Nowy numer 21/2022 Archiwum

Jakby był orłem

– Ludzie budują zasieki, a my postanowili budować mosty – mówi Krzysztof Trebunia-Tutka.

Śląski Jarmark Bożonarodzeniowy w Raciborzu aż roił się od koncertów zespołów grających muzykę góralską. – W górach święta Bozego Narodzenia to świenta nojwozniejse, nojpiekniejse. Ludzie rychtowali sie do tych świąt przez calutki Adwent. Juz od św. Katarzyny sie nie grało, a od św. Jendrzeja muzykanci zdejmowali nawet struny, coby ich nie kusiło – mówił Krzysztof Trebunia-Tutka podczas koncertu legendarnego zespołu Trebunie-Tutki.

Coś więcej niż granie

W czym tkwi sekret muzyki gór? – Góralska muzyka jest bardzo oryginalna, niepowtarzalna, rozpoznawalna. Słysząc tę muzykę, mamy przed sobą od razu pejzaż tatrzański albo beskidzki, i wspominamy przyjemne spacery, wycieczki. Jednak muzyka góralska jest dosyć trudna w odbiorze, trochę hermetyczna. Dlatego staramy się ją pokazywać nie tak bardzo zagęszczoną – mówi „Gościowi Opolskiemu” lider zespołu. Krzysztof Trebunia-Tutka jest muzykiem, kompozytorem, architektem, nauczycielem muzyki, autorem ostatnio wydanej „Muzyki Skalnego Podhala”. – Od 30 lat uczę góralskiej muzyki i postanowiłem zebrać cały repertuar podhalański, którego uczyłem się od dawnych mistrzów. Oni tak szybko odchodzą na niebiańskie polany, że cała ta wiedza może przepaść i starałem się – mimo że to tylko podręcznik – odnotować przeróżne informacje na temat góralskich melodii, o tym, co przesądza, że są dla górali tak cennym skarbem – mówi. Ale muzyka i kultura góralska przemawiają nie tylko do górali. Dlaczego? – Niezwykle piękne otoczenie gór powoduje, że człowiek czuje się tak, jakby był orłem i latał nad tymi górskimi szczytami. Jest to bardzo trudno wyrazić słowami. Właściwie mnie łatwiej jest to wyrazić przez muzykę, przez granie, przez tworzenie nowych utworów, przez bardzo emocjonalne granie od serca na różnych instrumentach. Kiedy pojawia się słowo, to jest ono oszczędne i w charakterze dawnych, góralskich śpiewek, czyli minimum słów, maksimum treści. To bardzo spodobało się ks. profesorowi Tischnerowi, który mówił, że kultura góralska nie dlatego jest wielka, że jest góralska, ale dlatego, że jest ludzka. W niej odbija się życie człowieka: jego nadzieja, wiara, miłość. To jest coś więcej niż tylko granie i śpiewanie dla przyjemności i rozrywki – tłumaczy artysta.

Budować mosty

– Zawsze, gdy spotykamy się w rodzinie – po góralsku mówimy na to „posiady” – są to posiady muzyczne. To nie tylko przyjemne spotkanie i rozmowy, ale możliwość opowiedzenia o tym, co człowieka gryzie, a co cieszy. Najpiękniej wyraża się to przez wspólne śpiewanie i granie. Doświadczenie takiej wspólnoty jest niezwykle piękne i budujące. Czasami nawet, kiedy w zespole pokłócimy się o sprawy artystyczne, to jednak ta muzyka mocno nas łączy: czujemy jak blisko jesteśmy spokrewnieni – mówi. Trebunie-Tutki, już od ponad 30 lat obecni na scenie muzycznej Polski i świata, znani są z tego, że łączą tradycyjną muzykę góralską z innymi nurtami, przekraczają granice kultur. Nagrywali z muzykami z Jamajki, Anglii, Szkocji, Kirgizji, ostatnio – z Gruzji. Na arenie międzynarodowej ich twórczość zyskała wielkie uznanie: zespół wielokrotnie był w pierwszej dziesiątce World Music Charts Europe Europejskiej Unii Radiowej. – Casy są takie, ze ludzie budują zasieki, płoty, mury, a my postanowili budować mosty. Graliśmy z muzykami z róznych krajów i kultur. Kozdy może zostać sobom, a mozemy sie sanować, kiedy pewni my som swojej wiary, swojej tradycji – mówił podczas koncertu lider zespołu.

Nie było to łatwe w początkach ich kariery. Spotykali się z krytyką za nagrania z jamajskim zespołem reggae „The Twinkle Brothers”. – Niektórzy uważali, że to może zniekształcić muzykę góralską. Wtedy ks. profesor Tischner, który potrafił spojrzeć szerzej i widział, że Jamajczycy grają swoje, Trebunie-Tutki – swoje, dostrzegł naszą odwagę i szacunek dla innych kultur, i napisał wspaniałą opowieść góralską o tym, jak to do Białego Dunajca przyjechali Jamajczycy, a nasz tato Władysław Trebunia-Tutka, którego ksiądz profesor uczynił Platonem w swojej „Historii filozofii po góralsku”, kozoł im gęśle i basy zrobić i syćkiego się naucyć. Ale im w drodze powrotnej syćkie gęśle i basy w casie burzy na oceanie się potopiły, ino smycki ostały. I temi smyckami biją w co popadnie: w deske, becke cy w bęben. Nie wiem, co górale z tej opowiastki zrozumieli, ale efekt był niezwykły: przestali nam zarzucać jakąś zdradę góralskiej tradycji – mówi Krzysztof Trebunia-Tutka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama