź naprawionych instrumentów, z których część do dziś pięknie gra. To uznana marka organmistrzów działających w XX w. na Śląsku, potem w Niemczech i USA, ale przede wszystkim ludzie, którym przypadło działać w niełatwych czasach.

Z Głogówka do Nysy

Początków firmy trzeba szukać w Głogówku, gdzie urodził się w 1859 r. jej założyciel, Paul Berschdorf. Pochodził z rodziny o kilkupokoleniowej tradycji tkackiej, a podjął współpracę z braćmi Reinholdem i Maxem Hundkami, mającymi tam warsztat organmistrzowski, który po pewnym czasie przenieśli do Nysy.

W 1889 r., po śmierci Reinholda, Paul przejął podupadły zakład i już pod swoją marką rozwinął działalność. Gdy w 1928 r. przekazywał ją swojemu synowi Carlowi, zatrudniał ok. 50 pracowników. Zginął 10 lipca 1933 r. w wypadku samochodowym (jego grób w Nysie został zniszczony). Carl (ur. w 1887 r.) uczył się fachu u boku ojca i doprowadził firmę do rozkwitu. Także i jego syn Norbert (ur. w 1919 r.) odebrał staranne wykształcenie muzyczne i organmistrzowskie, od młodych lat pracował też w rodzinnej firmie. Budowali instrumenty w kościołach na Górnym i Dolnym Śląsku, ale i w Brandenburgii, Prusach Zachodnich, na Pomorzu, a nawet w Indonezji czy na Malcie. Podejmowali się też remontów, przebudowy, a czasem także translokacji (przenoszenia w inne miejsce) królewskiego instrumentu. Wszyscy trzej nie tylko budowali organy, ale też często zasiadali za kontuarem w roli organisty, zakładali czy prowadzili chóry tam, gdzie się osiedlali, dawali lekcje muzyki.

Trudne czasy

W 1939 roku, jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, hucznie świętowano złoty jubileusz firmy. Wkrótce rozpoczęła się tułaczka. Norberta powołano do wojska, choć nigdy nie był zwolennikiem narodowego socjalizmu ani członkiem żadnej organizacji czy partii związanej z hitleryzmem. Już w pierwszych miesiącach wojny został w Belgii ciężko ranny od wybuchu bomby. Mimo operacji i wielokrotnych hospitalizacji nie wydobrzał i w 1942 r. został zwolniony ze służby. W głuchołaskim szpitalu poznał przyszłą żonę, Marię zd. Natsch, pielęgniarkę. Został nauczycielem muzyki w raciborskim gimnazjum, potem w Hulczynie i Głogówku. W 1945 r. przed nadejściem frontu znów powołano go do wojska. Po zakończeniu działań wojennych trafił do Brna, a wkrótce do sowieckiej niewoli. Ze względu na stan zdrowia został zwolniony i z rodziną udał się na Zachód. Podobnie Carl, nad ranem 17 marca 1945 r. zamknął zakład i z grupą mieszkańców opuścił Nysę, udając się przez Koperniki do Jarnołtowa, a potem dalej w głąb Niemiec. Mimo trudnego położenia i problemów zdrowotnych, przemieszczając się zarabiał na utrzymanie rodziny przeglądami i naprawami organów.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama