Nowy numer 48/2021 Archiwum

Matka Franciszka

– Wielką ufność pokładała w Bogu. Była otwarta na działanie Ducha Świętego. Cechowały ją ogromna pokora i niezwykłe poczucie humoru – tak o kandydatce na ołtarze mówi s. Margarita Cebula CSSE.

Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety złożyło prośbę o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego matki Franciszki Werner, drugiej przełożonej generalnej zgromadzenia, bliskiej współpracownicy bł. matki Marii Luizy Merkert. 27 września 2021 r. biskup opolski Andrzej Czaja wydał edykt, w którym prosi o przekazywanie do kurii diecezjalnej dokumentów, pism, zdjęć, pamiątek lub wiadomości związanych z kandydatką na ołtarze, na co wyznaczył rok czasu.

Wcześniej Konferencja Episkopatu Polski wyraziła pozytywną opinię w sprawie stosowności rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, a kolejnym krokiem na drodze do jego otwarcia będzie powołanie przez biskupa Trybunału Diecezjalnego, odpowiedzialnego za przeprowadzenie procesu, oraz komisji historycznej.

Przemierzała ulice Nysy

Matka Franciszka należy do grupy czterech młodych kobiet, które zamieszkały w Domu Altarystów w Nysie i 27 września 1842 r. rozpoczęły charytatywną działalność Stowarzyszenia pw. Najświętszego Serca Jezusa dla pielęgnacji opuszczonych chorych. To z tego zaczynu ukształtowało się i rozrosło zgromadzenie sióstr elżbietanek. Franciszka Werner przyszła na świat 2 grudnia 1817 r. w Nysie, w rodzinie Franciszki i Franciszka Wernerów. Kolejnego dnia otrzymała chrzest w nyskim kościele św. Jakuba. Z tym miastem związane jest jej dzieciństwo i młodość. Gdy zadecydowała o poświęceniu swojego życia pielęgnacji chorych, miała 25 lat, zatem w myśl zapisów prawa pruskiego dla ziemi śląskiej była pełnoletnia.

– To ważna informacja, gdyż w tamtym czasie na ziemi śląskiej pełnoletność mężczyźni osiągali w wieku 25 lat, a kobiety w wieku 21 lat. Młodsi potrzebowali specjalnej zgody rodziców bądź opiekunów na rozpoczęcie formacji seminaryjnej czy wstąpienie do zgromadzenia zakonnego. Te podwyższone granice wieku były jednym z elementów walki państwa pruskiego z Kościołem katolickim i miały na celu ograniczenie wybierania przez młodych ludzi drogi powołania kapłańskiego i zakonnego – wyjaśnia s. Margarita Cebula, postulatorka, która od 2008 r. zajmuje się zebraniem i opracowaniem materiału dowodowego, a także ustaleniem świadków sławy świętości.

– Matka Franciszka wniosła do wspólnoty sióstr obraz Jezusa z Gorejącym Sercem, który wcześniej wisiał w jej rodzinnym domu. Badania naukowe wykazały, że wizerunek ten pochodzi z przełomu XVII i XVIII w. i jest namalowany na płótnie używanym tylko na terenie Czech. Pokrywa się to z przekazem, że ojciec Franciszki najprawdopodobniej przybył do Nysy właśnie z ziem czeskich – mówi s. Margarita. Obraz do dziś jest w posiadaniu elżbietanek. Wisi w kaplicy ich Domu Macierzystego w Nysie.

Życie oddała opuszczonym i chorym

– W 1846 r. Franciszka razem z Matyldą Merkert jako przełożoną została posłana do Prudnika, by tam zarówno w miejskim szpitalu, jak i w terenie pielęgnować chorych na tyfus. Obie siostry zaraziły się i były leczone w prudnickim szpitalu. Z pomocą chorym pospieszyła matka Maria – opowiada s. Margarita. Matylda zmarła, a Franciszka dzięki troskliwej opiece Marii Luizy wróciła do zdrowia.

Od grudnia 1846 r. do 27 lutego 1849 r. Franciszka była odpowiedzialna za nyską wspólnotę sióstr. W tym czasie Klara i Maria odbywały nowicjat u sióstr boromeuszek w Pradze. Również Franciszka była przez kilkanaście miesięcy w nowicjacie u sióstr boromeuszek, ale już w Nysie. Wraz z Marią zdecydowały jednak o odejściu i ponownym poświęceniu się pielęgnacji chorych w ich miejscach zamieszkania. Za patronkę swojego stowarzyszenia obrały św. Elżbietę Węgierską.

Matka Franciszka zajmowała się m.in. pisaniem sprawozdań z działalności charytatywnej, a kiedy były zakładane nowe placówki zakonne, jeździła, by je urządzić i przygotować do posługi chorym i najbardziej potrzebującym. – W 1857 r. została posłana do Wrocławia, gdzie zgromadzenie przejęło opiekę nad chorymi kobietami w przytułku. Matka Franciszka chciała zapewnić potrzebującym dogodniejsze miejsce, dlatego zakupiła parcelę i gospodę przy dzisiejszej ul. św. Józefa. Postanowiła budynek przebudować i dostosować do potrzeb sióstr i ich podopiecznych. W ogrodzie postawiła krzyż jako akt przebłagania za to, że w tej gospodzie eks-kapłan wygłosił mowę przeciwko Kościołowi – relacjonuje s. Margarita. Z polecenia matki Marii w czasie trzech kolejnych wojen duńsko-pruskiej, austriacko-pruskiej i francusko-pruskiej umacniała siostry pielęgnujące rannych żołnierzy na froncie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama