Nowy numer 3/2022 Archiwum

Wysłuchaj, a nie oceniaj

- Bądźmy uważni na to, czym żyją inni ludzie - mówi ks. Józef Krawiec.

Jednym z gości Festiwalu Wolontariatu „Impuls” był ks. Józef Krawiec, kapelan więzienny w Strzelcach Opolskich oraz założyciel i duchowy przewodnik Stowarzyszenia Pomocy Wzajemnej „Barka”.

Minęły już 23 lata, odkąd duszpasterz zamieszkał z osobami doświadczonymi kryzysem bezdomności. Za nadal rozrastającą się działalność, wokół której zgromadził innych, zebrał wiele nagród i wyróżnień. Niemniej początki do łatwych nie należały. Pragnienie spotkania z człowiekiem potrzebującym trzeba było ubrać w formalne ramy organizacji pozarządowej.

W tym – jak przyznaje ks. Krawiec – znalazł wsparcie w działalności Barbary i Tomasza Sadowskich, założycieli Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka”, działającej w Wielkopolsce.

Inspiracja

Rozmowa ks. Józefa Krawca z młodszym pokoleniem społeczników obfitowała w cenne myśli, trafne pytania i sporą dawkę inspiracji. – Najlepsza kawa to ta, która została podana z miłością – przekonywał duszpasterz, wskazując na postawę właściwą wolontariuszowi. Więźniów, wśród których posługuje, wielokrotnie nazwał swoimi braćmi. Mówił wprost, że choć obiektywnie może się wydawać, że jest kimś lepszym od tych, których wspiera w kryminale, to w oczach Pana Boga wcale nie musi tak być.

Pojawiło się celne pytanie: „Czy tak naprawdę stać nas na bezinteresowność?”. Ksiądz Krawiec nawiązał do doświadczenia z Kluczborka, gdzie jako wikary był częścią grupy łączącej osoby z niepełnosprawnością i ich przyjaciół. – Dla wolontariuszy zapłatą jest satysfakcja i radość w sercu. W prezencie dostajesz też ludzi, z którymi nadajesz na tej samej częstotliwości, z którymi spotkanie daje ci ogień. Doświadczyłem tego w Kluczborku i dało mi odwagę, by zrobić krok dalej – opowiada ks. Krawiec.

Podkreśla, że kwestia niepełnosprawności i sprawności nie leży w kwestii osobistego wyboru. – Dlatego nie mam świadomości, że pomagając, robię komuś łaskę. Tak samo, kiedy o mieszkańcach Barki ktoś mówi: „podopieczni”, to nie pojmuję tego określenia. Po prostu kiedyś w rodzinie ktoś dostał więcej ciepła i miłości, ktoś dostał mniej – zauważa.

Doświadczenie domu

Mówi, że Barka ma złą opinię w środowisku osób doświadczonych kryzysem bezdomności. Po pierwsze, mieszkając w tym miejscu, trzeba pracować. Po drugie, nie można pić. Wylatuje się za jedno piwo. W domach prowadzonych przez stowarzyszenie na etacie jest księgowy, cała reszta to sfera wolontariatu. Są osoby, które pomagają dziełu, m.in. finansowo. Są i tacy, którzy wchodzą w interakcje z mieszkańcami.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy