Nowy numer 21/2022 Archiwum

Wzruszająca pierwsza Pasterka

W mroźną noc kilka tysięcy osób modliło się i śpiewało kolędy pod gołym niebem. Wokół nich jeździły patrolujące wozy milicji i wojska.

Kiedy został wprowadzony stan wojenny, od kilku lat trwała budowa największego blokowiska w Opolu, na którym miało zamieszkać 20 tysięcy osób. Osiedle najpierw nosiło imię Związku Walki Młodych, a dziś – Armii Krajowej. Początkowo władze państwowe nie zgadzały się na wybudowanie na tym terenie kościoła i utworzenie dla mieszkańców nowej parafii, ale biskupowi opolskiemu Alfonsowi Nossolowi udało się uzyskać zgodę na utworzenie punktu katechetycznego. Zadanie to w połowie 1981 r. powierzył ks. Antoniemu Grycanowi, który formalnie został duszpasterzem osiedla ZWM. Kapłan wokół powierzonego mu dzieła zaczął gromadzić mieszkańców, dla których niedzielne Msze św. odprawiał w dwóch kościołach parafialnych: w Gosławicach i u jezuitów.

– W 4. niedzielę Adwentu ogłosiłem, że Pasterkę w noc Bożego Narodzenia odprawimy pod gołym niebem na terenie przeznaczonym pod budowę naszego punktu katechetycznego. Po tym zaproszeniu bardzo szybko zostałem wezwany na spotkanie z prezydentem miasta, który tłumaczył mi, że w stanie wojennym nie mam prawa zwoływać ludzi na zgromadzenie na otwartej przestrzeni – opowiada ks. Antoni Grycan, który duszpasterzem, a później proboszczem na ZWM-ie był do 2005 r.

– Prezydent usilnie prosił mnie, żebym odwołał Pasterkę. Nie chciałem się na to zgodzić, zresztą już nie miałbym możliwości poinformowania o tym ludzi. Dlatego argumentowałem, że przecież nawet podczas wojny ludzie gromadzili się na Mszach św., to dlaczego w stanie wojennym nie mogą. Ostatecznie prezydent powiedział: „Co ja z księdzem mam” i zadzwonił do Milicji Obywatelskiej, żeby obstawili teren. Zapewniłem go, żeby się nie martwił, bo ludzie przyjdą się modlić, a nie walczyć – wspomina ks. Grycan.

Duszpasterz o Pasterce rozmawiał też z biskupem pomocniczym Antonim Adamiukiem, który wydał odpowiednie poręczenie dla władz. – Zastrzegł też: „Proszę księdza, niech ksiądz nie trzyma długo ludzi. Mamy mroźną zimę. Proszę w pół godziny odprawić Pasterkę, żeby ludzie nie zmarzli” – relacjonuje ks. Grycan. – Mszę św. odprawiłem w 35 minut, ale ludzie nie chcieli iść do domów. Jeszcze przez pół godziny stali i śpiewali kolędy. To były niesamowite chwile. W tym, że ta Pasterka się odbyła i że było tak pięknie, widać, że opatrzność Boża była z nami – podkreśla.

– Wspomnienie o tej Pasterce jest we mnie wciąż żywe – zapewnia Edward Zdera, który dziś mieszka w Niemczech, ale 40 lat temu na pamiętnej Mszy św. pod gwiazdami był organistą. – To były początki. Wszystko powstawało praktycznie z niczego. O ile mnie pamięć nie myli, sprzęt nagłaśniający i organy wypożyczone były z parafii w Gosławicach, do której zresztą i ja należałem. Wtedy był około 10-stopniowy mróz. Moje palce przy dłuższym trzymaniu na klawiaturze przymarzały do niej. A w rękawicach niestety nie dało się grać. Za to śpiew kolęd był imponujący. Na Mszy św. było kilka tysięcy osób i ich śpiew na tyle gardeł brzmiał pięknie. Jeszcze dzisiaj, kiedy o tym opowiadam w gronie rodziny i znajomych, łza kręci mi się w oku ze wzruszenia – opowiada Edward Zdera.

Wokół wiernych jeździły patrolujące wozy milicji i wojska. Ołtarz polowy, wykonany specjalnie na tę okazję przez plastyka, udekorowano choinkami i umieszczono na nim prośbę: „Obdarz nas pokojem w dniach nieszczęścia”. Po Bożym Narodzeniu z rozmachem ruszyła rozbiórka nieużywanych już baraków na Metalchemie, przewożenie materiałów na ZWM i stawianie tymczasowej kaplicy w baraku. W prace zaangażowało się wielu mieszkańców osiedla. W efekcie to miejsce modlitwy i pierwsze serce przyszłej parafii Przemienienia Pańskiego było gotowe już na Wielkanoc 1982 r.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama