Nowy numer 48/2021 Archiwum

Duch Kserksesa?

W parafii, gdzie przez lata byłem proboszczem, w protokole wizytacyjnym sprzed kilkuset lat była uwaga: "Uderza się w dzwon o trzeciej na modlitwę przeciwko Turkom".

Hoplita, falanga, hybryda… To słowa, pojęcia, tradycja grecka - jeszcze starożytna. Karierę robi "hybryda". Mam w swoim mieszkaniu ogrzewanie hybrydowe. To znaczy elektryczne skojarzone z kominkiem. Jak w kominku się nie pali, włączają się grzejniki. Wygodne. Słowo "hybryda" określało kiedyś mieszańca z matki Indianki i ojca na przykład Hiszpana. Albo odwrotnie. Greckie, starożytne znaczenie to obelga, obraza, katastrofa. Hybrydą zwano też mityczne stwory - pół człowieka, pół jakiegoś zwierza. A dziś mamy hybrydowe toyoty (i inne) i hybrydową wojnę. Właściwie niepotrzebne są owe starożytne słownikowe uwagi, bo pojęcie hybrydy żyje swoim własnym, właśnie hybrydowym życiem. Wszelako warto znać jego pierwotny sens, wyrażający obrazę nawet nie człowieka, ale zaprzeczenie prawdy o jakiejś rzeczy, która staje się katastrofą i budzi odrazę.

Wydarzenie początkujące wojnę zwaną drugą światową zaczęło się też hybrydowo. Bojówkarze niemieccy napadli na niemiecką radiostację w miejscowości Gleiwitz, czyli w Gliwicach (zgrabny maszt stoi do dzisiaj). Tyle, że Niemcy byli w polskich mundurach. Jednym słowem, fałszywi mieszańcy. To była obelga dla Polaków i katastrofa dla obu narodów. Hybryda, jednym słowem. Zresztą hybrydowych wątków w owej wojnie było więcej, jak chociażby wkroczenie do zbrojnej akcji Sowietów hybrydowo wytłumaczone potrzebą ochrony ludności ukraińskiej i białoruskiej - kłamstwo, jak każda hybryda. Można przyjąć tezę, że nieomalże wszystkie wojny, także te z zamierzchłych czasów, były w swej genezie i wybuchu uwikłane w różne akcje hybrydowe. Były to zwykle akcje jednostronne, ale były też organizowane szerzej plany. Powtórkę z historii usilnie polecam w naszych hybrydowych czasach. Polecam zwłaszcza politykom, których mamy pod dostatkiem, a którym, zda się, poczucia i historycznej wiedzy często nie dostaje.

Człowiekiem nie tylko zorientowanym w temacie wojny hybrydowej, ale wyznaczającym jej cele i metody jest współcześnie bez wątpienia rosyjski generał armii Walerij Gierasimow. Niby znany, ale chyba chroniony otoczką tajemnicy. Przed kilku laty prokuratura wojskowa Ukrainy ogłosiła go "głównym ideologiem wojny w Donbasie". Wojny w swej istocie hybrydowej - od warstwy propagandowej po uderzenie militarne.

To, co dzieje się na naszej wschodniej granicy, od samego początku zdradza dobrze przygotowany hybrydowy scenariusz. Skuteczny psychologicznie, bo generujący komentarze i reakcje w kierunku problemu li tylko humanitarnego. Mała grupka, las, dzieci, chłodno, głodno. Kto z nas się nie ulitował. Nawet happeningi się działy. Potem problem się rozwijał, zataczał szersze kręgi, obnażał przewrotność tej jakiejś "drugiej strony". Nawet jesienne przesilenie pogody zostało wliczone w hybrydowo stopniowane plany. Aż po ostatnią bitwę na kamienie i sikawki (piszę te słowa w czwartek 18 listopada).

Rzecznik Straży Granicznej oświadczyła między innymi, że w czasie służby funkcjonariusze są wyposażeni w ostrą amunicję. A wspomniany generał może tylko patrzy, aż ktoś nie wytrzyma i cyngla ruszy. Nie chciałbym tego doczekać. Trzymajcie się, chłopaki, i wytrzymajcie. Także z tą ostrą amunicją. Wiesiek, Ty też się trzymaj, bliscy czekają, a podziałeś się bez pożegnania nawet. No jasne, wojna. Hybrydowa, ale wojna.

Hoplita, falanga - tymi słowami zacząłem. Patrzyłem na oddział naszej policji podczas akcji w Kuźnicy. Hełm, tarcza, cały ubiór zresztą. Do tego ramię w ramię, szereg wieloosobowy, za nim drugi, tak trochę na skos. W starożytnej armii greckiej to byli właśnie hoplici. Z włócznią, tarczą i hełmem. Ten szyk i ten wspólny krok takimi stąpnięciami do przodu, w bok, do tyłu… Zgrani, jak zrośnięci. Nie wiem, czy współczesne tarcze mogą być łączone jakimiś zaczepami? Tak mieli hoplici, tworzyli zwarty mur. Ich szereg zwał się falangą, wroga atakowali włóczniami. Rzędów było kilka. Kto padł, był zastępowany przez najbliższego za nim. Patrząc więc na naszych w Kuźnicy, widziałem greckich hoplitów walczących z perskim wojskiem.

Tak, tak, Persowie przeszli tysiące kilometrów z tych ziem, z których także my mamy gości. Zaopatrzenie dostarczano okrętami. Aby skrócić ostatni morski odcinek, na rozkaz Kserksesa (519 - 465 p.n.e.) przekopano nasadę półwyspu Athos - coś jak nasza Mierzeja Wiślana. Termopile były kilka miesięcy później (480 p.n.e.). W tej bitwie wygrali Persowie (zdrada była powodem!), ale jeszcze tego samego roku przegrali całą wojnę. Co warte podkreślenia, to skojarzenie, iż ówcześni wojownicy wyszli z tych samych geograficznie rejonów, skąd większość dzisiejszych migrantów. Ale oni dziś Kserksesa nie mają. A czy Europa zasłuży na jeszcze jedno zwycięstwo, jak pod Lepanto (1571) czy później pod Wiedniem (1683)?

W parafii, gdzie przez lata byłem proboszczem, w protokole wizytacyjnym sprzed kilkuset lat była uwaga: "Uderza się w dzwon o trzeciej na modlitwę przeciwko Turkom". I tego nam brakuje: modlitwy! Wtedy zwycięstwo pod Lepanto zostało wymodlone. Dziś zostały zachęty do pomocy migrantom. Ale w etyce chrześcijańskiej (i nie tylko) zawsze się mówiło o hierarchii miłości, gdzie krąg najbliższy nam jako pierwszy ma prawo liczyć na naszą i modlitwę, i realną pomoc. Jeszcze jedną zasadę etyki społecznej trzeba wspomnieć: rację stanu. Czyli postawienie spraw własnego narodu i państwa na pierwszym miejscu. Co bynajmniej nie oznacza wrogości wobec innych. A my dalej poróżnieni między sobą. A jeśli, nie daj Bóg, rzeczywiście wojna, czy pomożemy nawzajem sobie, ojczyźnie i bliskim?

Duch Kserksesa nad nami? Choćby wygrał zdradą jak pod Termopilami - to całą wojnę my możemy wygrać. Byleśmy o Bożym Duchu nie zapomnieli.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama