Nowy numer 30/2021 Archiwum

Od Bacha po jazz

W ostatnią niedzielę czerwca na deskach opolskiego Amfiteatru zagrała Orkiestra Dęta Parafii św. Józefa w Opolu-Szczepanowicach, która świętuje 40-lecie działalności.

Koncert zatytułowany „Moje serce to jest muzyk” rozpocznie się o godz. 19. Wraz z jubilatami na scenie pojawią się m.in. Silver Brass, Opole Symphonic Brass czy Big Roll Band. Bilety cegiełki będzie można nabyć przed koncertem.

Złapali bakcyla

Na początku tej muzycznej historii jest ówczesny proboszcz śp. ks. Hubert Skomudek. To on zaproponował swoim parafianom założenie orkiestry dętej, która zadebiutowała 19 marca 1981 r., w odpust ku czci św. Józefa, patrona parafii. Kapelmistrzem został Joachim Wilczek, który po studiach w Krakowie i graniu w orkiestrach górniczych i hutniczych powrócił w rodzinne strony. Wkrótce szczepanowicka orkiestra powiększyła się o kolejnych muzyków oraz o młodzież uczącą się w szkole muzycznej. Kolejnym krokiem było otwarcie parafialnej szkółki, nad którą czuwali kapelmistrz i dwóch innych muzyków.

– Kupili używane instrumenty i popołudniami w salkach katechetycznych uczyli dzieciaki podstaw z zakresu muzyki. Gdy pierwsze z nich zaczęły grać, kolejne też chciały i orkiestra się rozrastała. Te dzieci, które złapały bakcyla, wysyłane były do szkoły muzycznej – opowiada puzonista Piotr Kotulla.

W 2010 r. szkółka zmieniła formułę. Prowadzi ją fundacja Orkiestra Dęta Opole-Szczepanowice. – Było duże zainteresowanie szkołą muzyczną, a, jak wiadomo, liczba miejsc w niej jest mocno ograniczona. Dlatego wyszliśmy ze swoją propozycją i zapraszamy dzieci – nie tylko z naszej parafii – do nauki u nas. Do wyboru są prawie wszystkie instrumenty dęte blaszane i drewniane. Mamy nauczycieli, którzy zawodowo uczą w szkołach muzycznych. Już ponad 20 osób ukończyło u nas edukację i grają, a kolejne są w trakcie nauki – zapewnia Artur Szymaniec, prezes fundacji i kierownik orkiestry.

Czy każdego można nauczyć gry na instrumencie? – Oczywiście, że nie. Ale jeśli widzimy, że ktoś sobie nie radzi, to nie odmawiamy mu w sposób kategoryczny. Czasem wystarczy dopasować inny instrument – mówi Marek Gabriel. Przekonuje też, że przygody z muzyką nie trzeba zaczynać w dzieciństwie. – Są osoby, które dopiero około 40. roku życia zaczęły się uczyć gry i dziś grają z nami – mówi.

Nie ma lipy

Jednym z nauczycieli jest Roland Mendel z Kluczborka, który ukończył akademie muzyczne w Poznaniu i Wrocławiu. Ma wysokie kwalifikacje i cieszy się autorytetem. Pracował z różnymi orkiestrami symfonicznymi czy zespołami jazzowymi, a w 2014 r. podjął się dyrygowania szczepanowicką orkiestrą, której trzonem są dziś jego wychowankowie. – Wtedy spotkały się ze sobą dwie generacje muzyków: starsze pokolenie z własnymi nawykami i młodzież, która była uczona w nowocześniejszy sposób, a do kompletu – wymagający dyrygent. Początki nie były łatwe, ale udało nam się dotrzeć. W tej orkiestrze nie ma lipy – zapewnia Marek Gabriel.

– Nie wystarczy świetnie opanować swoją partię, co każdy z nas robi indywidualnie w domu. Równie ważna jest interpretacja i nasze zgranie, nad czym pracujemy na próbach. Bez tego bylibyśmy grupą kilkudziesięciu solistów, a nie orkiestrą – przekonuje Marta Gabriel.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama