Nowy numer 48/2021 Archiwum

Na rajskiej wyspie

Ks. Marek Sobotta wraz ze swoimi parafianami z Papui-Nowej Gwinei wybuduje szkołę muzyczną, szwalnię i piekarnię.

Będzie to możliwe dzięki ogromnemu wsparciu finansowemu, przekazanemu przez wiernych w odwiedzanych przez niego parafiach diecezji opolskiej. Pochodzący ze Zdzieszowic misjonarz przez trzy urlopowe miesiące zebrał sumę, która wystarczy na postawienie nowego budynku i jego wyposażenie.

Cenny pióropusz wodza

– Nigdy nie chciałem być misjonarzem. Kiedy byłem wikarym w Raciborzu, poważnie zachorowałem. Wiele tygodni przeleżałem na szpitalnym łóżku, miałem paraliż lewej strony ciała. Rokowania były średnie – opowiada ks. Marek Sobotta, który od ok. 3 lat jest misjonarzem w Papui-Nowej Gwinei.

– W chorobie modliłem się o łaskę zdrowia. Serce podpowiadało mi, by trochę się z Panem Bogiem potargować, co nie jest chwalebne. Pamiętam, że złożyłem taką obietnicę: „Panie Boże, jeśli dasz mi zdrowie, to ja też zrobię dla Ciebie coś szczególnego”. Po dawnej chorobie nie ma śladu, ale kiedy po rehabilitacji biskup opolski posłał mnie na kolejną parafię, to w ferworze wikariuszowskiej pracy zapomniałem o swojej obietnicy.

Dopiero, gdy któregoś dnia, jadąc samochodem, włączyłem radio, usłyszałem, jak ktoś barwnie opowiada o rajskiej wyspie, błękitnym oceanie, kokosach, orchideach i łowcach głów. Myślałem, że to rozmowa z podróżnikiem, ale w pewnym momencie dziennikarka zapytała: „Księże biskupie, jaki jest największy problem w księdza diecezji?”. Wtedy zorientowałem się, że to wywiad z misyjnym biskupem – wspomina ks. Sobotta. – Biskup błyskawicznie odpowiedział: „Największy problem to brak księży”. Te słowa przypomniały mi o złożonej obietnicy. Pomyślałem, że właśnie w ten sposób mam podziękować Bogu za łaskę odzyskanego zdrowia – podkreśla.

Ksiądz Marek Sobotta ukończył kurs w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie i ruszył do diecezji Wewak w Papui-Nowej Gwinei. Tam najpierw uczył się języka pidżyn, a następnie objął dwie parafie: św. Wawrzyńca w Dagua, gdzie od 4 lat nie było proboszcza, oraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy w But, gdzie proboszcza nie było od 17 lat. – W naszej diecezji jest zwyczaj, że nowy proboszcz otrzymuje z rąk biskupa kluczyk do tabernakulum. Podczas tego wprowadzenia parafianie nas zaskoczyli, bo podarowali mi pióropusz wodza. Jest on cenny dla Papuasów, bo wykonany z piór muruka, egzotycznego i niebezpiecznego ptaka, który żyje głęboko w buszu. Powiedzieli mi, że będę dla nich wodzem, bo potrzebują kogoś, kto w imieniu Kościoła przebaczy im grzechy, będzie sprawował Msze św. i poprowadzi ich do nieba – mówi ks. Sobotta.

Prosta wiara i proste życie

Do Papui-Nowej Gwinei Ewangelia dotarła 125 lat temu. – W moich parafiach wiara jest bardzo silna. Ludzie sami ją przechowali. Kiedy nie było pośród nich księdza, każdej niedzieli gromadzili się na nabożeństwie słowa Bożego. Czasem udało im się przynieść Ciało Pana Jezusa z odległej parafii, gdzie akurat była Msza św. – opowiada misjonarz.

– Parafianie wspierają mnie, zwłaszcza gdy odwiedzam odległe miejsca. A mam 19 wiosek, 17 kościołów i po drodze muszę pokonać 15 rzek, nad którymi nie ma ani jednego mostu. Nie ma żadnych dróg asfaltowych, a tropikalne deszcze tworzą wielkie błotniska. Kiedy wyruszam w drogę do wiosek, nigdy nie jestem sam. Zawsze towarzyszą mi i pomagają parafianie. Ich szacunek dla kapłana jest poruszający – podkreśla ks. Sobotta.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama